Bogowie są śmiertelni – Grzegorz Drukarczyk

Wydawnictwo Almaz postanowiło uraczyć miłośników literatury fantastycznej nową formą wydawniczą. Nową przynajmniej u nas. Jest to bookazin, czyli coś pomiędzy książką w wydaniu kieszonkowym, a standardowym formatem, w wiotkiej, magazynowej okładce. Rzecz w czytaniu niezwykle wygodna, a niezawalająca torby, czy plecaka. I co ważne, ok 10 zł tańsza od standardowo wydanej książki. Tak wydana literatura science-fiction do kupienia w prawie każdym kiosku to ogromny powód do radości. Na pierwszy ogień poszło nasze rodzime sci-fi, powieść Grzegorza Drukarczyka, który ostatnią książkę napisał w… 1992 roku! Więc jest to niezwykły powrót po latach na scenę i to od razu z przytupem. „Bogowie są śmiertelni” nie jest bowiem książką prostą w odbiorze. Tak jak w większości przypadków jestem w stanie bez problemu stwierdzić, czy książka jednoznacznie podobała mi się, czy też nie, tak z książką pana Grzegorza mam ogromny problem. Ale jeśli po lekturze nie odstawiam książki po prostu na półkę by o niej zapomnieć, a myślę intensywnie nad tym co właśnie przeczytałem, to w takim przypadku spełniła ona swoją rolę w stu procentach. I rzec ze spokojem mogę, że jestem zadowolonym Tomaszem. 

Główny bohater Escobar był niegdyś dowódcą przemytników na planecie Eltenera. Jednak gdzie pieniądze i władza tam też zdrada i tak więc został przez bliskich pozostowiany na pewną śmierć. Ale ku zdumieniu wszystkich, po trzech latach walki udaje mu się „zmartwychwstać”.  Plan jest teraz prosty, powrócić na Eltenerę z jedynym co mu pozostało. Zemstą. Prócz krucjaty Escobara z pierwszoosobowej perspektywy czytelnik otrzymuje także wgląd w sytuację polityczną Ziemi i Eltenery, a także może poznać jak reagują poszczególne pionki na szachownicy na wieść o tym, że Escobar powrócił. I tylko z tych fragmentów, a także retrospekcji w postaci snów głównego bohatera, możemy wywnioskować co działo się przed jego domniemaną śmiercią i co do niej tak naprawdę doprowadziło. Oczywiście wszystkie wspomnienia, komentarze nie są dostosowane do czytelnika, by było mu łatwiej wejść w świat i połapać się co jest co. Bo przecież po co dana postać ma wyjaśniać co jest co, skoro w świecie Eltenery jest to oczywista oczywistość? Po co w rozmowie dwóch postaci wspominać przeszłość i łopatologicznie punkt po punkcie wyjaśniać każde wydarzenie, każdą motywację, skoro oboje z bohaterów przy tym było i wszystko doskonale wiedzą (chociaż w prologu wygląda to inaczej i bałem się, że będzie tak przez całą książkę). Tak więc nie ma tu postaci, z którą czytelnik mógłby się utożsamiać i poznawać świat od podstaw. Więc „Bogowie są śmiertelni” są jak puzzle. Pełen obrazek dostajemy dopiero po przewróceniu ostatniej strony. Owszem, w trakcie czytania doprowadzało mnie to do szału, jednak po lekturze nastąpiło wynagradzające uczucie satysfakcji. Tysięczny element układanki był już na swoim miejscu.

Tak więc phobos to phobos, kwiat pamięci to kwiat pamięci, a dziurawiec to dziurawiec. Czym są, jak wyglądają, jak działają, dowiesz się albo nie i radzę przygotować się na to przed lekturą. Nie ma w tej książce także bohaterów, których da się polubić. W większości są to antybohaterowie z Escobarem na czele. Po trupach do celu i tyle. W końcu umiera się raz, a nasz główny bohater niewiele ma do stracenia.  I mimo że Escobarowi trochę brakuje do radośnie siekającego wszystko Żambochowego „Mrocznego Zbawiciela”, to i tak oddać mu trzeba, że nie przebiera w środkach i wie jak wykorzystać brutalną siłę do swoich celów. A im dalej w książkę, tym lepiej poznajemy jego filozofię i łapiemy się na tym, że po cichu przyznajemy mu rację i ze smutkiem stwierdzamy, że tak wygląda świat i na sprawiedliwość nie ma co liczyć. Przy drugim czytaniu będę musiał wypisać sobie co lepsze cytaty z Escobara, bo choć brutalną prawdę wygłasza, to w większości są to słowa niezwykle trafne.

Setting momentami przywodził mi na myśl Diunę. Porównanie chyba dość oczywiste. Odległa, pustynna planeta, tubylcy narkotyzujący się cennymi kwiatami pamięci, grupa której zależy na osiągnięciu pełnej władzy nad planetą i jej zasobami. Ma prawo się kojarzyć chociaż w tej wierzchniej warstwie. I jak pisałem wcześniej, fani Żambochopodobnej literatury też powinni być zadowoleni. Co prawda język nie jest specjalnie opisowy. Nie trzeba zatem bać się, że przy scenach śmierci, a trochę ich jest, pan Grzegorz uraczy nas dokładnym opisem wypływających jelit, czy innych dość istotnych organów, do których jesteśmy przywiązani. I chociaż przyznam, że fabularnie nie ma tu jakichś niezwykle zaskakujących twistów, to zabawa z układanką, którą zafundował autor spodobała mi się i z przyjemnością kiedyś do tego powrócę. Może przy jego następnej książce? Oby.

Lektury nie żałuję i jestem przekonany, że wyjadaczom science-fiction „Bogowie są śmiertelni” przypadnie do gustu. A ja sam z niecierpliwością czekam czym jeszcze wydawnictwo Almaz mnie zaskoczy.

PS. Zamawiając książkę na stronie wydawnictwa otrzymacie egzemplarz z autografem. A cena z przesyłką Pocztą Polską, wbrew temu do czego przyzwyczaili nas inni wydawcy, nie jest większa od ceny okładkowej. Ogromny plus!

OCENA: 7,5/10

2 Comments

  1. nosiwoda
    30 marca 2012

    @”Wydawnictwo Almaz postanowiło uraczyć miłośników literatury fantastycznej nową formą wydawniczą. Nową przynajmniej u nas. Jest to bookazin”

    No, nie do końca. Fantastyka Wydanie Specjalne miewała na początku numery wypełnione w całości jedną powieścią (np. nr bodajże 3 czy 4 to „Ostatnia sprawiedliwa” Elizabeth Moon). Ponadto była króciutko na rynku efemeryda zwana Super Fantastyka Powieść – ukazały się dwa numery, w 1. była powieść i dwa opowiadania, w 2. tylko powieść artykuł Dukaja. Przy tym o ile FWS ukazuje się w formacie A4, bliższym czasopismu, to SFP ukazywała się w formie książkowej właśnie, jak obecnie bookazin Ałmazu.

    Odpowiedz
  2. Iscariote
    30 marca 2012

    Fantastyka Wydanie Specjalne, znam i wiem, że były tam zamieszczane całe powieści jednak ciężko mi oceniać od kiedy można to technicznie uznać za książkę, bookazin, a kiedy za specyficzny magazyn. Przy „Bogowie są śmiertelni” dyskusji raczej nie ma i chyba wszyscy jednoznacznie stwierdzą, że to książka.

    O SFP pierwsze słysze 🙂 Ale dziękuję za uświadomienie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *