Fullmetal Alchemist: Brotherhood (2009)

fma

Nie lubię pisać o anime, bo niestety nie mam żadnych kompetencji w tej dziedzinie. Trzeba znać realia, gatunki, kontekst, co jest na podstawie czego, kto to stworzył, jakie inne anime stworzył, czy są OAVki, porównanie z mangą i wiele innych aspektów, na które przy filmach nie ma sensu zwracać uwagi bo to nie ta skala i taki casualowy writer jak ja sobie na spokojnie ze wszystkim poradzi i ogarnie, a czytelnika za bardzo to nie obchodzi. Ale pomimo to nie wypada żebym nie wspomniał o „Brotherhoodzie” skoro aż tak bardzo mi się spodobał i tyle świetnych chwil przy oglądaniu tego tytułu spędziłem. I jeśli nie oglądacie anime, to proszę się nie zrażać, a przemóc bo naprawdę warto z tą serią się zapoznać. A jak dobrze pójdzie to i może głębiej w tematykę anime sięgniecie i was chwyci? Kto wie.

Najpierw wyszła manga, potem anime. Problem w tym, że Japończycy to strasznie szybki naród jest, więc zanim autor mangi skończył swoją historię i wszystko definitywnie zamknął (a stało się to stosunkowo niedawno), to już tworzono anime. I teraz, to co fanów danego tytułu strasznie irytuje. Czyli serial nadgania historię wydawaną w formie mangi i niewiadomo co dalej. I przeważnie jest tak, że pojawiają się fillery, czyli zapychacze i scenarzyści anime wymyślają swoje historie, które z mangą nic wspólnego nie mają. Tutaj warto wspomnieć o popularnym „Bleachu” gdzie robią tak nagminnie. Jest też druga taktyka. Scenarzyści olewają fabułę mangi i sami kończą. Tak też stało się z Fullmetal Alchemistem. I dokładnie nie wiem jak to było, ale chyba fanom nie za bardzo przypadł ten pomysł do gustu. Postanowiono więc zacząć od nowa i trzymać się pierwowzoru. Tak powstał „FMA: Brotherhood”.

Świat FMA przypomina mniej więcej nasz z początków wieku dwudziestego, a i podział geograficzny mniej więcej się zgadza -kraje środka, orientalny wschód, mroźna północ i odległy zachód. Kluczowa różnica polega na tym, że w anime istnieje rozwinięta na szeroką skalę alchemia, wykorzystywana głównie w celach wojskowych, a także (pewnie złego słowa użyję, ale inne nie przychodzi mi do głowy) robotyka. Metalowe, w pełni funkcjonujące protezy utraconych kończyn, nie są tutaj niczym niezwykłym i nawet pies taką posiada. W ten sposób otrzymujemy wizję świata zbliżoną do tego co zaprezentowała nam Martha Wells w cyklu Ile-Rien.  I w takich ciekawych, dopracowanych realiach żyją nasi bohaterowie.

Edward i Alphonse nie mieli łatwego dzieciństwa. Jak byli mali opuścił ich ojciec nie wyjaśniając nic. Zaopiekowała się nimi matka. Okazało się, że chłopcy są niezwykle inteligentni i bez problemu pojmują tajniki alchemii, żyją więc spokojnie doskonaląc tę sztukę. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w wyniku choroby ginie matka. Zdruzgotani tym wydarzeniem bohaterowie postanawiają przywrócić ją do życia z pomocą nabytej z książek wiedzy. Są jednak dwa problemy, zasady których nie da się obejść. Nie można stworzyć czegoś z niczego, więc jeśli coś zabrałeś, musisz również oddać coś o odpowiadającej mu wartości. Nie można też przeprowadzać transmutacji ludzi. Jest to tabu, o którym zapominać nie wolno i pod żadnym pozorem tej granicy przekraczać nie można. Bracia jednak postanawiają zaryzykować. Efekt jest taki, że Alphonse traci całe swoje ciało, Edward nogę, a matka nie zostaje przywrócona do życia. Erik nie mogąc pogodzić się ze stratą brata ponownie przełamuje tabu i wyciąga z „zaświatów” jego duszę „przywiązując” ją do ogromnej zbroi. Oczywiście to również ma swoją cenę, w tym przypadku prawą rękę Edwarda. Metalową rękę, nogę i rehabilitację później, postanawiają zostać wojskowymi alchemikami i z dostępem do zasobów, które z tym stanowiskiem się wiążą wyruszają na epicką wyprawę, której celem jest odkrycie sposobu na przywrócenie swoich ciał do stanów sprzed nieudanej transmutacji.

Fabuła wije się i wije, i praktycznie do ostatniego odcinka, a jest ich ponad 60, nie wiadomo jak się całość zakończy. Spora jest ilość różnorodnych bohaterów, przy czym każdy ma swój czas antenowy,  historię do opowiedzenia i zadanie do wykonania w przygodzie braci. Historia jest wzruszająca, poruszająca, ściska za serce, żeby zaraz stać się nieprzyzwoicie brutalną i wprawić w osłupienie. Więc niech was nie zmyli typowo bajkowa, kolorowa stylistyka tego anime. I chociaż są tutaj zabawne momenty, to twórca widać nie bał się uśmiercić postaci, czy kilku. Wszystko to sprawia, że oglądając odczuwałem jakby to była jak najbardziej realna historia i bardzo zżyłem się z bohaterami. Aż żal było kończyć. Obejrzyjcie. Może wam też będzie żal.

Tomasz poleca.

MOJA OCENA: 9/10

ocena na anidb: 9.40

4 Comments

  1. Marcin "Dr.Agon" Górski
    13 lutego 2011

    Ja mam coś takiego, że ogólnie, to bardziej mi podeszło pierwsze anime, bo miało bardziej, że tak powiem, „ogarniętą” końcówkę. W FMA: Brotherhood pod koniec czuć nawiązanie do, w ogóle nie podobnego, Evangeliona. Ale zarówno do pierwszego jaki i do drugiego anime czuję sympatię i sentyment. Polecam obie!

    Odpowiedz
  2. Dariusz Woźniak
    11 marca 2011

    Jakiś czas temu również obejrzałem FMA Brotherhood i muszę przyznać, że im dalej w głąb fabuły tym więcej odcinków oglądałem na raz. A ostatnie kilkanaście oglądałem nie przerywając nawet na moment. Niesamowicie pochłania i jeśli można by to było mierzyć to wydaje się to dziać wykładniczo wraz ze kolejnymi odcinkami. Nowa seria według mnie bije starą prawie pod każdym względem, ale jedno w pierwszej bardzo zapadło mi w pamięć, a mianowicie muzyka (z rosyjsko języcznym utworem „Bratja” na czele).

    Odpowiedz
  3. Howatar
    6 czerwca 2011

    Witam, bardzo fajny blog 🙂
    Zapraszam na http://www.urusai.pl , tworzony jest tam dział z recenzjami!
    Właśnie poszukują osób, które piszą recenzje anime, zachęcam 😉
    Recenzja anime które lubisz na pewno się tam znajdzie 😀

    Odpowiedz
  4. winry
    18 stycznia 2012

    mój brat zaczoł to oglada i namawiał mnie bym to obejrzał ale ja nie chciałam .az pewnego razu oglądała hipera. leciał tam fma brotherhood i co kolejny odcinek bardziej mi sie podobało .przez całw wakacje ogladałam to z tysiac razy aż zaczełam zbierać mangi i rużne goźety zwiazane fullmetal brotherhood

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *