Darth Bane: Droga Zagłady – Drew Karpyshyn

Gdzieś w Ameryce siedzi sobie kilku geeków komputerowych, gadają o książkach, filmach, a może nawet o dziewczynach. Nagle do pomieszczenia wchodzi jeszcze jeden człowiek. Na imię mu George i przyniósł kratę browarów. Dosiada się do grupki i mówi „Hej! wpadłem na genialny pomysł epickiego filmu. Science-fiction z ogromnymi bitwami, ale prócz tego wszyscy bohaterowie będą tam mieli super moce. Dobre i złe! I laserowe miecze! A głównym bohaterem będzie wieśniak, który okaże się być najpotężniejszy z nich wszystkich i na końcu oczywiście uratuje księżniczkę. Dodamy jeszcze kosmicznego kowboja!” Wszyscy się śmieją, jest zabawnie, rozmawiają o tym absurdalnym pomyśle. A później, kiedy piwo już się skończyło dochodzą do wniosku, że zrobią to. Nakręcą taki film. Tak właśnie wyobrażam sobie genezę Gwiezdnych Wojen, największej marketingowej machiny w show biznesie jaka istnieje. I nie zdziwiłbym się, gdyby to faktycznie tak wyglądało. Teraz i ja dorzuciłem parę groszy do fortuny Lucasa. Oczywiście z reguły nie jestem przekonany do większości odtwórczych produktów na bazie „kultowych” filmów, gier, serii rpg. Pare razy naciąłem się na to i wyrobiłem raczej negatywną opinię na temat jakości takich rzeczy. Jednak niedawno pojawiła się w kioskach nowa seria kieszonkowych książek ze świata Gwiezdnych Wojen. Są to w większości reedycje znanych fanom tytułów. Gwiezdne Wojny lubie na tyle, na ile lubi je każdy fan fantastyki, ale uznałem, że dam temu szansę.  W końcu pierwszy tom kosztuje jedyne 6 zł. Książka science-fiction za taką cenę? Aż żal by było nie kupić, prawda?

Drew Karpyshyn to Kanadyjczyk, scenarzysta gier komputerowy, w tym hitu od BioWare (i jednej z moich ulubionych gier), czyli Mass Effecta. Do tego para się też pisaniem książek i opowiadań. Popełnił trzy książki sygnowane właśnie logiem ME, wydane nawet u nas. Tak, popełnił to dobre słowo, bo niestety recenzje i oceny mają mocno przeciętne. Ale prócz tego stworzył również lepiej przyjętą trylogię o Darth Banie, która rozpoczyna wspominany już we wstępie cykl wydawniczy. Domyślam się, że wydawcy cyklu będą prezentować nam świat Gwiezdnych Wojen chronologicznie. Dlatego Darth Bane cofa nas w czasie (dziwnie to brzmi, skoro całość i tak dzieje się w przyszłości… a może nie?) na długo przed wydarzenia znane z filmów.

Wojna Sithów z Zakonem Jedi trwa w najlepsze już od tysięcy lat i dochodzi do kulminacyjnego momentu, gdy wszystko rozstrzygnie się ostatecznie. Przynajmniej taki plan mają obie strony konfilktu. Des, główny bohater, pracuje w kopalni na Apatros, jednej z planet Zewnętrznych Rubieży. Ma długi, które oczywiście musi spłacić, a przyparty do muru postanawia załatwić wszystko rozgrywką w karty. Oczywiście sytuacja się komplikuje i Des musi uciekać. Jedyną szansą jest przyłączenie się do Sithów. Trafia na Korriban, gdzie w Akademii nauczą go władać Ciemną Stroną Mocy. A zaznaczyć trzeba, że w Desie Moc jest wielka. Jako nowy Sith, Des przybiera imię Bane i rozpoczyna swoją przygodę. Jednak szybko odkrywa, że nie wszystko wygląda tak jakby chciał. Budzi w nim to ambicję, która doprowadzi do upadku Bractwa Sithów i odmieni kosmos na zawsze.

Brzmi sztampowo, ale uciec od sztampowości w tego typu fantastyce to nie lada sztuka. W każdym razie przygody Bane’a czyta się nadzwyczaj przyjemnie i nie są takie złe jak mogłoby się wydawać. Książka bardzo umiejętnie wprowadza czytelnika do realiów Gwiezdnych Wojen, tym razem od strony tej, która zawsze przedstawiana jest jako zła, więc oryginalnie. Np. dowiadujemy się co oznacza przedrostek Darth, o czym wcześniej nie wiedziałem, ani z filmów nie wywnioskowałem. Tutaj Ciemna Strona Mocy jest szarobura póki co, ale domyślam się, że im dalej w cykl tym Bane będzie bardziej pielęgnować swoje wewnętrzne zło jak na Sitha przystało. Oczywiście w świecie Gwiezdnych Wojen z założenia nie powinno być szarości, przez co często niektóre postacie i ich motywacje wypadają dość komicznie i należy przymknąć na to oko. Mnie osobiście śmieszyło każde rozeźlenie się Rycerzy Jedi, którzy przecież są niezwykle prawi, mają silne charaktery i stanowią przeciwwagę dla wszelkiego zła w kosmosie. Ot, taka specyfika. Ale jeśli do lektury podejdziemy z dystansem, to się nie zawiedziemy. Ja bawiłem się całkiem nieźle.

Na plus dla tego wydania są: kieszonkowy format i przystępna cena. Pierwszy tom 6 zł, każdy następny 13. W prenumeracie kosztują po 11 bez dopłat za przesyłkę. Czyli nie lada gratka dla fantastów. Na minus niestety należy zaznaczyć kioskową dystrybucję. Opisywany przeze mnie pierwszy tom po mniej więcej dwóch tygodniach poszedł do zwrotów i tylko cudem znalazłem go jeszcze w kiosku. Więc jeśli ktoś ma ochotę to polecam się spieszyć.

OCENA: 6,5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *