Kingdoms of Amalur: Reckoning (PC)

Sandboxowy RPG z elementami radosnej siekanki. Przy tej grze przewinęło się kilka znanych nazwisk. Todd McFarlane (twórca postaci SPAWNa), R. A. Salvatore (książki ze świata Forgotten Realms, Star Wars), Ken Rolston (Morrowind, Oblivion). Czyli powinna wyjść dobra gra, prawda? A czy wyszła? Z pewnością jest to niezwykle grywalny tytuł. Ba, nawet bardzo przyjemny. Tylko taki… zwykły. Prosty i pod żadnym względem nie jest zaskakujący. Ale bieganie po Amalurze sprawia dużo radochy, więc nie żałuję tych kilkunastu godzin gry. Kilkunastu, bo jak się spieszysz i Ci nie zależy, to w niecałe 20 jesteś w stanie przejść główny wątek.

A o co chodzi? W Amalurze źle się dzieje. Wojna szaleje, pożoga się szerzy, złe moce się panoszą. A główny bohater ginie w walce. A później ożywa w podziemiach, gdzie składowano ciała. Jedna z lepszych scen w całej grze. Oczywiście niewiele pamięta ze swojej przeszłości. Nie wie czemu ożył, ale wypadałoby się zemścić, a przy okazji uratować świat. Co może zrobić tylko on, bo jako tajemniczy ożywieniec, nie posiada już linii swojego przeznaczenia, w przeciwieństwie do reszty ludzkości. Trochę sztampa? Ano racja. Jest to jednak świetna rzemieślnicza robota. 

Kreator postaci jest niezwykle prosty. Wybieramy między trzema rasamy. Standardowi ludzie, elfy i krasnoludy (w grze nazywają się inaczej, ale wiadomo jaka jest baza).  Później wybieramy z kilku podstawowych cech i już. Ja stworzyłem sobie wikinga na wizerunek Thora. Zabawne, że pierwszy ludzki NPC, którego napotkałem w grze wyglądał prawie identycznie jak moja postać…

Ekwipunek zdobywamy okradając martwych wrogów, otwierając znalezione skrzynie, kupując. System modyfikacji broni jest bardzo podobny do Torchlighta.   Fragmenty kamieni mieszamy ze sobą robiąc lepsze kryształy o różnych właściwościach i wsadzamy w wolne sloty. System rozwoju postaci… też jest podobny do Torchlighta. Przynajmniej jeśli chodzi o podstawowe możliwości bohatera. Jeśli zaś chodzi o walkę, to już zupełnie inna bajka.

Walka jest bardziej rodem z rasowego akcyjniaka, a nie klasycznego rpg. Możemy rozwijać swoją postać w trzech stylach walki. Magia, Siła, Finezja. Ja oczywiście wybrałem siłę, jak na wikinga przystało. Więc byłem raczej nieustraszony i brutalną siłą siekałem co się dało. Oczywiście siłowe rozwiązania są powolne. Jeśli ktoś woli rozgrywkę skradankową, ktora wydłuża rozgrywkę, to dla tej osoby odpowiednia jest finezja. Czyli strzelamy z łuku, skradamy się aby wpaść w grupę zbirów i dokonać szybkich, efekciarskich nokautów. Oczywiście do tego potrzeba ciut więcej skilla, bo ataki finezyjne są szybsze, ale zabierają wrogom o wiele mniej życia. A bronie? Będąc wojownikiem mamy do wyboru miesze długie, miecze ogromne i MŁOTY. Nie, nie młoty. To są MŁOTY. Niesamowicie powolne, ale da się znaleźć w trakcie gry MŁOT z trzykrotnie większym damagem niż się posiada. Natomiast finezja? Łuki, dziwne ostrza do siekania, atak którymi wygląda niczym w Blood Rayne… i hit sezonu: chakramy. Tak, kultowa broń Xeny: Wojowniczej Księżniczki. Rzucanie chakramami sprawiało mi najwięcej problemów. Ale prawda, że jest to ciekawy zestaw?

Rozgrywka sprawia zatem dużo frajdy. Gorzej z przeciwnikami. Ci mnie nie zachwycili i momentami byli dość upierdliwi. Ale fani slashowania hord tych samych potworków po raz n-ty aby wymaksować swoją postać powinni być zadowoleni. Dodatkowo są bossowie, w tym jeden duży, wielkości zamku. Ukłon w stronę gier pokroju God of War. Niestety quick time event po walce nie był jakoś specjalnie niezwykły i skomplikowany. Jednak od strony wizualnej było bardzo przyjemnie.

I tak oprawa audio-video? Bardzo przyjemnie. Jest kolorowo i momentami trochę baśniowo. Mnie na myśl przychodził Władca Pierścieni… do momentu aż zmieniając krainę pojawiły się pustynie. Ogólnie w tym sandboxowym środowisku jest trochę urozmaiceń. Jednak nie sposób zapamiętać punktów charakterystycznych i samej mapy, bo jest tego dużo.

Ah, i nie polecam w tej grze kraść. A jak już ukradniecie, to odsiedźcie karę. Ja po przejściu całego wątku postanowiłem zrobić misję z kradzieżą 10 książek i po zdobyciu pierwszej wszyscy się na mnie wkurzyli. Mimo że uratowałem wszechświat, to za kradzież książki chciano mnie zarżnąć. Nie dałem się oczywiście… ale żadna to frajda kiedy wszyscy w grze chcą Cie zabić i nie mogą. A póki lud się nie uspokoi, to żadnej nowej misji nie będzie. Więc uważajcie.

Jeśli nie macie w co grać, to Amalur powinno zapewnić wam trochę radochy na kilkanaście godzin przynajmniej. Warto zainteresować się tym tytułem.

OCENA: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *