Bored to Death (2009)

boredtodeath

Zastanawia mnie na ile próżny był twórca tego serialu, a na ile chodziło mu o autopromocję. A może po prostu facet umie się z siebie śmiać? „Bored to Death, to serial pomysłu, scenariusza i produkcji znanego w Ameryce pisarza, Jonathana Amesa. Opowiada on o młodym pisarzu, Jonathanie Amesie, który nie może poradzić sobie z porzuceniem przez dziewczynę. Chcąc uciec od swoich problemów pogrąża się w lekturze ulubionego kryminału. Efekt jest taki, że po upiciu się białym winem zamieszcza w Internecie ogłoszenie i zaczyna bawić się w prywatnego detektywa. Ile w tym wątku autobiograficznego? Nie wiem, ale na szczęście to nie Ames gra Amesa (chociaż i tak gra w tym serialu), a Jason Schwartzman, którego możecie kojarzyć z roli Gideona w „Scott Pilgrim vs the World”. I jak Gideon wyszedł mu jak wyszedł, tak granie nieporadnego, niespełnionego i całkiem komicznego pisarza wychodzi mu świetnie.

W perypetiach głównemu bohaterowi towarzyszy dwójka jego przyjaciół. Starzejący się ciałem lecz nie duchem redaktor magazynu(w tej roli świetny Ted Danson, którego już dawno na ekranie nie widziałem), dla którego pisuje czasem Ames i komiksiarz Ray grany przez, znanego całemu światu dzięki roli w „KacVegas” , Zacha Galifianakisa (niech ktoś jeszcze raz powie, że moje nazwisko jest trudno wymówić).  Co prawda Galifianakis jest aktorem jednej roli (podobnie jak David Spade) i wszędzie po prostu gra nieporadnego grubaska z brodą, ale to chyba nigdy nie przestanie być śmieszne i wcale nie przeszkadza. Oglądając serial widać, że wszyscy aktorzy świetnie bawią się w swoich rolach, więc wszystko wychodzi im gładko i bardzo naturalnie jakby byli stworzeni do tego.  Nie ma wrażenia jakby dany gag był niepotrzebny, czy nieudany. Dialogi są naprawdę przemyślane i inteligentne, przy tym zabawne. Widać, że twórcy lubią bawić się słowem, a aktorzy lubią grać niezrównoważone postacie.

Po pierwszym rzucie oka na fabułę można by pomyśleć, że formą będzie to przypominać serial „Castle”. W końcu mamy do czynienia z  komediowym serialem o pisarzu, który rozwiązuje różne zagadki kryminalne. Nic bardziej mylnego.  „Bored to Death” stawia bardziej na komediowość niż kryminalność. Zagadki, które rozwiązać musi bohater są dość infantylne, a osoby które je zlecają nie zawsze mają równo pod sufitem. No bo kto normalny zatrudni nielicencjonowanego detektywa z ogłoszenia na portalu, który można określić mianem „naszej klasy z ogłoszeniami”? Wszystko sprowadza się do tego, że Ames idzie prosić o pomoc swoich przyjaciół.  Ci zaś nie zawsze są pomocni, bo Ray potrafi myśleć tylko o komiksach i miłości swego życia, zaś redaktor Christopher  stara się uciec starości za pomocą palenia trawy. Efekt jest taki, że robią więcej szkód niż pożytku, a sprawa dziwnym i szczęśliwym trafem rozwiązuje się sama. Jednak podkreślić trzeba, że sprawy to tylko punkt wyjścia do siły tego serialu, którymi jest trio bohaterów i dialogi między nimi.

Na uwagę zasługuje jeszcze doskonały opening zrealizowany w rysunkowej stylistyce wzorowanej na ilustracjach klasycznych kryminałów.  I właśnie w tym roku nagroda Emmy, w kategorii najlepsza czołówka powędrowała do „Bored to Death”.  Przyjęcie tego, krótkiego serialu było niesamowicie entuzjastyczne. Zwłaszcza, że sezon drugi jest lepszy od sezonu pierwszego (co rzadko się zdarza). HBO dało więc  zielone światło na realizację sezonu trzeciego.

Ocena na IMDB to 8.4/10 przy ok. 4,500 głosów, więc nie tylko mnie się podobał jak widać.  Gorąco polecam.  Póki co serial ma 16 odcinków po 25 minut, więc nie zajmuje to sporo czasu, a naprawdę warto.

OCENA: 8.5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *