Podsumowanie roku 2015 u Szymasa

Nawiedzony Podcast podsumowuje rok 2015 w nietypowy sposób. Szymon zaprosił kilka osób i spytał się jakie horrory i klimatyczne produkcje z zeszłego roku mogą polecić jego słuchaczom. W zacnym gronie znalazłem się również ja.  Szymonowi udało się ogarnąć naprawdę dużą liczbę polecajek wraz z linkami, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Lista jest naprawdę dobra i godna polecenia.

Klikajcie, słuchajcie i lajkujcie Szymasa:  http://nekropolitan.blogspot.com/2016/01/nawiedzony-podcast-63-czas-podsumowan.html

Hype na Batmana

Trzy dni temu pojawił się trailer filmu, na który z oczywistych powodów (Batman, duh) czekam dużo bardziej niż na nowych Avengersów, czy Gwiezdne Wojny. Ale jest to niestety oczekiwanie łączące podniecenie ze strachem. Batman i Superman to ikony. Niezaprzeczalnie. Zestawienie tych postaci na kinowym ekranie musi się udać. Po prostu musi i kropka. Niestety „Człowiek ze Stali” Snydera nie jest przeze mnie dobrze oceniany. Wyszedł z tego film  nie tylko przeciętny, ale jednocześnie zdecydowanie przegięty. I zamiast pozostawić Supermana niszczącego Metropolis i zabijającego przy tym dziesiątki, jak nie setki tysięcy mieszkańców w przeszłości i w nowym filmie pokazać Supermana, jako po prostu klasycznego superbohatera ratującego niewiasty i ściągającego kotki z drzew, Snyder postanawia kontynuować wątek zniszczenia  i stworzyć podwaliny pod konflikt między mrocznym rycerzem, a człowiekiem ze stali. Osobiście nie wierzę, że końcówka „Man of Steel” było zrobiona z myślą o kontynuacjach w tym tonie. Ale pieniądze, pieniądze, pieniądze. DC nie chce pozostawać w tyle za Marvelem i nie chce też żeby ich filmowe uniwersa były porównywane. Mamy zatem taką sytuację jaką mamy. I nie ukrywajmy, jest ona daleka od ideału. Jest jednak jedna rzecz, która napawa mnie optymizmem. Snyder zapowiedział, że „Batman vs Superman” będzie mocno czerpał z „Powrotu Mrocznego Rycerza” autorstwa Franka Millera. Rzecz ogłoszona podczas Sandiego Comic-Con 2013, głosem genialnego Harry’ego Lennixa (link). I w tym momencie przechodzimy do głównego tematu notki. Continue reading

MFKiG 2012

Dawno nic nie było na blogasku, ale o MFK musi być, nie ma przebacz. Zwłaszcza, że w tym roku Festiwal Komiksu był dla mnie wydarzeniem wyjątkowo ważnym. Wszystko dzięki Cameronowi Stewartowi, który jak się okazuje przeprowadził się tymczasowo zza oceanu, do naszych zachodnich sąsiadów, a stamtąd miał już tylko o rzut beretem do Łodzi. Na Festiwal chodzę od 6 lat, ale tak właściwie dopiero w tym roku poczułem co tak naprawdę znaczy słowo „międzynarodowy” w nazwie.

To niesamowite jak bardzo ten festiwal przybliża nam, mnie, wielki świat. Nie pamiętam już jak dawno, ale kiedyś doklikałem się do Sin Titulo, komiksu internetowego Camerona Stewarta, który dosłownie wgniótł mnie w podłogę.  Zapewne nie mnie jedynego, bo Sin Titulo  nolanowską Incepcję zjada na lunch. Klikając dalej odkryłem bloga, a tam multum wspaniałych szkiców i ciężko było mi nie zakochać się w tym stylu. I wiele, wiele miesięcy ślinienia się do jego rysunków później dowiaduję się, że Cameron Stewart będzie w Łodzi i coś co w moich wyobrażeniach zawsze było zarezerwowane dla Comic-Conów itp. i tym samym nieosiągalne stało się rzeczywistością. Chociaż były wzloty i upadki, i nieraz wątpiłem już w to, czy uda się zdobyć jego rysunek. Udało się.

Organizacja mocno kulała jeśli chodzi o autografy największych gwiazd. W sobotę Cameron Stewart miał zaledwie niewiele czasu dla fanów, bo wywiady były ważniejsze. I z około trzydziestoosobowej listy kolejkowej narysował coś tylko dla czterech osób, a później pozwolono mu tylko dawać podpisy. Co jest absurdem, bo w Polsce żaden z jego komiksów nie był wydany. Poprawcie mnie jeśli się mylę. Owszem Cameron narysował komiks do gry Assassin’s Creed, ale to nie ten wydany u nas. Więc raczej nikt nie miał nic do podpisywania, a z samą parafką na kartce papieru, to nie wiem co miałbym zrobić. W niedzielę sytuacja podobna. Ci najwięksi twórcy dostali czas dla fanów tuż przed planowanym zamknięciem hali targowej, więc wszyscy byli w stresie, czy uda się zdobyć rysunek. Czy wszystkim się udało? Nie wiem, bo po zdobyciu własnego rysunku ruszyłem przez właściwie już puste centrum festiwalowe do domu.

Z pozostałych wrażeń po festiwalu…
Pozytywnym zaskoczeniem była cena. 10 zł. za dwa dni plus galę finałową. Do tego te 10 zł było cegiełką na jakąś fundację. Przyjemne z pożytecznym. Spotkania, na których uczestniczyłem (Cameron Stewart, Marzena Sowa, Melinda Gebbie, Michał Śledziński) były bardzo ciekawe, a także zabawne. Najpozytywniej zaskoczyła mnie Marzena Sowa, na której zostaliśmy właściwie przez przypadek. Naturalnie posłuchać opowieści żony Alana Moora było drogocennym doświadczeniem i to pewnie najbliższy kontakt jaki kiedykolwiek będę mieć z Moorem. Ale może żona namówi go, by przyjechał z nią w przyszłym roku… kto wie, kto wie.
Na gali finałowej uśmiałem się jak nigdy. W większości to wina jak zwykle błędów Wytwórni (jeszcze nie zdarzyło się, żeby coś poszło tam idealnie), które były po prostu śmieszne. Wyniosłem stamtąd też pewne trofeum ale o tym za chwilę. Pora na stosik zdobyczy. Oto on:od góry:

  • Coś na progu #2 i #3 + Cienie spoza Czasu niekomiksowa zdobycz, ale od jakiegoś czasu zbierałem się z zakupem żeby sprawdzić to nowe pisemko o literaturze fantastycznej, horrorze i kryminale. Nadarzyła się okazja bo na MFK mieli świetną promocję na powyższy pakiet. Dodatkowo wyprosiłem numer #1, który jest niedostępny, bo nakład został wyprzedany. Wyślą mi za darmoszkę jakiś naruszony trochę egzemplarz. Dobrzy ludzie. A w Cieniach spoza Czasu można sprawdzić jak się Moore sprawdza w prozie, jest tam jego opowiadanie inspirowane Lovecraftem.
  • Szkicownik Michała Śledzińskiego (autograf) jako fan (bardziej samego Śledzia niż jego twórczości, nie mogłem nie kupić. Stoi już grzecznie na półce obok szkicownika Karola Kalinowskiego.
  • Dzieci i Ludzie -Marzena Sowa, Sandrine Revel (autograf) kupione właściwie dlatego, że Marzena Sowa urzekła mnie swoją osobowością na spotkaniu z nią. Zrobiła na mnie wrażenie szczerej, pozytywnej kobiety. To już drugi przypadek kiedy kupuję komiks, nic o nim nie wiedząc, tylko z powodu, że spotkanie z autorem mi się podobało (pierwszy raz miałem tak z Uli  Oesterle) i wcale tego nie żałuję. Bardzo się cieszę z wpisu Marzeny. Dzięki raz jeszcze.
  • Żywe Trupy #1 – Robert Kirkman, Tony Moore nie miałem w planach kupować, ale jakiś nagły impuls sprawił, że jednak wziąłem. Naturalnie z czytaniem Walking Dead jestem na bieżąco, więc kupione raczej przez sentyment, sympatię. Cały czas nie mogę pojąć czemu Tony Moore narysował tylko pierwszy tom. Jego rysunki podobają mi się zdecydowanie bardziej niż to co teraz rysuje Charlie Adlard. Dlatego nie planuję kupować kolejnych tomów. Chociaż kto wie… Na razie ten mam na wypadek, gdyby Tony Moore przyjechał kiedyś na MFKiG.
  • Invincible Compendium #1 największe pozytywne zaskoczenie. Wyczajone na półkach sklepu Multiversum, gdzie działa się szalona promocja, a mianowicie 1$ miał przelicznik 1,5 złotego. A niektórzy wiedzą jak bardzo uwielbiam Invincible’a. Po prostu musiałem. Naturalnie jest to raczej egzemplarz kolekcjonerski, bo nie wyobrażam sobie, żeby komukolwiek było wygodnie czytać takie ponad tysiąc stronicowe tomiszcze.
  • pin z logo Green Lantern nie wiem kto i dlaczego, ale rozdawali taki super gadżet totalnie za darmo. Coś z głowami musieli mieć nie tak.
  • wejściówka VIP, którą dostałem od Johna McCrea, kiedy zdejmował swoje ubrania żeby wygodniej mu się rysowało. Naturalnie wszyscy, którzy byli doskonale wiedzą jak się to skończyło. W każdym razie miałem swój moment lansu i mogę to uznać za wyjątkową pamiątkę. Chociaż McCrea jakoś niespecjalnie mnie rajcuje jako komiksiarz. Ale lepsze to niż nic.

Niesamowicie pozytywne i owocne MFKiG.

 

Tymczasem – Grzegorz Janusz, Przemysław Truściński

Komiks stworzony na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Miał promować nasz kraj i kulturę podczas prezydencji w Unii Europejskiej. Nie mam pojęcia, czy wyszło, bo nikły osiągnął rozgłos. A z pewnością nieporównywalnie mniejszy od słynnej afery związanej z „Chopin New Romantic”, gdzie obecność jednego niewłaściwego słowa przekreśliła w oczach wielu wszelkie walory artystyczne tego komiksowego zbiorku. „Tymczasem” daleko do jakiejkolwiek kontrowersyjności, natomiast bardzo blisko do uczniowskiego wypracowania, gdzie każde słówko dobrane jest tak aby udobruchać nauczycielkę. Dlatego też podczas lektury miałem wrażenie, że mało serca zostało włożone w rozwinięcie tego bardzo dobrego pomysłu na fabułę.

My tu sobie siedzimy, czytamy komiksy, a tymczasem znikają z naszej rzeczywistości, z pamięci, bibliotek, półek, Internetu, najwybitniejsze dzieła literackie. Wiecie, że Lem dostał Literacką Nagrodę Nobla? Nie? Ano właśnie. Taki niezwykły złodziej grasuje po Europie, a na jego trop wpadają nauczyciel języka polskiego i bibliotekarka ze szkoły w Sejnach. I tak zaczyna się krótka, acz treściwa przygoda.Continue reading

Superman: Earth One

Komiks wydany w 2010 roku, w Stanach. Więc żadna nowość, sam przeczytałem go mniej więcej w okolicach daty wydania. Wspominam o nim jednak teraz, bo nadarzyła się okazja do przeczytania go po polsku. Nie, niestety żaden polski wydawca nie podjął się wydania tego tytułu, chociaż ja akurat uważam, że sprzedałby się nieźle. Jedna z grup translacyjnych wzięła go na warsztat i im możemy za niego dziękować. Tudzież karcić, zależy jaki kto ma stosunek do takiej formy udostępniania niedostępnych u nas komiksów. Ale wspomnieć myślę warto, bo tytuły spod znaku DC i Supermana nie są u nas zbyt dobrze spopularyzowane.

Superman był pierwszym superbohaterem, z jakim się spotkałem. Pamietam, że jako brzdąc oglądałem puszczane z VHSu odcinki bajki z lat 40stych i już wtedy mnie przeraźliwie nudziły. Później były filmy z Christopherem Reevem, które są dla mnie kultowe i chętnie do nich wracam. Szkoda tylko, że telewizja jakoś nie odbiera moich wyraźnych sygnałów myślowych z tą ogromną chęcią obejrzenia właśnie tych tytułów. Później długo, długo nic i osoba z Supermanem nieobeznana miała okazję zapoznać się z bohaterem za sprawą filmu Bryana Singera, który zamiast zwalczać szablon tylko go uwydatnił. W ten sposób jego film bardziej zakrawa o pastisz niż pretenduje do miana kontynujacji swoich poprzedników. Ah i jest jeszcze serial Smallville. Nie oglądałem dużo, więc nie wiem jak to się ma do komiksu… ale jest mało superbohaterski, prawda? Więc jak to jest, że facet, który kojarzony jest z byciem pierwszym superbohaterem i ma wszystkie najlepsze supermoce (standardowy zestaw, bo w sumie bohaterów z takimi mocami jest sporo i nie wszyscy są z Supermanem spokrewnieni) jest najbardziej lalusiowaty i  kiczowaty w swojej prawości? Na szczęście Superman: Earth One stara się przełamać ten stereotyp zaczynając historię od początku. Na świeżo. Continue reading

Jaszczurka vs grzyby – Dorohedoro

Są produkty, o których opowieści nie da się brać na poważnie. Bo człowiek już tak ma, że jeśli coś brzmi głupio, to pozostaje przy swoim pierwszym wrażeniu i od razu orzeknie „To głupie”. Bo przecież nikt nie pomyśli, że może faktycznie to coś ma w sobie jakąś większą wartość artystyczną niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.  Owszem, abstrakcja nie musi równać się artyzmowi, ale przecież może i czasem, a możliwe że i często się równa.  Szkoda tylko, że większość wybijającej się poza ogólnie przyjęte standardy twórczości nas omija ponieważ mało się o niej mówi i pisze. A jeśli mało się mówi i pisze, to mało osób się tym zainteresuje, więc nie przekażą później swojej opinii dalej. I tak nie dociera do nas wiele dziwnych, acz wartościowych tytułów. A one nic, tylko czekają na peryferiach Internetu aż je ktoś odkryje. Tak jak Doro.Continue reading