Jaszczurka vs grzyby – Dorohedoro

Są produkty, o których opowieści nie da się brać na poważnie. Bo człowiek już tak ma, że jeśli coś brzmi głupio, to pozostaje przy swoim pierwszym wrażeniu i od razu orzeknie „To głupie”. Bo przecież nikt nie pomyśli, że może faktycznie to coś ma w sobie jakąś większą wartość artystyczną niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.  Owszem, abstrakcja nie musi równać się artyzmowi, ale przecież może i czasem, a możliwe że i często się równa.  Szkoda tylko, że większość wybijającej się poza ogólnie przyjęte standardy twórczości nas omija ponieważ mało się o niej mówi i pisze. A jeśli mało się mówi i pisze, to mało osób się tym zainteresuje, więc nie przekażą później swojej opinii dalej. I tak nie dociera do nas wiele dziwnych, acz wartościowych tytułów. A one nic, tylko czekają na peryferiach Internetu aż je ktoś odkryje. Tak jak Doro.

Fabuły Dorohedoro, mangi autorstwa Hayashidy Q, asystentki człowieka od całkiem popularnego tytułu Blame!, nie da się ubrać w słowa tak, żeby brzmiała poważnie. To tak jakby ktoś chciał na temat fabuły Pixy Maxa Anderssona powiedzieć coś więcej niż to, że to komiks o anarchistycznym płodzie z bazooką. Mniej więcej podobny poziom absurdu wynikający z przelania na papier wszystkich luźnych, chorych, abstrakcyjnych wizji jakie miał autor.

W Doro istnieją dwa przenikające się światy. Świat magów i ludzi. Można się domyślać, że magowie to mutanci powstali po atomowej zagładzie, bo świat przedstawiony momentami czerpie sporo z postapokaliptycznej subkultury, od strojów po wygląd lokacji. Zagłada musiała wydarzyć się stosunkowo niedawno, bo magowie niepotrafiący jeszcze oswoić się ze swoimi mocami podróżują do „naszego” świata, aby eksperymentować na ludziach. Ofiarą takiego eksperymentu jest główny bohater, czyli Kaiman. Pewnego dnia obudził się z głową jaszczurki zamiast własnej i niestety nie pamięta jak to się stało, ani kim był przed tą przedziwną transformacją. Postanawia zatem odnaleźć sprawcę i zemścić się, co z początku wygląda na zadanie nie do wykonania. Po drodze natyka się na maga imieniem En, który włada grzybami. Tak, grzybami. Każdy mag ma bowiem unikatową moc, więc na kartach mangi spotykamy postacie np. leczące, szlachtujące, wskrzeszające, albo właśnie władające grzybami. Na nieszczęście dla Kaimana, En, który robi za kogoś podobnego do ojca chrzestnego dla swojej mafijnej rodziny, zaczyna być bardzo zaintrygowany człowiekiem jaszczurką. Potyczki ludzi En z Kaimanem, a także poszukiwania odpowiedzi szybko przeradzają się w bitwę, która bardzo prawdopodobnie zmieni oblicze świata Dorohedoro w tomie ostatnim. Manga bowiem cały czas wychodzi i aktualnie posiada piętnaście tomów.

I teraz do tej nie za bardzo jeszcze szokującej fabuły należy dodać postacie, których projekty daleko odbiegają od tego z czym się do tej pory spotkałem nie tylko w komiksie. Wygląd danej postaci przeważnie nie ma większego znaczenia dla fabuły. Wygląda to tak jakby autorka postawiła sobie za cel zaszokować czytelnika czym tylko się da. Tak więc człowiek jaszczurka chodzi często w masce gazowej. En ma rozciągniętą skórę twarzy aby prezentować dziąsła i uzębienie. Do rodziny En należą także Shin i Noi. Shin to człowiek w garniturze, walczący młotkiem, a twarz zasłaniający sobie maską w kształcie ludzkiego serca (creepy), a Noi… a Noi was zaskoczy jak będziecie czytać. Oczywiście przez mangę przewija się także wiele innych momentami absurdalnych postaci jak np. gigantyczny karaluch Jonson, który po prostu jest karaluchem.
trochę się rozmazało, kliknij po większe

Aby jeszcze bardziej udziwnić to co już udziwnione autorka odbiega momentami od głównych wątków aby pokazać bohaterów w sytuacjach niecodziennych, przepełnionych czarnym humorem. Przykładem niech będzie wspomniany już karaluch, który po prostu raz na jakiś czas pojawia się jako swoisty comic relief tej serii. Więc Dorohedoro można właściwie uznać za hołd złożony przez autorkę wszystkiemu co dziwne i niecodziennie. Bo przecież co dziwne to piękne. I Doro jest zdecydowanie tytułem dla tych, którzy tak uważają.

Polecam, ale oceny nie wystawiam, bo seria wciąż wychodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *