Gyo

Jakiś czas temu w fandomie trochę się poruszyło z powodu trailera do tajemniczej produkcji o wielkim rekinie z pajęczymi nogami. Jak głupio brzmi, tak głupio to wyglądało, ale to Japończycy więc po nich to tylko takich dziwactw się spodziewać. Będzie się z czego pośmiać. A teraz jak już anime się pojawiło stwierdzam, że w kategorii horror (ogółem, a nie tylko anime horror, bo ja staram się nie rozgraniczać jeśli jest dobrze zrobione) jest to pozycja na tyle dobrze zrealizowana i intrygująca, że warto ją tutaj polecić.

Gyo to adaptacji mangi pod tym samym tytułem, której twórcą jest Junji Ito. Postać ta kojarzona jest raczej tylko z jedną pozycją, a mianowicie Uzumaki. Tytuł w naszym kraju wydany niedawno przez JPF i w środowisku komiksowym bardzo dobrze przyjęty. Zarówno od strony wizualnej jak i fabuły, bo mimo wszystko horror w komiksowych kadrach nie jest rzeczą łatwą do zrealizowania, więc jest to dość rzadko spotykane. Kto czytał Uzumaki, ten wie, że Ito lubuje się w grotesce i to ona u niego straszy. Więc między Gyo, a Uzumaki jest sporo podobieństw. Bohaterka musi zmierzyć się z niewyjaśnionym czymś, które sprawia, że jej znajomi umierają, stają się powykręcanymi potworami i chociaż z początku jest silna psychicznie i daje sobie radę, tak w końcu i ją to musi dopaść. Różnica taka, że zamiast tajemniczych spiral mamy „smród śmierci” i ryby na pajęczych odnóżach wychodzące na ląd.

To co ten tytuł wyróżnia to świeże spojrzenie na gatunek monster horroru i zgrabne połączenie go z epidemic infection outbreak, co Amerykanie próbowali uskutecznić w słabym moim zdaniem Cloverfieldzie. Tutaj akurat medium jakim jest anime wygrywa. Japończycy po raz kolejny udowadniają, że ich główny eksportowy produkt kultury to nie zwykłe bajeczki. W Gyo jest dramat, thriller, horror, seks, obrzydzenie. Nie bawią się w ograniczenie wiekowe i pokazują co chcą. Dodatkowo w świetnej oprawie, bo za wszystko odpowiada Ufotable, producent ostatniego anime hitu, czyli Fate/Zero, prequela do Fate/Stay Night. Kto oglądał, ten wie że może spodziewać się fajerwerków. Scena z lądowaniem samolotu niczym z hollywoodzkiego blockbustera, chociaż animowana.

I dziwi mnie tylko, że dla mnie Gyo jest spokojnie na poziomie 8/10, a w Internecie góruje ocena poniżej 7. Widać nie wszyscy tolerują AŻ TAK dziwne rzeczy. Ja mimo wszystko polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *