Citizen X (1995)

Pierwszy film w ramach Projektu Kino. Kategoria: Seryjni Mordercy. Obstawiałem za tym tytułem i jestem niezwykle zadowolony, że został wybrany. Głównie z trzech powodów. Opiera się na autentycznej historii śledztwa, gra w nim Donald Sutherland i dzieje się na terenach byłego Związku Radzieckiego. Prawda, że jest to dość intrygujący koktajl? A dalej robi się jeszcze ciekawiej. „8 lat, 52 ofiary, 1 zabójca” rzecze podpis z plakatu. Jest to krótka, acz zatrważająca statystyka i co gorsze, jak najbardziej prawdziwa. Zapewne najlepiej kojarzony filmowy, a także autentyczny, seryjny morderca, czyli Zodiac zabił 37 osób, choć w krótszym okresie czasu. Ciężko mi uciec od porównywania obydwu tytułów. Pierwsze co rzuca się w oczy to przytłaczający klimat obydwu spraw i trudy długiego, żmudnego śledztwa w obu przypadkach. A także jak bardzo okrutnie oddziałuje to na psychikę śledczych. Chociaż po głębszym namyśle stwierdzam, że Citizen X wraz z koreańską Zagadką Zbrodni posiadają o wiele więcej wspólnego mianownika. Nazwijmy go „regułami gry”. Z jednej strony mamy biurokrację i potęgę Związku Radzieckiego, z drugiej strony małomiasteczkową koreańską policję… i nagle okazuje się, że różnic pomiędzy tymi dwoma nie ma wcale. Tu poklepać, tam przyklepać, a jak nie podziała to znaleźć na szybko kozła ofiarnego.

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Citizen X nie jest filmem o seryjnym mordercy. Temat morderstw zostaje potraktowany drugoplanowo aby móc skupić się na ukazaniu ówcześnie działającego systemu. Świadczy o tym chociażby fakt, że od początku seansu wiadomo właściwie kim jest morderca i co mniej więcej nim kieruje. Szkoda tylko, że wgląd w realia twórcy podają nam na talerzu za pomocą dobrego wujka, pułkownika Fetisova granego przez Donalda Sutherlanda, który w tej roli, jak zwykle zresztą, wypada świetnie. Pojawia się w kluczowych momentach aby swoim doskonale brzmiącym, rosyjskim akcentem wygłosić dumnie kilka zdań na temat władzy, tudzież cierpliwie wytłumaczyć niekumatemu, wybranemu przez siebie na detektywa, idealiście Burakovowi (heh), czemu coś działa tak, a nie inaczej. Zresztą działa to także w drugą stronę, gdy grany przez Stephena Rea główny bohater wykrzykuje swoje oburzenie na system wprost w twarz partyjnego oficjela, który oczywiście w znak dobrobytu (przesytu nawet) jest tłusty, a przy okazji bardzo ograniczony. Na koniec Fetisov uczy się czegoś od Burakova i wzajemnie, co prowadzi do szerszego spojrzenia na otaczającą ich rzeczywistość, poprawienie sytuacji obu panów i wspólnymi siłami schwytania tytułowego Obywatela X. Przy czym zaznaczyć trzeba, że nie bez znaczenia jest tu rola psychologa Bukhanovskiego, pierwszego w Rosji, który wziął udział w śledztwie w sprawie morderstwa. W tej roli aktorska wisienka na torcie, czyli Max Von Sydow. Aktor, który jednym spojrzeniem wzbudził we mnie spore wątpliwości… czy pomimo tych wszystkich morderstw, Obywatelowi X należy choć odrobinę współczuć, czy pozostać dla drania bezwzględnym.

Film Chrisa Gelormo jest bardzo oszczędny i nie jest wcale zaskakujący. Ogląda się go jednak z niemałym zainteresowaniem. I chociaż ton momentami jest wykładowy to przyjemnie było oglądać zacieśniające się relacje między dwoma, bardzo porządnie zagranymi,  bohaterami. Drugi plan radził sobie również nie najgorzej.  Jednak to nie dla nich warto obejrzeć Citizen X, a dla następującej po seansie refleksji. Że gdzieś  na wschodzie istnieje wciąż pełno takich miasteczek i sytuacja ich mieszkańców wcale nie poprawiła się od lat 80. Przygnębiające.

OCENA: 7/10

3 Comments

  1. majkelns
    5 stycznia 2013

    Drogi Tomku, czyta się Twoje teksty z przyjemnością. Ja jednak oceniłem film na 9. Ale widzę, że nie mam co pisać bo w sumie Tobie też się podobał 😉 Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. Iscariote
    5 stycznia 2013

    Ocena taka, bo nakręciłem się ciut bardziej ku thrillerowi, a tu takie gatunkowe niewiadomo co. Ogląda się przyjemnie, ale moje oczekiwania szły w trochę innym kierunku niż film. Starałem się być w miarę obiektywny i wyszło tak jak wyżej 🙂

    Odpowiedz
    1. majkelns
      6 stycznia 2013

      Ja w swoich ocenach staram się być jak najbardziej subiektywny, bo to do cholery w końcu moje oceny 😉 . Pozdrawiam i zabieram się powoli do kolejnego filmu z projektu kino.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *