Charles Yu – Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie

Okładki potrafią być mylące. Szczególnie te kolorowe. Sięgając po „Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie” sugerując się okładką i wiele mówiącym tytułem, spodziewałem się czegoś na zasadzie zabawnego podręcznika przetrwania z trochę Pratchettowskim humorem. A w środku co? Rasowy dramat o relacjach ojciec – syn, o stracie i poszukiwaniu własnego ja. Okraszone to wszystko jest co prawda zabawnymi komentarzami i zapakowane w oryginalną, fantastyczną otoczkę przywodzącą na myśl twórczość Douglasa Adamsa, ale jednak na pierwszy plan wysuwa się ogromny smutek głównego bohatera. A bohaterem jest sam autor książki.

Charles Yu głównego bohatera nazwał swoim imieniem i nazwiskiem. Ile prawdziwego Charlesa znajduje się w książce, to pozostaje zagadką. W każdym razie ojciec książkowego Charlesa zaginął. Wyruszył gdzieś w podróż przez czas i przestrzeń i nie idzie go wcale znaleźć. Przez to życie głównego bohatera trochę się posypało. Matka w depresji żyje w programie odtwarzającym w kółko te same sześćdziesiąt minut jej życia. Te najbardziej normalne sześćdziesiąt minut życia, których nigdy nie miała. Szczęśliwy rodzinny obiad. Sam Charles samotny, niezdolny do przystosowania się do życia pracuje jako technik naprawiający wehikuły czasu i poprawiający błędy wynikające z nieprawidłowego użytkowania. Żyje w czymś co przypomina Tardisa, budkę telefoniczną/statek kosmiczny z Doctora Who (zapewne celowe). Towarzyszy mu paradoksalny pies, który istnieje chociaż istnieć nie powinien i TAMMY, oprogramowanie o kobiecym interfejsie, słodkim , acz popadającym co chwila w depresję. Nawet wtedy kiedy wszystko ok., bo przecież jaki jest sens żyć kiedy wszystko jest tak dobrze, że nic nigdy już się nie zmieni? Dużo takich myśli jest u Charlesa. I to chyba największa zaleta tej książki.

Całość ma trochę ponad dwieście stron. Niedużo. Do tego spora czcionka, więc czyta się naprawdę szybko. Z tego, akcji istotnej dla fabuły stron jest może pięćdziesiąt, reszta to wspomnienia i przemyślenia głównego bohatera. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle, bo po lekturze czuć niedosyt. Chciałoby się, żeby z tego wszystkiego wynikało coś więcej. Żeby świat był światem (w końcu w książce istnieje niezliczona ilość wszechświatów i konceptów), a nie tylko tłem dla niespełnionego człowieka dryfującego bez większego celu w budce przez nieokreśloną przestrzeń.

Nie zmienia to jednak faktu, że książka była dla mnie miłym zaskoczeniem i z chęcią przeczytałbym coś jeszcze tego autora. Może tym razem dłuższego i ciut bardziej przemyślanego, za to nadal nakłaniającego do autorefleksji po lekturze.

Książka myślę, do łyknięcia bez problemu dla każdego. Więc jeśli znajdziecie ją na półce w bibliotece, czy u znajomego (bo jednak ceny książek zaczynają ładnie bić po kieszeni, trzydzieści złotych za dwieście stron dużą czcionką, chociaż przyznać trzeba, że ładnie wydane) to bierzcie bez namysłu i sprawdźcie skąd wziął się dziwny tytuł tej książki, czemu jej autor jest też bohaterem i czy uda znaleźć mu się ojca i wyjść w końcu na prostą. Na pewno będziecie zaskoczeni.

7,5/10

Okładki potrafią być mylące. Szczególnie te kolorowe. Sięgając po „Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie” sugerując się okładką i wiele mówiącym tytułem, spodziewałem się czegoś na zasadzie zabawnego podręcznika przetrwania z trochę Pratchettowskim humorem. A w środku co? Rasowy dramat o relacjach ojciec – syn, o stracie i poszukiwaniu własnego ja. Okraszone to wszystko jest co prawda zabawnymi komentarzami i zapakowane w oryginalną, fantastyczną otoczkę przywodzącą na myśl twórczość Douglasa Adamsa, ale jednak na pierwszy plan wysuwa się ogromny smutek głównego bohatera. A bohaterem jest sam autor książki.

Charles Yu głównego bohatera nazwał swoim imieniem i nazwiskiem. Ile prawdziwego Charlesa znajduje się w książce, to pozostaje zagadką. W każdym razie ojciec książkowego Charlesa zaginął. Wyruszył gdzieś w podróż przez czas i przestrzeń i nie idzie go wcale znaleźć. Przez to życie głównego bohatera trochę się posypało. Matka w depresji żyje w programie odtwarzającym w kółko te same sześćdziesiąt minut jej życia. Te najbardziej normalne sześćdziesiąt minut życia, których nigdy nie miała. Szczęśliwy rodzinny obiad. Sam Charles samotny, niezdolny do przystosowania się do życia pracuje jako technik naprawiający wehikuły czasu i poprawiający błędy wynikające z nieprawidłowego użytkowania. Żyje w czymś co przypomina Tardisa, budkę telefoniczną/statek kosmiczny z Doctora Who (zapewne celowe). Towarzyszy mu paradoksalny pies, który istnieje chociaż istnieć nie powinien i TAMMY, oprogramowanie o kobiecym interfejsie, słodkim , acz popadającym co chwila w depresję. Nawet wtedy kiedy wszystko ok., bo przecież jaki jest sens żyć kiedy wszystko jest tak dobrze, że nic nigdy już się nie zmieni? Dużo takich myśli jest u Charlesa. I to chyba największa zaleta tej książki.

Całość ma trochę ponad dwieście stron. Niedużo. Do tego spora czcionka, więc czyta się naprawdę szybko. Z tego, akcji istotnej dla fabuły stron jest może pięćdziesiąt, reszta to wspomnienia i przemyślenia głównego bohatera. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle, bo po lekturze czuć niedosyt. Chciałoby się, żeby z tego wszystkiego wynikało coś więcej. Żeby świat był światem (w końcu w książce istnieje niezliczona ilość wszechświatów i konceptów), a nie tylko tłem dla niespełnionego człowieka dryfującego bez większego celu w budce przez nieokreśloną przestrzeń.

Nie zmienia to jednak faktu, że książka była dla mnie miłym zaskoczeniem i z chęcią przeczytałbym coś jeszcze tego autora. Może tym razem dłuższego i ciut bardziej przemyślanego, za to nadal nakłaniającego do autorefleksji po lekturze.

Książka myślę, do łyknięcia bez problemu dla każdego. Więc jeśli znajdziecie ją na półce w bibliotece, czy u znajomego (bo jednak ceny książek zaczynają ładnie bić po kieszeni, trzydzieści złotych za dwieście stron dużą czcionką, chociaż przyznać trzeba, że ładnie wydane) to bierzcie bez namysłu i sprawdźcie skąd wziął się dziwny tytuł tej książki, czemu jej autor jest też bohaterem i czy uda znaleźć mu się ojca i wyjść w końcu na prostą. Na pewno będziecie zaskoczeni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *