Citizen X (1995)

Pierwszy film w ramach Projektu Kino. Kategoria: Seryjni Mordercy. Obstawiałem za tym tytułem i jestem niezwykle zadowolony, że został wybrany. Głównie z trzech powodów. Opiera się na autentycznej historii śledztwa, gra w nim Donald Sutherland i dzieje się na terenach byłego Związku Radzieckiego. Prawda, że jest to dość intrygujący koktajl? A dalej robi się jeszcze ciekawiej. „8 lat, 52 ofiary, 1 zabójca” rzecze podpis z plakatu. Jest to krótka, acz zatrważająca statystyka i co gorsze, jak najbardziej prawdziwa. Zapewne najlepiej kojarzony filmowy, a także autentyczny, seryjny morderca, czyli Zodiac zabił 37 osób, choć w krótszym okresie czasu. Ciężko mi uciec od porównywania obydwu tytułów. Pierwsze co rzuca się w oczy to przytłaczający klimat obydwu spraw i trudy długiego, żmudnego śledztwa w obu przypadkach. A także jak bardzo okrutnie oddziałuje to na psychikę śledczych. Chociaż po głębszym namyśle stwierdzam, że Citizen X wraz z koreańską Zagadką Zbrodni posiadają o wiele więcej wspólnego mianownika. Nazwijmy go „regułami gry”. Z jednej strony mamy biurokrację i potęgę Związku Radzieckiego, z drugiej strony małomiasteczkową koreańską policję… i nagle okazuje się, że różnic pomiędzy tymi dwoma nie ma wcale. Tu poklepać, tam przyklepać, a jak nie podziała to znaleźć na szybko kozła ofiarnego.Continue reading

Looper (2012)

Film o podróżowaniu w czasie i paradoksach z tym związanych. Do tego worka dorzucamy Bruce’a Yippee-ki-yay, motherfucker Willisa (tak, tak to się pisze), który nie musi grać twardziela, bo po prostu jest twardzielem. A na deserek ostatni ulubieniec kobiet wypromowany przez Nolana, czyli Joseph Grodon-Levitt, specjalnie oszpecony przez charakteryzatorów, żeby bardziej przypominał Bruce’a, bo panowie grają tę samą postać ale w różnym wieku. Moim zdaniem nie przypomina go ani trochę. Ale co ja tam wiem.Continue reading

Skyfall (2012)

Bonda z Craigem albo kocha się, albo nienawidzi. Ja należę do gatunku wyznawców współczesnego kina akcji, więc jestem jak najbardziej za. Przy czym podkreślić trzeba, że jestem świadom, że Casino Royale jest najgorszym filmem bondowskim w dziejach. Z jednej prostej przyczyny. Nie ma tam Bonda takiego jakiego znaliśmy i uwielbialiśmy.  Co wcale nie przeszkadza mi postawić go w mojej pierwszej dziesiątce filmów sensacyjnych nakręconych po 2000 roku. To tak jak z mówieniem, że „Dom w głębi lasu” jest filmem słabym bo jako horror nie jest straszny. I co z tego? Dobry film, to nadal dobry film. Nie mniej w semantykę się nie zagłębiamy, a w Skyfall. Podczas gdy Campbell postanowił wywrócić uniwersum Bonda prezentując własną, alternatywną wizję przygód najsłynniejszego brytyjskiego agenta, Mendes postanawia wrócić na stare śmieci łącząc klasykę z nowoczesnością. Moim zdaniem wychodzi mu to idealnie. O Quantum of Solace nie ma co wspominać, bo Marc Forster niestety nic nie wniósł do uniwersum.Continue reading

Uprowadzona 2 (2012)

Na Uprowadzoną 2 czekałem z niecierpliwością mimo powszechnie znanej zasadzie, że każda kolejna część jakiegokolwiek filmu nie dorówna pierwszej, najlepszej. Harry Potter co prawda łamie tę konwencję, ale jest to wyjątek od reguły. A na Władcę Pierścieni należy patrzeć jak na całość, więc też odpada. Skoro już zaczynam notkę od takiego tematu i w tym tonie, to łatwo można się domyśleć, że Uprowadzona 2 niestety stała się ofiarą klątwy sequela. Oczywiście trailer był świetny, zapowiadało się dobrze, to i naturalnie duża ilość widzów i fanów jedynki (jak ja) poszła do kina się rozczarować. Co na to producenci? Mamy świetne wyniki, udało nam się powtórzyć sukces pierwszej części, nie ma co się zastanawiać, piszemy scenariusz trójki. Grający głównego bohatera Liam Neeson wyśmiał ten pomysł stwierdzając, że nikt nie jest na tyle głupi żeby uwierzyć, że trzeci raz uprowadzają tę samą osobę. Scenarzyści jednak twierdzą, że mają genialny pomysł i schematu nie powielą, a nawet widza zaskoczą. Owszem, historia opowiedziana przez Bessona w części drugiej trzyma się przysłowiowej kupy i jest logiczną kontynuacją wydarzeń z części pierwszej. Nielogiczne za to są podejmowane później przez bohaterów działania. A mimo to skuteczne. To za co kocham Uprowadzoną, czyli ekscytujące widowisko popisowej przemocy, a jednak zawierające nutkę wiarygodności zostało zrównanie z ziemią. Jest niestety boleśnie przeciętnie. Ze średniej oceny 5/10 jedynie sympatia do wykreowanego przez Liama Neesona bohatera winduję ocenę o oczko w górę.

Cały czas nie mogę zrozumieć jak to się dzieje, że producenci w większości przypadków przekazują serię w ręce kogoś nowego. Pewnie kwestia honorarium i terminu, ale nie wypada to dobrze na rzecz zaprezentowanej później jakości. Podczas gdy reżyserem pierwszej części był Pierre Morel, który wcześniej dał światu moim zdaniem bardzo dobry film sensacyjny „Pozdrowienia z Paryża” z powalającym swoim humorem Travoltą, a za zdjęcia odpowiedzialny był doskonały wyrobnik Abramowicz, zgadnijcie moi drodzy kto dostaje szansę wykazania się przy kręceniu drugiej części uprowadzonej… Reżyseria: Olivier Megaton (tak, nam w kinie też skojarzyło się w dość oczywisty sposób), który na swoim koncie ma najgorszego Transportera, czyli trzeciego i Colombianę, która przeszła przez kina bez echa. Za kamerą stanął również człowiek od Colombiany. Zdecydowanie nie był to przepis na sukces.

Różnice między częściami? W Uprowadzonej 2 więcej czasu antenowego dostaje rodzina głównego bohatera. Zarówno jeśli chodzi o sprawy stricte rodzinne jak i akcję. Z jednej strony dobrze, bo jest to jakieś urozmaicenie, nawet zaskoczenie. Jednak poziom gry aktorskiej utrzymany jest na poziomie mocno przeciętnym. Twórcy próbują też nawiązać do najlepszych scen z części pierwszej. Mianowicie rozmowa telefoniczna i leżenie na podłodze. Wychodzi to słabo, tym bardziej nie zaskakuje, bo już to przecież widzieliśmy. Film zrobiony od linijki z dużą ilością ładnych widoczków. Ba, nawet dubstep leci podczas napisów końcowych, bo przecież trzeba wpasować się w trend.

Jeśli komuś spodobała się Uprowadzona, to sequel może obejrzeć bez większego bólu jednak ostrzegam, że wraz z końcem nie uniknie się uczucia lekkiego rozczarowania. A jak ktoś ma złośliwą naturę to i do hejtowania sporo rzeczy się znajdzie. Dla każdego coś miłego.

OCENA: 6/10 

Avengers (2012)

Piękny film. Niech się chowają Transformersy i inne wybuchowe filmy akcji. Avengersi są wszystkim tym, czego oczekiwano. A i tak nadal niesamowicie pozytywnie zaskakują.Więc jak Avengersi wypadają na tle reszty marvelowskich produkcji? Z jednej strony Jon Favreau dałby radę to nakręcić i też byłoby dobrze. Jednak możnaby było się wtedy przyczepić, że tak właściwie stworzono kontynuację Iron Mana. Właściwie trudno od takiego wrażenia uciec. Jednakże nazwisko Whedona dodaje tytułowi geekowej mocy i trudno było sobie wyobrazić film, który jest marzeniem każdego nerda, z innym reżyserem niż człowiekiem legendą, przez wielu królem nazywanym. I Whedon starał się daleko nie odbiec od wypracowanej konwencji, jednak czuć w kilku miejscach jego dłoń. Szczególnie w gagach, które pojawiają się idealnie wtedy, kiedy powinny aby rozładować na moment napięcie. A dodatkowo w większości są one tak bardzo rozbrajające, że nie wiem, czy inny reżyser wpadłby na nie, a nawet jeśli, to czy odważyłby się je wykorzystać w takim filmie. Nie ukrywajmy, powinien zostać nazwany odą do patosu. Continue reading

Autostopem przez galaktykę (2005)

Z książką zapoznałem się dopiero niedawno. A książka Adamsa to dzieło przecież kultowe! Uwielbiane przez młodzież i fantastów na całym świecie. I zgadnijcie co? Tak, nie podobało mi się. Taka tam broszurka, z paroma zabawnymi spostrzeżeniami życiowych absurdów, kupą idiotycznych gagów, a depresyjny Marvin wyszedł mało depresyjnie. Szału nie zrobiło. A ekranizacja? Jest dobrą ekranizacją i dopiero po jej obejrzeniu uświadomiłem sobie „boże, jakie to wszystko beznadziejnie głupie”. Sami powiedzcie, czy można to nazwać inteligentną komedią? Satyra na brytyjskie społeczeństwo? Nie przesadzajmy. Są „satyry” i są satyry. I kim jest Garth Jennings, reżyser filmu? Filmografii sporej niestety nie ma. Był twórcą teledysków, a z kinem miał jedynie taką styczność, że w Wysypie żywych trupów zagrał „zabawnie umierające zombie”. To teraz już wiem, że mimo plejady gwiazd, ta produkcja nie miała prawa się udać. Continue reading

Droga (2009)

Ekranizacja powieści Cormaca McCarthy’ego, jednego z najbardziej cenionych pisarzy w Ameryce. Powieść ma trochę ponad 150 stron, bardziej to broszurka niż pełnoprawna książka. Opowiada o drodze na południe, którą obrał ojciec z synem w postapokaliptycznych Stanach Zjednoczonych. „Droga” w 2007 roku dorobiła się nawet nagrody Pulitzera. Ekranizacja także została doceniona przez krytków. Ja natomiast książkę uważałem i nadal uważam za zdecydowanie przecenianą. Jest krótka, a mimo to nudna, narracja jest męcząca, główni bohaterowie nieciekawi, fabuły tam właściwie zero. Owszem, można ją bronić argumentem, że to książka opierająca się na motywie drogi, zatem wszystko jest w porządku. Zresztą sam tytuł sugeruje takie rozwiązanie. Jakoś trudno mi uwierzyć, że w temacie drogi nie da się znaleźć lepszego filmu, czy książki. A nawet w kategorii post-apo jest to moim zdaniem rzecz niesamowicie przeciętna. A z tego co wyczytałem kiedyśtam, sam autor zapiera się rękoma i nogami jakoby napisał „fantastykę”. On przecież nie lubi fantastyki i wcale nie o to chodzi w jego książce. Ale panie autorze, jak chcesz coś zaprezentować i potrzebujesz do tego akurat takiego tła, a nie innego, to musisz liczyć się z faktem, że będzie to później szufladkowane. A dużo „Drodze” nie brakuje, żeby można z niej zrobić trochę lepsze post-apo. A tak mamy melodramat dla „niefantastycznych” czytelników. Niby. A ekranizacja jest akurat bardzo wierna. Więc wszystko, czego nie lubiłem w książce, znalazło idealne odwzorowanie na ekranie. Continue reading

Sherlock Holmes: Gra Cieni (2011)

 Wizja serialowego Sherlocka w wykonaniu Cumberbatcha bardzo szybko i łatwo zagnieździła się w głowach fanów. W mojej również, i to na tyle, że czytając pierwowzór był dla mnie niezwykle nudny i niestrawny. Jak zatem przy takiej konkurencji wypada wersja Roberta Downeya? Ano nie wypada wcale. Już pierwsza część w tym starciu przegrywała z kretesem, a najczęstszym argumentem było, że mało tu Sherlocka w Sherlocku. I owszem, była to bardziej awanturnicza, przygodowa powiastka z elementem mystery, ale kryminalnych zagadek i dedukcji było co kot napłakał. Za to było pełno popisowych bójek i kaskaderskich wyczynów. Czy druga część różni się czymś od poprzedniczki? Jedynie tylko szczegółami i stety, bądź niestety nie wnosi do tematu za dużo nowego. Continue reading

Igrzyska Śmierci (2012)

O książce już pisałem, że nie zachwyciła. Prosta, niedopracowana wizja. Trochę w klimatach postapo, trochę w dystopijnych z przeciętną dozą akcji i obowiązkowym, sztampowym wątkiem romansu młodzieżowego. A film? Nie wiem, czy konsultowali się z autorką przy produkcji, czy filmowa wizja to tylko wymysł scenarzysty i reżysera. W każdym razie autorka w książce nie rozwodziła się aż nazbyt nad tym co jak wygląda, ani nad funkcjonowaniem wykreowanego przez siebie świata. I zamiast nad tym popracować, to mam wrażenie, że twórcy jakby uparli się by z tej już dość przeciętnej książki wziąć, to co było najgorsze i na tym oprzeć ekranizację. A przecież była to podstawa na naprawdę dobry film. Wystaczyło upchnąć trochę nawiązań do klasycznych wizji science-fiction, zamiast silić się na powiedzmy udziwnioną „świeżość”. Ale co ja tam wiem, skoro i tak oceny w Internecie są powyżej 7. A na Rotten Tomatoes nawet 84%. Co się dzieje z tym światem, nie rozumiem. Continue reading

„Filmowy” – (1) kwiecień 2012

Wydawca Gazety Wyborczej, Agora wychodzi do nas z nowym kwartalnikiem. Po „Książki – magazyn do czytania” przyszła pora na „Filmowy magazyn do czytania”. Nazwa w obu przypadkach całkowicie bzdurna, bo do czegóż innego miałby być ten magazyn? Kartkowania, podkładania pod kubek z kawą? Ale no dobra, powiedzmy że chodzi o sprytną „grę słów”. „Książek” nigdy nie kupiłem, raz przejrzałem i chociaż uważam się za osobę oczytaną troszkę ponad średnią krajową, to tematy tam zawarte nie są zdecydowanie skierowane do mnie. Ale film, to przecież zupełnie inna para kaloszy! Zwłaszcza, że od dawna cierpię na brak prasy, nie tylko o tematyce filmowej, której odbiorcą mógłbym siebie uważać. A teraz jak zaprzestano wydawania SFFiH (numer majowy będzie ostatnim) to już w ogóle posucha będzie. Ale pozostając w filmowym temacie – na rynku prasy o tematyce filmowej pozostał tylko „Film”. Pomijam oczywiście niskonakładowe, alternatywne kwartalniki, bo do tego chyba nikt nie zagląda ze strachu przed dużą ilością niezrozumiałego tekstu. O „Filmie” opinia, którą podzielam, jest taka, że jest drętwy. Dodatkowo człowiek interesujący się tematem i posiadający w domu internet 80% informacji zawartych w numerze „Filmu” wie zanim go kupi. Inaczej sprawa miała się z miesięcznikiem „Movie”, który wspominam najlepiej. Zabawny, ciekawy, wyważony, z dużą ilością ciekawostek i odpowiednią proporcją obrazki – tekst. Niewyjaśnioną dla mnie jest zagadką, czemu miesięcznik padł po 8 numerach… Ale może „Filmowy magazyn do czytania” zapełni lukę? Zajrzyjmy zatem do środka. Continue reading