Światło – M. John Harrison

Nie rozumiem. Nie rozumiem tej książki, nie rozumiem wysokich ocen od czytelników. Czyżby to był jeden z tych przypadków, kiedy czytasz coś i nie rozumiesz, a więc dochodzisz do wniosku, że to musi być coś bardzo mądrego, a zatem dobrego, w wyniku czego wystawiasz wysoką ocenę, bo przecież inaczej nie wypada? A może po prostu za głupi jestem i nie dostrzegam głębszego sensu tej książki? Chyba nie, skoro bez problemu połykam Wattsa i Dukaja. A jeśli mamy umieścić „Światło” w podgatunkowej szufladce  science-fiction, to pewnie obok książek tych dwóch autorów by je wciśnięto. I może także obok „Mona Lizy Turbo” Williama Gibsona, ponieważ znajduje się w niej kilka bardzo podobnych motywów. A i struktura książki – trzy przeplatające się ze sobą historie, jest mniej więcej taka sama. Tyle tylko, że w trakcie czytania po wielokroć pytałem się w myślach „po co” i „czy te wątki w końcu się połączą”… Odpowiedzi na pytanie pierwsze nie otrzymałem. Odpowiedź na pytanie drugie… Według autora książki pewnie się łączą. Dla mnie takie łączenie wątków zepsuło książkę i zrobiło ją jeszcze bardziej niezrozumiałą. Ale może o to w tym wszystkim chodziło? Mam świetny pomysł na książkę, ale nie wiem jak to zrealizować. Stworzę więc dzieło szalone, trudne do zrozumienia, pełne dziwacznych odniesień, wizji, chorych snów, a czytelnik sam sobie dopowie resztę. To ja jako czytelnik podziękuję za taką możliwość. Continue reading

Robokalipsa – Daniel H. Wilson

Temat robotów już niedługo nie będzie jedynie rozważany w sferze opowiadań science-fiction. Roboty zawitają do naszych domostw, gdyż dobrnęliśmy już do tego punktu w naszym technologicznym rozwoju. Samochody jeżdżą same, telewizory, komputery mają możliwości, których przeciętny Kowalski nie jest w stanie wykorzystać, bo i po co tak właściwie?  Ale zauważyłem, że boimy się tego zdecydowanie mniej niż kiedyś. Właściwie od czasów „Ja, Robot” Asimova , z bardzo nietrafioną ekranizacją i wiekopomnego dzieła, kamienia milowego kina sci-fi, czyli „Matrixa” Wachowskich temat ten nie jest rozwijany. Jest jeszcze owszem walka ze Skynetem w „Terminatorze: Ocalenie”, jednak tam morał zaginął przygnieciony toną efektów specjalnych i przeciętnego aktorstwa. Temat buntu robotów na nowo stara podjąć się Daniel H. Wilson w „Robokalipsie”, powstawanie której nadzorował sam Spielberg, gdyż w planach na rok 2013 ma ogromną ekranizację. Więc co dostaniemy kiedy na czterystu stronach połączymy Spielberga, Matrixa, Terminatora i Ja, Robot? Powiem wam. Najmniej „książkowe” i najnudniejsze science-fiction ostatnich lat.Continue reading

Bogowie są śmiertelni – Grzegorz Drukarczyk

Wydawnictwo Almaz postanowiło uraczyć miłośników literatury fantastycznej nową formą wydawniczą. Nową przynajmniej u nas. Jest to bookazin, czyli coś pomiędzy książką w wydaniu kieszonkowym, a standardowym formatem, w wiotkiej, magazynowej okładce. Rzecz w czytaniu niezwykle wygodna, a niezawalająca torby, czy plecaka. I co ważne, ok 10 zł tańsza od standardowo wydanej książki. Tak wydana literatura science-fiction do kupienia w prawie każdym kiosku to ogromny powód do radości. Na pierwszy ogień poszło nasze rodzime sci-fi, powieść Grzegorza Drukarczyka, który ostatnią książkę napisał w… 1992 roku! Więc jest to niezwykły powrót po latach na scenę i to od razu z przytupem. „Bogowie są śmiertelni” nie jest bowiem książką prostą w odbiorze. Tak jak w większości przypadków jestem w stanie bez problemu stwierdzić, czy książka jednoznacznie podobała mi się, czy też nie, tak z książką pana Grzegorza mam ogromny problem. Ale jeśli po lekturze nie odstawiam książki po prostu na półkę by o niej zapomnieć, a myślę intensywnie nad tym co właśnie przeczytałem, to w takim przypadku spełniła ona swoją rolę w stu procentach. I rzec ze spokojem mogę, że jestem zadowolonym Tomaszem. Continue reading

Igrzyska Śmierci – Suzanne Collins

Od niedawna w kinach spory sukces finansowy osiąga ekranizacja tej książki. Kolejna po Harrym Potterze przygodówka dla młodzieży i kolejna po Zmierzchu porcja młodzieżowego romansu na ekranie kin. Już teraz pewne jest, że kontynuacja również zostanie sfilmowana. Czemu zatem nie przejść się do kina i na własne oczy nie przekonać, czy szał na tym punkcie jest usprawiedliwiony? Otóż zasada jest jedna i niepodważalna. Książka przed filmem. I przeczytałem. W dwie godziny. Nie dlatego, że jest tak wciągająca, bo nie jest. Nie jest też tak świetnie napisana. Ani ja jakoś super szybko nie czytam. Jest po prostu krótka i całą historię w niej zawartą dałoby się upchnąć w jedno dłuższe opowiadanie. 352 strony co prawda, jednak dużą czcionką, z dużymi odstępami. Wzrok mknie bez żadnych przeszkód nawet jak w książce niespecjalnie dużo się dzieje. Już sama forma wydania sugeruje nam target powieści, nie ma co się oszukiwać. Ani dawać okłamywać opisowi z okładki, że to książka dla „dorosłej młodzieży”, która wie że na świecie są takie rzeczy jak cierpienie, niesprawiedliwość… Trochę to wszystko nad wyrost i chociaż nie wiem jak bym się starał to oceniać, to płytko tu bardzo. Ale powtarzając za TYM obrazkiem… to książka dla dwunastolatków, kto by się tym przejmował. Continue reading

Darth Bane: Droga Zagłady – Drew Karpyshyn

Gdzieś w Ameryce siedzi sobie kilku geeków komputerowych, gadają o książkach, filmach, a może nawet o dziewczynach. Nagle do pomieszczenia wchodzi jeszcze jeden człowiek. Na imię mu George i przyniósł kratę browarów. Dosiada się do grupki i mówi „Hej! wpadłem na genialny pomysł epickiego filmu. Science-fiction z ogromnymi bitwami, ale prócz tego wszyscy bohaterowie będą tam mieli super moce. Dobre i złe! I laserowe miecze! A głównym bohaterem będzie wieśniak, który okaże się być najpotężniejszy z nich wszystkich i na końcu oczywiście uratuje księżniczkę. Dodamy jeszcze kosmicznego kowboja!” Wszyscy się śmieją, jest zabawnie, rozmawiają o tym absurdalnym pomyśle. A później, kiedy piwo już się skończyło dochodzą do wniosku, że zrobią to. Nakręcą taki film. Tak właśnie wyobrażam sobie genezę Gwiezdnych Wojen, największej marketingowej machiny w show biznesie jaka istnieje. I nie zdziwiłbym się, gdyby to faktycznie tak wyglądało. Teraz i ja dorzuciłem parę groszy do fortuny Lucasa. Oczywiście z reguły nie jestem przekonany do większości odtwórczych produktów na bazie „kultowych” filmów, gier, serii rpg. Pare razy naciąłem się na to i wyrobiłem raczej negatywną opinię na temat jakości takich rzeczy. Jednak niedawno pojawiła się w kioskach nowa seria kieszonkowych książek ze świata Gwiezdnych Wojen. Są to w większości reedycje znanych fanom tytułów. Gwiezdne Wojny lubie na tyle, na ile lubi je każdy fan fantastyki, ale uznałem, że dam temu szansę.  W końcu pierwszy tom kosztuje jedyne 6 zł. Książka science-fiction za taką cenę? Aż żal by było nie kupić, prawda?Continue reading

Cylinder van Troffa – Janusz Zajdel

Moje drugie spotkanie z tym zacnym, polskim autorem. Człowiekiem, od którego nazwiska wzięła się nazwa najważniejszej nagrody w świecie naszej rodzimej fantastyki. Wstyd mi trochę, że dopiero teraz zabrałem się za jego książki, ale wiadomo jak to jest. Ileś tam set innych kultowych autorów i ich fani też mogą mieć pretensje na zasadzie „ale jak to jeszcze tego nie widziałeś/nie czytałeś”. Skoro są ludzie, którzy nie widzieli Gwiezdnych Wojen, czy Titanica, to moje sumienie jest spokojne. W każdym razie moje pierwsze spotkanie z panem Januszem było bardzo owocne. „Limes Inferior” okazało się książką bardzo dobrą, poruszającą tematy socjoligiczne i  zawierającą kilka rozwiązań, do których technologicznie już nam wcale niedaleko. W końcu już ponoć teraz naładowaną pieniąchami, naszą łódzką migawką można płacić w wybranych sklepach. Nie zdziwi mnie jeśli niedługo karta do bankomatu będzie zarówno biletem miesięcznym jak i dowodem tożsamości, a może nawet karnetem na basen. I przyznać muszę, że z reguły na takie innowacje patrzę przychylnie. Chociaż w „Limes Inferior” ma to raczej destruktywny wpływ na społeczeństwo. Natomiast „Cylinder van Troffa” jeszcze bardziej drąży ten temat spoglądając dużo dalej w przyszłość i jak dla mnie jest świetnym dopowiedzeniem motywów z „Limes”. Chociaż chronologicznie, została napisana wcześniej. Continue reading

Lód – Jacek Dukaj

Udało się, teraz mogę śmiało powiedzieć, że należę do elity fantastów, którym udało się przebrnąć przez to monumentalne dzieło. Dukaj Lodem zgarnął chyba już wszystkie możliwe nagrody, a mimo to, co jest zaskakujące z początku, ale jak się zacznie czytać, to już zdecydowanie nie, tylko nieliczni mają przeczytany Lód na swoim koncie. W tym większość to recenzenci, jurorzy i smakosze gardzący wszechotaczającą nas pulpą. Chociaż i tak mam wątpliwości, czy faktycznie przebrnęli przez historię Gierosławskiego, czy tylko tak mówią. Jest to książka niezaprzeczalnie niezwykła, ale sam w trakcie czytania musiałem się odmóżdżać rzeczami o wiele łatwiejszymi w odbiorze. Do tej pory miałem tak tylko z inną knigą, a mianowicie z komiksem „From Hell” Alana Moore’a. A ten miał stron porównywalną ilość, ale przynajmniej obrazki.Continue reading

Charles Yu – Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie

Okładki potrafią być mylące. Szczególnie te kolorowe. Sięgając po „Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie” sugerując się okładką i wiele mówiącym tytułem, spodziewałem się czegoś na zasadzie zabawnego podręcznika przetrwania z trochę Pratchettowskim humorem. A w środku co? Rasowy dramat o relacjach ojciec – syn, o stracie i poszukiwaniu własnego ja. Okraszone to wszystko jest co prawda zabawnymi komentarzami i zapakowane w oryginalną, fantastyczną otoczkę przywodzącą na myśl twórczość Douglasa Adamsa, ale jednak na pierwszy plan wysuwa się ogromny smutek głównego bohatera. A bohaterem jest sam autor książki.Continue reading

O Wiedźminie słów kilka, czyli najpopularniejsze polskie fantasy oczami Tomasza

wiedzmin Moja pierwsza styczność z postacią Geralta miała miejsce  w roku 2002, przy okazji premiery serialu w TVP2. Jak powszechnie wiadomo, fani książek ową produkcję mocno skrytykowali  twierdząc, że gorzej być nie mogło.  Ja wtedy lat miałem 13, więc zbytnio do jakości oglądanych przeze mnie rzeczy wagi nie przykładałem, a nawet jeśli to ówczesna telewizja, tak jak dziś, nie miała za bardzo czym się chwalić, więc obejrzałem parę odcinków z nudów i na tym się skończyło. Za książki się nie zabrałem wtedy, bo byłem zajęty lekturą Silverberga i Asimova, których pełnego obrazu twórczości nie ogarniałem jeszcze wtedy, ale mimo to uwielbiałem. I teraz, 25 lat po narodzinach wiedźmina Geralta, a 9 po moim pierwszym spotkaniu z nim zapoznałem się z książkami. Nie dlatego, „bo wypada”, czy z zachęty pozytywnymi opiniami, a z powodu gry. Ciekaw byłem jak wygląda fundament, na którym powstała rozsławiając polskich twórców gier komputerowych na całym świecie.Continue reading

Ken Follett – Upadek Gigantów

Post tym razem dedykowany Kuru, która już od jakiegoś czasu domagała się żebym napisał o książce, a nie ciągle filmy i filmy. No to jest i książka. I to na dodatek nie byle jaka! Nie chodzi o objętość. Literatura zna przypadki grafomaństwa idącego w tomy, więc ilość stron nie jest wcale wyznacznikiem jakości i kunsztu pisarza. Chociaż są i takie osobniki, które kupują książki na wagę, a to z racji ceny, bo im więcej stron, tym więcej czytania, a za tym idzie więcej spędzonego z książką czasu, czyli w efekcie mniej żal nam wydanych pieniędzy. Oczywiście jeśli nie zwracamy uwagi na jakość. Dlatego też „Upadek Gigantów” powinien wszystkim przypaść do gustu. Około 1100 stron świetnej powieści historycznej za jedyne 50 zł. Stosunek cena/jakość wypada tutaj niezwykle korzystnie. Zresztą tak jak w przypadku innych książek Kena Folletta. Kto czytał „Filary Ziemi”, ten doskonale wie o czym mówię. Tyle że tym razem na tapetę bierzemy nie średniowiecze, a okres pierwszej wojny światowej. A potem pewnie drugiej, bo „Upadek Gigantów” jest pierwszym tomem z zapowiedzianej epickiej trylogii, która dziać się ma na przełomie dziejów i ukazywać jak świat zmienił się przez wojny.  Więc w sumie jak się uprzeć, to można uznać to za spin-off „Filarów Ziemi”.Continue reading