Atak na posterunek (2005)

„Moda na remake” jak widać trwa już długo, a najwdzięczniejsze do powtórki jak się okazuje są filmy mistrza Carpentera. Niedawno w kinach było całkiem strawne „Coś”, ale ja się cofnę do roku 2005. A wszystko dzięki telewizji Ale Kino+, które postanowiło wyemitować remake zaraz po oryginale tego samego wieczoru. Ciężko co prawda określić tę nową wersję słowem remake, bo jest to raczej film na motywie, ale żeby wszyscy wiedzieli o co chodzi, to krótkie streszczenie oryginału z 1976 roku.

W Ameryce dochodzi do fali zbrodni, gangów jest co raz więcej i co raz lepiej uzbrojonych. W mieście, gdzie dzieje się akcja nie ma chwili spokoju. Policja robi obławę na jeden z gangów, która kończy się sukcesem. Niestety to tylko zaostrza niechęć chuliganów do przedstawicieli władzy i postanawiają bardziej rozpanoszyć się po mieście. W efekcie czego ginie mała dziewczynka. Ojciec postanawia się zemścić. Kończy się to jednak jego popisową ucieczką do najbliższego komisariatu, którym okazuje się być przeznaczony do zamknięcia Posterunek 13. I tak w ostatni dzień działalności posterunku biedni policjanci będą musieli uporać się z obławą rozwścieczonego gangu, a aby było jeszcze ciekawiej to pech chciał, że akurat na 13stym musiał zatrzymać się transport więźniów…

Tak to wyglądało w oryginale. W wersji z 2005 z oryginału pozostał posterunek 13sty w ostatnim dniu swojej działalności, transport więźniów i idea obławy. Bo bohaterowie, ich motywacje, a także sam trzon fabuły, czyli powód obławy zostały diametralnie pozmieniane. Czy to dobrze? Jak dla mnie tak. Pomysł jest ten sam, czyli hołd pierwowzorowi oddany, ale sama fabuła i postacie inne, zatem jest trochę zaskoczeń, co za tym idzie, nie ma uczucia odgrzewanego kotleta.  Miałem dokładniej rozpisać się nad zmianami, ale mogłoby to bardzo zepsuć niektórym zabawę, więc skupię się na jednej znacznej. Otóż w oryginale na posterunku szefuje czarnoskóry policjant Bishop, który zaprzyjaźnia się z charyzmatycznym, białym mordercą, Napoleonem Wilsonem (jedna z nielicznych ról Darwina Jostona). Natomiast w remake’u role się odwracają. Ethan Hawke szefuje, a przestępcą jest czarnoskóry Bishop, grany przez Laurence Fishburne’a.  Przy czym ani Ethan Hawke, ani Laurence Fishburne nie dorastają do swoich pierwowzorów. Bohater Ethana to typ na prochach, który nie może otrząsnąć się po jakiejś starej akcji, a Fishburne to po prostu gangster i morderca. Ot, typowe postacie przeciętnego filmu sensacyjnego minionej dekady. Ale źle nie jest. Dużo strzelania, sporo zabijania, trochę gadek o seksie w wykonaniu ładnych aktorek, w tym zjawiskowej Marii Bello.

Jedne duże zastrzeżenie można mieć do sensowności całego pomysłu obławy. Bo tak jak w wersji pierwotnej przeciętnie uzbrojony gang miał prawo nie móc sobie poradzić z przeforsowaniem się przez obronę posterunku, tak w wersji nowszej cała akcja moim zdaniem powinna się zakończyć po piętnastu minutach. Ale jak widać nie można mieć wszystkiego. W każdym razie, w swojej kategorii jest dobrze.  Trochę ponad przeciętny akcyjniak na bazie bardzo dobrego filmu sensacyjnego.

OCENA: 6/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *