Gyo

Jakiś czas temu w fandomie trochę się poruszyło z powodu trailera do tajemniczej produkcji o wielkim rekinie z pajęczymi nogami. Jak głupio brzmi, tak głupio to wyglądało, ale to Japończycy więc po nich to tylko takich dziwactw się spodziewać. Będzie się z czego pośmiać. A teraz jak już anime się pojawiło stwierdzam, że w kategorii horror (ogółem, a nie tylko anime horror, bo ja staram się nie rozgraniczać jeśli jest dobrze zrobione) jest to pozycja na tyle dobrze zrealizowana i intrygująca, że warto ją tutaj polecić.Continue reading

Orfeusz po japońsku

Makoto Shinkai jest artystą niezwykle cenionym w świecie japońskiej animacji. I teraz pewnie według wielu zabluźnię, ale dla mnie jest przeceniany. Owszem, ciężko nie zgodzić się, że na tle innych anime, te autorstwa Shinkaia wybijają się głębią, poważnym podejściem, trochę bardziej dorosłą wizją romansu, a do tego są prześliczne graficznie i w tym względzie dopracowane do ostatniej kreseczki. Jednak nie mogę się zgodzić jakoby to był geniusz. Podobnie jak już kiedyś pisałem o Sapkowskim. Cały „geniusz” Shinkaia polega na tym, że po prostu trafił w odpowiednim czasie w niszę. I jak widać po jego najnowszym filmie, Hoshi wo Ou Kodomo (Children who Chase Lost Voices from Deep Below),  ta nisza już mu niewystarcza. Co niestety nie wyszło panu Shinkaiowi na dobre. Continue reading

Texhnolyze

Żyjemy w takich czasach, że ludzkość może praktycznie wszystko. Jedyne co ją ogranicza, to polityka i fundusze. No i prawa fizyki, których jeszcze nie obeszliśmy, ale właściwie pozostawia to tylko podróże międzygwiezdne, w czasie i teleportację. Chociaż pewności co do nich mieć nie można, bo cholera wie co tacy Amerykanie sobie po kryjomu tworzą. I jest dziedzina nauki, o której cicho jest ostatnio w mediach, jednak wiem, że prężnie się rozwija i już niedługo będzie mieć duży wpływ na nasze życia. Biomechanika. Jakieś dwa lata temu głośno było o mechanicznej ręce BeBionic, niedawno wymyślili jak ją przyczepić do człowieka, więc historyczny moment kiedy ucięte kończyny będzie można zastąpić mechanicznymi jest tuż tuż. Jednak zawsze co nowe, budzi wiele niepokoju. Bo ile będzie człowieka w człowieku jak wymienimy mu wszystkie cztery kończyny? A jak wymienimy całe ciało i zostawimy tylko mózg? Najwięcej takich pytań w swojej twórczości zadają Japończycy, bo kto jak nie oni są najbliżej tego wszystkiego? Przykładem dzieła kultowego już, zadającego przytoczone przeze mnie parę linijek wyżej pytanie, jest „Ghost In the Shell”. Manga Shirow Masamune, a także późniejsza ekranizacja w reżyserii Mamoru Oshii, która właściwie wypromowała ten tytuł na zachodzie. Ale jest jeszcze jeden tytuł, nie wszystkim znany, jednak w moim mniemaniu równie dobry. Podchodzący do tej tematyki od innej trochę strony, mniej filozoficznej. Texhnolyze.Continue reading

Fullmetal Alchemist: Brotherhood (2009)

fma

Nie lubię pisać o anime, bo niestety nie mam żadnych kompetencji w tej dziedzinie. Trzeba znać realia, gatunki, kontekst, co jest na podstawie czego, kto to stworzył, jakie inne anime stworzył, czy są OAVki, porównanie z mangą i wiele innych aspektów, na które przy filmach nie ma sensu zwracać uwagi bo to nie ta skala i taki casualowy writer jak ja sobie na spokojnie ze wszystkim poradzi i ogarnie, a czytelnika za bardzo to nie obchodzi. Ale pomimo to nie wypada żebym nie wspomniał o „Brotherhoodzie” skoro aż tak bardzo mi się spodobał i tyle świetnych chwil przy oglądaniu tego tytułu spędziłem. I jeśli nie oglądacie anime, to proszę się nie zrażać, a przemóc bo naprawdę warto z tą serią się zapoznać. A jak dobrze pójdzie to i może głębiej w tematykę anime sięgniecie i was chwyci? Kto wie.Continue reading

Neon Genesis Evangelion (1995)

as-neon-genesis-evangelion

Są rzeczy, które ponoć powinno się znać. Dla jednych będzie to niszowy, węgierski film, dla innych jakaś książka o psychologii, dla audiofila album zespołu, o którym słyszały tylko 4 osoby na świecie. Dla fanów anime takim czymś z pewnością jest Neon Genesis Evangelion. I chyba nie ma osoby, która nie usłyszałaby kiedyś tego tytułu przypadkiem, czy nie, chociażby idąc ulicą. W ramach zaległości zabrałem się za to w zeszłym miesiącu. Do dyspozycji miałem wersję zremasterowaną w reżyserską końcówką i dwa filmy kinowe, które też znać się powinno by mieć pełen obraz tego o co tam chodzi. A chodzi o rzeczy naprawdę dziwne i na pierwszy rzut oka ciężkie do załapania. Na szczęście z pomocą przychodzi Wikipedia, która w dość przystępny sposób wszystko tłumaczy. I nie będę ukrywać, bez jej pomocy z pewnością pod koniec bym się ładnie zagubił, bo chronologia wydarzeń staję się szalona, a do tego dochodzi alternatywny koniec. Jest dziwnie. Ale że ja lubię rzeczy dziwne, to i NGE polubiłem.Continue reading