Grobowiec z ciszy – Tove Alsterdal

Książka trafiła do mnie już kilka miesięcy temu, ale teraz dopiero, wraz z pierwszymi śniegami tej zimy, (których niestety za dużo nie ma) udało mi się ją przeczytać. I jakby na to nie patrzeć, zima jest najlepszym okresem na czytanie tego typu lektury. Kiedy właśnie chłód, śnieg, wietrzna pogoda, wcześnie zapadający za oknem zmrok współgrają z krajobrazem miejsc, w których przebywają bohaterowie powieści. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, kto kocha zimę i daleką północ. W Szwecji mnie jeszcze nie było, w moich wojażach zawitałem na moment do Finlandii. Domyślam się jednak, że styl życia na dalekiej północy w obu tych krajach jest bardzo podobny. Po tym krótkim wstępie można pomyśleć, że jestem fanem szwedzkich kryminałów. Nic bardziej mylnego. Nagły wysyp tytułów z tego gatunku, czy nawet produktów „szwedzkopodonych” na rynek Polski zraził mnie do tematu. Jak widzi się na księgarnianej półce dwadzieścia podobnych okładek i tytułów, to ciężko uwierzyć, że wszystkie są dobre. Więc moja styczność z tematem ograniczała się do trylogii Larsonna i serialu o Kurcie Wallanderze z Kennethem Branagh w roli głównej. Obie pozycje gorąco polecam. Teraz do szufladki „szwedzki kryminał” mogę dołożyć „Grobowiec…”. Tylko pozostaje pytanie, czy to faktycznie kryminał.

Główna bohaterka, to mieszkająca w Londynie Szwedka (oczywiście), dziennikarka na zlecenie, aktualnie bezrobotna i nie jest specjalnie zadowolona ze swojego życia. Z bratem za często nie rozmawia, starej schorowanej matki wieki nie widziała, a kontakty z narzeczonym ma raczej chłodne. Kiedy otrzymuje ofertę kupna starego domu rzekomo należącego do jej matki, a znajdującego się w małej wsi na północy Szwecji, korzysta z okazji, aby wyrwać się na moment od codziennych problemów. Wyrusza w rodzinne strony żeby odnaleźć swoje korzenie i poznać odpowiedzi na dwa pytania. Czemu matka nigdy nie opowiadała, że posiada dom i czemu tajemniczy makler oferuje za nieruchomość absurdalną sumę pieniędzy. Oczywiście w międzyczasie, w wiosce dochodzi do morderstwa, rzeczy niespotykanej w tamtych rejonach i chociaż główna bohaterka początkowo nie łączy ze sobą faktów, to jednak prawda dogoni ją przed końcem książki.

„Grobowiec z ciszy” podzielony jest na właściwie trzy części. Pierwsza zajmuje około pół objętości książki i dzieje się właściwie w przeciągu trzech dni, kiedy to bohaterka spaceruje po okolicy i rozmawia z mieszkańcami. Jest to o tyle ciekawe, że historia jej matki jest mocno osadzona w historii kraju i regionu. W posłowiu autorka przyznaje, że jest to powieść, więc nagina trochę fakty, ale całość jest inspirowana prawdziwą historią jej krewnego. I właśnie autentyczność jest największą zaletą tego tytułu. Z drugiej strony może być też wadą, bo ilość szczególików, nazw własnych, szwedzkich słów momentami może być przytłaczająca. Jednak sprawia również, że sympatyzujemy z bohaterką, ponieważ ona też odkrywa ten świat i wszystko jest dla niej mniej, lub bardziej nowością. Motyw ten kontynuowany jest w drugiej części książki, kiedy bohaterka wyrusza do Rosji, żeby za pomocą archiwów w Petersburgu jeszcze bliżej poznać historię jej nie tak dalekich przodków. Zgrzyt pojawił się jeden. Nie odpowiadało mi, że w oczach mieszkańca Europy zachodniej, Rosja wydaje się być krajem ponurym, strasznym, momentami nawet groźnym. Najlepiej trzymać się od niej z daleka. Z drugiej strony, nigdny nie byłem i może faktycznie tak jest. Chociaż szczerze w to wątpię. Ostatnia część to powrót do Szwecji, konfrontacja z „głównym złym” i rozwiązanie zagadki.

Pytanie tylko, czy zagadka „Grobowca” jest faktycznie zagadką kryminalną. Suspensu nie ma za dużo, zaskakujących zwrotów akcji również nie. Rzeczy dzieją się gdzieś obok głównej bohaterki prowadzącej swoje małe śledztwo. To bardziej powieść obyczajowa, o kobiecie szukającej swojego miejsca w świecie, z zabójstwem w tle. O Szwecji, której nie znamy. O miejscu, gdzie nie pytają, „kim jesteś”, a „czyj jesteś?”.  Warto, chociaż to książka spokojna, na zdecydowanie długie, zimowe wieczory.

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu „Akurat”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *