127 Godzin (2010)

127_hours

Z początku myślałem sobie, że naprawdę nie mają już co kręcić w tym Hollywood. Najpierw Ryana Reynoldsa zamknięto w trumnie i wyszło to bardzo średnio. Teraz Danny Boyle przygniata Jamesa Franco głazem w kanionie na 127 godzin. Nie dziwcie się zatem, że pomyślałem sobie, że wyjdzie z tego wtórna, przewidywalna papka, która niczym mnie nie zaskoczy. Bo co właściwie może wydarzyć się człowiekowi unieruchomionemu na pustkowi? Wszystkie możliwe scenariusze możemy z biegu wymyślić i policzyć na palcach. Poza tym w przeciwieństwie do „Pogrzebanego” tym razem mamy do czynienia z filmem opartym na prawdziwych wydarzeniach, więc jeśli ktoś poczytał (w sumie całość oparta jest na książce, którą napisał bohater filmu), albo po prostu wcześniej spotkał się przypadkiem  z tą historią, to wie jak wszystko się kończy. Po co więc oglądać „127 Godzin” i rozwodzić się nad takim dość oklepanym i oczywistym tematem? Odpowiedź jest prosta. Bo to Danny Boyle.

Aron Ralston pewnego dnia wyrusza w góry Utah by tam przebyć 30 km rowerem, a potem połazić po kanionie. Po drodze spotyka dwie sympatyczne turystki, co jest dość niespodziewane zważywszy na to, że miejsce do którego wybrał się Aron to totalne odludzie. Wszystko wskazuje, że będzie to wspaniały dzień dla naszego, pełnego optymizmu turysty. Spędzają więc trochę czasu razem, a potem idą własnymi ścieżkami. Sielanka kończy się kiedy w jednej ze szczelin na Arona spada całkiem spory głaz i przygniata mu rękę. Od teraz spędzi dokładnie 127 godzin stojąc i nie mogąc się ruszyć.

Niezbyt zachęcający opis, prawda? No chyba, że jest się fanem survival movies i lubimy popatrzeć jak ktoś się męczy i stresuje w beznadziejnej i całkiem niespotykanej sytuacji. Dlatego też z początku byłem bardzo negatywnie nastawiony. Zwłaszcza, że pierwsza połowa filmu to nic prócz ładnie nakręconych widoczków. Potem pojawia się głaz i nadal nic się nie dzieje. Dwadzieścia minut później Aron nadal był przygnieciony i zaczynałem się denerwować, bo MacGyver z niego żaden. Co prawda próbował coś sklecić z paroma bloczkami i liną ale nic specjalnego z tego mu nie wyszło. I w tym momencie, kiedy już rozpatrzone zostają wszystkie możliwości zaczyna dziać się coś dla czego warto przetrwać pierwszą godzinę nudy. Aron zaczyna rozmyślać nad swoim życiem. Wspomina szczęśliwe chwile, stara sobie poprawić nastrój na wszelkie możliwe sposoby. Rozmawia sam ze sobą, udaje nawet, że prowadzi talk show. Są to oznaki desperacji, trochę też szaleństwa pomieszanego z załamaniem. I w sumie można się było tego spodziewać. Nie jest to jednak pokazane w sposób, do którego nas przyzwyczajono w innych tego typu produkcjach. Nie dostajemy masy sentymentalnych retrospekcji, a ciekawe, sprytnie zmontowane urywki, wizje, omamy bohatera, z których możemy wywnioskować co jest dla niego tak naprawdę ważne. We wciągający ciekawą stroną wizualną sposób dostajemy wgląd w psychikę przygniecionego bohatera. A potem Boyle wali w widza brutalną, drastyczną rzeczywistością. Rzadko mnie coś w kinie zaskakuje i robi na mnie wrażenie,  a w tym przypadku tak było.

„127 Godzin” jest zatem filmem, na który warto zwrócić uwagę i przebrnąć przez pierwszą połowę. Jest to dzieło sprawnie nakręcone i zagrane pomimo tego rażącego na początku niedopracowania scenariusza. Franco dobrze oddaje ducha swojej postaci i udanie zakłada na swojego smutnego bohatera maskę uśmiechu i autoironii. Sam nawet parę razy uśmiechałem się do ekranu mimo że w ogólnym rozrachunku jest to film raczej smutny i poruszający. Przez moment na ekranie przewija się Joan z Arkadii, aka obecne zastępstwo Trzynastki, czyli Amber Tamblyn. O tym jednak wspominam jako o ciekawostce, bo wszystkie postacie prócz Franco są zdecydowanie na dalszym planie.

W ogólnym rozrachunku wypada nad wyraz dobrze, jak to na Boyle’a przystało. Jednak zmuszony jestem odjąć trochę za czerstwy, nudny początek.

OCENA: 7,5/10

imdb: 8.3/10 przy ok. 14000 głosów

1 Comment

  1. Dariusz Woźniak
    17 stycznia 2011

    Jakiś czas temu trafiłem na ten film na imdb, ale nawet nie chciało mi się zobaczyć trailera. Nie lubię takich filmów i co by w nich nie pokazać to zawsze są takie same. Mam jeszcze dużo ciekawszych tytułów w planach, więc ten film prawdopodobnie nigdy się nie doczeka. …jakoś nie żałuję.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *