Przypadek Harolda Cricka (2006)

Ten film był moją prywatną nemezis od kiedy się pojawił i szczerze go nienawidziłem, chociaż nawet go nie widziałem. A wszystko przez to, że oryginalny tytuł brzmi „Stranger Than Fiction”. Kiedyś, jakiś miliard lat temu na kanale Puls obejrzałem film o takim właśnie tytule. To był jeden jedyny raz kiedy w ogóle udało mi się o nim usłyszeć. Nie zna go prawie nikt, nigdzie nie jest emitowany, a jeśli wpiszecie w Google hasło „Stranger Than Fiction”, to w 97% wyników wyskakuje właśnie film z Willem Ferrellem z 2006 roku. Film, którego szukam, to świetna thrillero czarna komedia pomyłek. Obraz wyreżyserowany przez Erica Brossa, człowieka który nie poszczycił się żadnym innym wybitnym dziełem. Chyba że ktoś zna i lubi „Krwiożercze wampiry”, horror z Lucy Lawless (Xena). Można go kupić za jakieś grosze na dvd w marketach, ale nie polecam specjalnie. Ale nie o tym miałem pisać. W końcu mnie i mojej nemezis udało się spotkać. I tak jak komedyjki z Ferrellem uważam za dość denne, a sam Ferrell średnio mnie rusza, pomijając film „Ostrza Chwały”, które może nie są specjalnie wybitne, ale akurat z taką parodią łyżew mógłbym się zgodzić, a do tego sceny na lodzie są zaskakująco nieźle nakręcone. I jak się okazuje „Przypadek Harolda Cricka”, będzie od dziś moim drugim filmem Ferrella, który polubię… Bo jak się okazuje wcale nie jest to prosta komedyjka. Ha, to nawet nie jest komedyjka. Ale w sumie o czym ja myślałem? Przecież od Marca Forstera, reżysera takich filmów jak Stay, czy Marzyciel, nie mogłem spodziewać się byle czego. Continue reading

Wtorek, po świętach (2010)

Cały czas myślę o tym filmie jako o dziele węgierskim. Ale nie, jest to film produkcji rumuńskiej. Skąd taka pomyłka? Zapewne wynika z dość prostackich skojarzen i uprzedzeń, nie ma co tego ukrywać. Jak ktoś słyszy słowo „Rumun”, to kojarzy mu się z tym zjawiskiem. Taka prawda, nie zaprzeczajcie. Taki ignorant ze mnie, że nawet nie miałem świadomości, że w Rumuni jakakolwiek kinemtografia istnieje i że dociera do nas. I z tego, co udało mi się wywiedzieć wygląda to tak. Nasze kino możemy podzielić na absurdalne starocie prlu, starocie o wojnie (obojętnie której), później długo nic i teraz od jakiegoś czasu wylew nijakich komedyjek, romansów gorszych niż z harlequina i współczesnych filmów o wojnie, które jak się okazuje, często są gorsze od tych starszych. A dodanie niektórym efektu 3D nie pomogło, a wręcz problem uwydatniło.  Natomiast kino rumuńskie to odpowiednio komunistyczne byleco jak u nas, później długo nic i niedawno odbudowa rumuńskiego kina od zera tworząc tak zwaną rumuńską nową falę. Filmy jak się okazuje wysokich lotów, o rzeczach ważnych, a bliskich normalnego, szarego człowieka takiego jak piszący te słowa, czy czytający je. I takim też filmem jest „Wtorek, po świętach”. Film z pozoru o niczym odkrywczym. Nawet niedużo się w nim dzieje… a jednak przemawia. Kino zdecydowanie uniwersalne. Continue reading

Atak na posterunek (2005)

„Moda na remake” jak widać trwa już długo, a najwdzięczniejsze do powtórki jak się okazuje są filmy mistrza Carpentera. Niedawno w kinach było całkiem strawne „Coś”, ale ja się cofnę do roku 2005. A wszystko dzięki telewizji Ale Kino+, które postanowiło wyemitować remake zaraz po oryginale tego samego wieczoru. Ciężko co prawda określić tę nową wersję słowem remake, bo jest to raczej film na motywie, ale żeby wszyscy wiedzieli o co chodzi, to krótkie streszczenie oryginału z 1976 roku.

W Ameryce dochodzi do fali zbrodni, gangów jest co raz więcej i co raz lepiej uzbrojonych. W mieście, gdzie dzieje się akcja nie ma chwili spokoju. Policja robi obławę na jeden z gangów, która kończy się sukcesem. Niestety to tylko zaostrza niechęć chuliganów do przedstawicieli władzy i postanawiają bardziej rozpanoszyć się po mieście. W efekcie czego ginie mała dziewczynka. Ojciec postanawia się zemścić. Kończy się to jednak jego popisową ucieczką do najbliższego komisariatu, którym okazuje się być przeznaczony do zamknięcia Posterunek 13. I tak w ostatni dzień działalności posterunku biedni policjanci będą musieli uporać się z obławą rozwścieczonego gangu, a aby było jeszcze ciekawiej to pech chciał, że akurat na 13stym musiał zatrzymać się transport więźniów… Continue reading

Saga „Zmierzch”: Przed świtem. Część 1 (2011)

W ramach postanowienia, że będę pisać prawie o wszystkim co moje oczy widziały dzisiaj będzie o Zmierzchu. Wiem, wygląda to trochę niepoważnie obok wpisu o książce Zajdla, ale nie martwcie się. Będzie bez żartów. Można oczywiście się pośmiać i tak też robiłem za pierwszym razem, drugim razem… nawet za trzecim, ale powiedzmy sobie szczerze, ile można? Owszem, z byle czego arcydzieła się nie zrobi i większość zarzutów jakie można mieć do tego cyklu należy kierować do autorki tych jakże popularnych książek (których nie czytałem, więc staram się nie oceniać), a nie do filmowców. Zbyt dużo trzeba by było pozmieniać w całym cyklu aby było to zjadliwe dla ogółu. Target jednak jest jaki jest, sprzedało się to dobrze. I to nie tylko zasługa nastolatek utożsamiających się z główną bohaterką. Ja też się do tego przyczyniłem, bo byłem w kinie. I to nie raz. Na pierwszym „Zmirzchu” z ciekawości, na drugim dla pośmiania się w towarzystwie. Domyślam się, że sporo ludzi tak zrobiło. Więc nie ma za bardzo co narzekać i mieć pretensje, że to jest aż tak popularne i maglowane w kółko. W końcu powstało multum książek i seriali wampiryczno, zmierzcho odtwórczych. Normalna kolej rzeczy, trzeba to przełknąć i już. Na szczęście została jeszcze jedna część i koniec… do czasu aż świat nastolatków znajdzie sobie nową idolkę i nowy temat do hype’owania/ hate’owania. Continue reading

Jack, jakiego nie znacie (2010)

Znaczek HBO równa się jakość, to nie jest żadne odkrycie. Reguła, która w większości przypadków się sprawdza. Ale co się stanie jak połączymy HBO z genialnym aktorem, jakim jest bez wątpienia Al Pacino i talentem reżyserkim Barry’ego Levinsona („Good Morning, Vietnam”, oscarowy „Rain Man” i jedna z moich ulubionych komedii „Włamanie na śniadanie”)? Wyjdzie nam dramat biograficzny o Doktorze Śmierci, Jacku Kevorkianie. Człowieku, który w latach 90 publicznie opowiadał się za umożliwianiem eutanazji w Stanach Zjednoczonych, i który sam doprowadził do 130 tzw. „wspomaganych samobójstw” wykorzystując luki w prawie. Film jak najbardziej kontrowersyjny lecz zarazem pod wieloma względami niezwykły. Szkoda tylko, że skoro to HBO, to dostępny jedynie poprzez tę stację albo dystrybucję DVD. A wiadomo jak ma się rynek DVD na naszej zielonej wyspie. Leży i kwiczy.Continue reading

Cat Run (2011)

Cat aby utrzymać dziecko pracuje jako ekskluzywna prostytutka. Na jednej z imprez amerykański oficjel podczas łóżkowych uniesień dusi dziewczynę. Impreza zamienia się w rzeź majacą na celu usunięcie wszystkich świadków. Cat udaje się jednak uciec z dyskiem, na który całe zajście zostało zarejestrowane. Teraz musi uciekać przed wynajętym płatnym zabójcą, a jedynymi osobami, na które może liczyć w szaleńczej ucieczce po Europie, to dwóch detektywów amatorów, którzy nie do końca wiedzą co robią.

Niski budżet. który formą i fabułą stara się stanąć w szranki z filmami Ritchiego. Fabuła bowiem jest jakby połączeniem RocknRolli ze Smokin’ Aces. Oczywiście aby dorównać tym dwóm tytułom to potrzebny byłby chyba cud, jednak jeśli zaakceptuje się fakt, że całość zrobiona jest mocno z przymróżeniem oka i doda do tego, że już od jakiegoś czasu nie było filmu w tych klimatach to dostajemy całkiem przyjemny odmóżdżacz z kilkoma naprawdę niezłymi akcjami i absurdalnym, trochę głupkowatym miejscami humorem. Continue reading

Crazy, Stupid, Love (2011)

To film, który perfidnie bawi się widzem. Zaczyna się od sielankowego obrazu zniszczonego przez cały czas niewinnie uśmiechającą się Julianne Moore, której jest niesamowicie przykro, że zdradziła swojego męża. Główny bohater grany przez Steve’a Carella jest tak załamany, że wyskakuje nawet z jadącego auta. Zdruzgotany zaczyna bywać w klubie, gdzie pije i narzeka na życie. Tam poznaje Ryana Goslinga, który uczy go jak nie być pipką, a prawdziwym mężczyzną, na którego leci każda kobieta. Przy czym lista zasad, których trzeba się trzymać jest krótka i bardzo prosta. Właściwie sprowadza płeć piękną do łatwo dającej zmanipulować się papki, która nie widzi problemu w seksie z nieznajomym, którego poznała dopiero piętnaście minut temu. Co więcej „Crazy, Stupid, Love” stara się nas przekonać, że to działa na wszystkie i dla wszystkich. Nie trzeba być wyciętym z photoshopa Goslingiem, można być misiowatym i trochę neurotycznym Carellem, żeby zaliczać ile się chce i jak często się chce. Oczywiście główny bohater korzysta ile może, cieszy się swoim niebywałym szczęściem, by później okazało się, że jednak kocha swoją żonę. Żona mimo mieszanych uczuć jednak i tak spotyka się z Kevinem Bekonem, który swoją drogą jest niezwykłym dupkiem. Ot, kolejny stereotyp, że fajne kobiety, jak przychodzi co do czego, to głupieją niesamowicie i wybierają całkowitych wieśniaków. No ale żeby nie było za dobrze, niekonsekwencji w działaniach głównych bohaterów stać musi się zadość, więc żonie też się w końcu musi odwidzieć i dojść do wniosku, że jednak wolała swojego męża.Continue reading

Trzej Muszkieterowie 3D (2011)

Nie będę owijać w bawełnę. Od człowieka, który wyreżyserował moją najukochańszą serię filmową (Resident Evil oczywiście) spodziewałem się zdecydowanie więcej. Od znanych nazwisk pojawiających się w tej produkcji również. Dostałem natomiast bardzo nijaką, kolorową głupotkę nakręconą na pół gwizdka. Z przykrością stwierdzam, pod każdym wręcz względem.

Zacznijmy od fabuły, która opiera się na kultowej powieści Dumasa, tu nie ma żadnych zaskoczeń. Anderson dodał jednak bardzo dużo ozdobników. Chociażby w postaci maszyny latającej, czy skarbca Da Vinci pełnego pułapek, który na początku plądrują niczym prawdziwi ninja główni bohaterowie. Ozdobniki pozostały jednak ozdobnikami i zamiast wprowadzić do już kilka razy maglowanego motywu trochę świeżości, szaleństwa, steampunkowej duszy, to mnie osobiście irytowały. Głównie z powodu głupoty niektórych manewrów. Chociażby powietrzna bitwa, podczas oglądania której fani scen balistycznych i tym podobnych na pewno wyjdą z siebie. O scenach kiedy bohaterowie skaczą dziesięć metrów w dal, czy spadają z bardzo wysoka już nie wspominając.Continue reading

Rubber (2010)

O nie, Tomasz znowu ogląda jakieś głupie, bezsensowne filmy, których normalny człowiek nie jest w stanie obejrzeć. I znając życie pewnie mu się spodoba, da mu absurdalnie wysoką ocenę i będzie wychwalać go jakby to było niewiadomo jakie dzieło kinematografii… I z przykrością stwierdzić muszę, że jeśli ktoś tak pomyślał po przeczytaniu tytułu posta, to dobrze mnie zna. „Opona” Quentina Dupieux faktycznie mnie urzekła pod paroma względami. Myślę jednak, że każdy recenzujący filmy osobnik miałby problem z ocenieniem tego „czegoś”. Bo ani to dobre, ani złe. Z jednej strony ma wszystko, czego potrzeba by stworzyć świetną produkcję, z drugiej strony wygląda na kicz do potęgi. I dlatego właśnie tak bardzo mi się podobało.Continue reading

Jestem numerem cztery (2011)

4

Z dedykacją dla Kubusia, który już zaczynał tęsknić za moimi wypocinami w Internecie.

Oto historia spotkania z jednym z najgłupszych filmów jakie można zobaczyć teraz w kinach. Planowałem bowiem iść na „Piekielną Zemstę w 3D”, bo nie dość że Cage, co już samo w sobie jest rekomendacją i potwierdzeniem, że będzie ubaw, to jeszcze film ma chyba najbardziej awesome tytuł jaki się dało wymyślić. Niestety z przyczyn trochę ode mnie niezależnych spóźniłem się na odpowiedni seans, więc wybrałem coś innego. Padło na „Jestem numerem cztery” bo opis fabuły nie był jakiś mega tragiczny, a i z plakatu zerkała na mnie „laska ze Zmierzchu”.  Jak się potem okazało, to nie była ona… ale o tym za moment.Continue reading