Jekyll (2007)

Jest sobie stacja telewizyjna, która od lat przoduje w produkowaniu seriali o wysokiej jakości. Kręcą niedużo, sezony mają krótkie, ale za to ciężko z nimi konkurować jeśli chodzi o oryginalność scenariuszy. Nie, nie chodzi mi o HBO, a o inne trzy literki – BBC. Na blogu wspominałem już o jednym serialu spod tego szyldu, mianowicie State of Play, na podstawie którego nakręcono kinową wersję z Russelem Crowem. Z BBC współpracuje również scenarzysta Steven Moffat, postać bardzo ceniona w środowisku głównie za pracę nad dwoma serialami. Kultowym Doctor Who i już chyba prawie równie kultowym, choć krótkim, bo trzyodcinkowym Sherlocku z Cumberbatchem. I mało kto wie, że pomiędzy tymi dwoma głośnymi serialami Moffat stworzył jeszcze jeden, moim zdaniem równie dobry i wart wspomnienia, czyli Jekyll.

Moffat w Sherlocku wykorzystał zabieg przeniesienia bohatera z XIX wiecznej literatury (chociaż to już w sumie początki XX wieku)o wiek do przodu konfrontując go ze współczesnym światem i obecną technologią. Dokładnie ten sam zabieg zastosował w Jekyllu kilka lat wcześniej przenosząc bohatera noweli Stevensona do naszych czasów. Może i brzmi to banalnie, ale jeśli oglądaliście Sherlocka to wiecie, że efekt końcowy osiągnięty przez Moffata banalny wcale nie jest.

Tak więc mamy doktora Jackmana, który nie wiedzieć czemu cierpi na specyficzne rozdwojenie jaźni. Analogia do Jekylla i Hyde’a sama mu się nasuwa, ale Jackman przecież w bajki nie wierzy, ani nigdy żadnej tajemniczej mikstury nie wypił. Poza tym alter ego Jackmana, nie twierdzi że nazywa się Hyde, bo nie ma po prostu imienia. Nie da się jednak zaprzeczyć, że drugie wcielenie Jackmana jest złe, iście zwierzęce i o niebo silniejsze. Co zatem robić?

W pierwszym z sześciu odcinków otrzymujemy wprowadzenie do sytuacji głównego bohatera i poznajemy jego metody działania, a także konsekwencje posiadania drugiego, złego ja. Doktor Jackman komunikuje się z nim pozostawiając wiadomości nagrywane na dyktafon. Rozwiązanie banalnie proste i skuteczne, o ile zła strona chce w ogóle z Tobą rozmawiać. Przydałby się ktoś trzeci, żywy pomost między dwiema jaźniami. I tu z pomocą przychodzi Katherine Reimer, nowa systenkta grana przez Michelle Ryan (Bionic Woman). Jak się później okazuje ktoś na Jackmana czyha i tu zaczyna się intryga i zabawa. Jackman postanawia zatem dowiedzieć się czego od niego chcą, i czemu akurat on ma złowieszcze alter ego. Wydaje się to jedyną drogą do odzyskania rodziny i swojego dawnego życia.

Jak widać fabuła nad wyraz ciekawa, wpasowująca się do popularnej ostatnio konwencji „jeden niezwykły człowiek, kontra cały świat, albo jakaś tajemnicza firma”. Jednego niezwykłego człowieka w dwóch (a nawet trzech!) osłonach gra James Nesbitt, aktor którego nie kojarzę znikąd, pomijając info, że w nadciągającym Hobbicie Jacksona ma grać Bofura. I dziwne to naprawdę, bo Nesbitt w Jekyllu aktorsko stworzył coś, czego nigdy jeszcze nie widziałem. Ewentualnie można to porównywać do Leaves of Grass, gdzie Edward Norton gra braci bliźniaków o totalnie różnych osobowościach. Tyle tylko, że w przypadku Jekylla jeśli ktoś powiedziałby mi, że Jekylla i Hyde’a gra dwóch różnych aktorów to byłbym w stanie uwierzyć. Serio. Z jednej strony dostajemy zwykłą szarą postać, z drugiej najlepiej zagranego psychopatę w historii seriali telewizyjnych. Tak moi mili, beznamiętny Dexter się chowa.

Oczywiście nie jest to serial idealny. Fabuła w ostatnich dwóch odcinkach nabiera dość oczywistego toru, a reszta aktorów Nesbittowi do pięt nie dorasta, co w sumie można jednak uznać za plus serialu.  A zatem jeśli jeszcze nie mieliście okazji widzieć Jekylla od BBC, to polecam nadrobić jak najszybciej tę sześcioodcinkową perełkę. Tylko uważajcie, bo po obejrzeniu ma się ogromną ochotę na uwolnienie swojego zwierzęcego ja i zniszczenie tego czy owego.

OCENA: 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *