Igrzyska Śmierci – Suzanne Collins

Od niedawna w kinach spory sukces finansowy osiąga ekranizacja tej książki. Kolejna po Harrym Potterze przygodówka dla młodzieży i kolejna po Zmierzchu porcja młodzieżowego romansu na ekranie kin. Już teraz pewne jest, że kontynuacja również zostanie sfilmowana. Czemu zatem nie przejść się do kina i na własne oczy nie przekonać, czy szał na tym punkcie jest usprawiedliwiony? Otóż zasada jest jedna i niepodważalna. Książka przed filmem. I przeczytałem. W dwie godziny. Nie dlatego, że jest tak wciągająca, bo nie jest. Nie jest też tak świetnie napisana. Ani ja jakoś super szybko nie czytam. Jest po prostu krótka i całą historię w niej zawartą dałoby się upchnąć w jedno dłuższe opowiadanie. 352 strony co prawda, jednak dużą czcionką, z dużymi odstępami. Wzrok mknie bez żadnych przeszkód nawet jak w książce niespecjalnie dużo się dzieje. Już sama forma wydania sugeruje nam target powieści, nie ma co się oszukiwać. Ani dawać okłamywać opisowi z okładki, że to książka dla „dorosłej młodzieży”, która wie że na świecie są takie rzeczy jak cierpienie, niesprawiedliwość… Trochę to wszystko nad wyrost i chociaż nie wiem jak bym się starał to oceniać, to płytko tu bardzo. Ale powtarzając za TYM obrazkiem… to książka dla dwunastolatków, kto by się tym przejmował. 

Wszystko jest jak Bóg przykazał, czyli stereotypowo. Dziewczyna pokrzywdzona przez los, bez ojca, z wegetującą matką i niesamodzielną siostrą, musi być głową rodziny. Dodatkowo mieszka w najbiedniejszym dystrykcie. Bród, smród, ubóstwo. I oczywiście wszystko się zmienia. Trafia do corocznych Igrzysk, gdzie musi walczyć przeciw „wybrańcom” z innych dystryktów ku uciesze ludzi przed telewizorami. Jest też oczywiście chłopak, a nawet dwóch. Są zatem i dziewczęce problemy. I wszystko jest dosłownie tak jak możnaby się było spodziewać. Do samego końca. Przyznam szczerze, że zaskoczony byłem raz. I to motywem totalnie nie pasującym do reszty powieści, zdecydowanie odbiegający klimatem. Ale był to krótki fragment i dość możliwe, że sam pomysł autorka rozwinęła w dalszych tomach. Chociaż szczerze mówiąc wątpię.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Młodym dziewczęciem nie jestem, więc nie wiem czy Katniss jest dobrym materiałem na bohaterkę do utożsamiania się. Przypuszczam, że jest skoro trylogia stała się popularna. Wprowadzenie do historii jest nawet niezłe. Cala medialna otoczka Igrzysk i przygotowania do nich czyta się dobrze. Tu narracja w pierwszej osobie sprawdza się świetnie, bo zarówno Katniss jak i my nie wiemy jak to do końca ma wyglądać i poznajemy wraz z nią nowy świat. Trwa to niestety krótko. Kiedy Katniss trafia na arenę Igrzysk odbywa się niewiele emocjonujących scen. Zresztą dość szybko można odkryć na co autorka tak naprawdę kładzie nacisk w swojej powieści. Cliffhanger jak się okazuje nie tyczy się akcji, a uczuć głównej bohaterki i w ten sposób przygotowany przez autorkę świat i przygodowa otoczka przegrywa z młodzieżowym romansem. Duża szkoda.

Jednak przyznać muszę, że książkę bez większego bólu przycztałem, nie odepchnęła mnie od siebie. Co prawda arcydziełem w swojej kategorii nie jest i do poziomu przytoczonego już przeze mnie Harry’ego Pottera jej daleko, jednak jestem w stanie zrozumieć czemu się podoba. Szkoda tylko, że w świecie tak stworzonym, jakby nie patrzeć brutalnym i trochę nawiązującym do Orwella, przygoda jest marginalna i skierowana raczej ku dziewczynom. Brakuje mi na księgarnianych półkach chłopięcej literatury przygodowej. Takiej jak kiedyś.

OCENA: 3,5/6

1 Comment

  1. […] książce już pisałem, że nie zachwyciła. Prosta, niedopracowana wizja. Trochę w klimatach postapo, trochę w […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *