Kula

Szort napisany do tematu „Biały proszek i białe ściany”. Zgarnął cztery głosy, ale i tak jestem z niego zadowolony. Zawsze chciałem napisać coś takiego chociaż trochę nawiązującego do klasyków sci-fi.  

 

Wielkim odkryciom zawsze towarzyszy radość odkrywających. Niestety w kosmosie nie zawsze się to sprawdza.

Wszyscy byli zdenerwowani. Wszyscy oprócz mnie. Owszem, niezbyt często zdarza się walnąć statkiem w dryfującą, ogromną, czarną kulę, której nie tyle co nie było widać na ekranach, ale nie wykryły jej nawet czujniki zbliżeniowe. Ale czy nie po to właśnie ludzkość udała się w kosmos? Żeby odkryć nieznane?
Osiemnaście godzin zajęło robotom przewiercenie się przez taki właśnie nieznany nam polimer. A ja przez cały ten czas czułem się jak w czwartej klasie, kiedy Amy Kordecky pozwoliła mi dotknąć swojej piersi przez stanik. Podniecenie i euforia. Oby tylko roboty nic niebezpiecznego w środku nie znalazły, wtedy pewnie kapitan pozwoli na wejście do środka.
Kula nie była wielka, niecałe trzysta metrów średnicy. To że otarliśmy się o nią lewą burtą Uranusa to totalny przypadek. Godzinę później wezwali nas na mostek. Informacja, że kula w środku jest pusta trochę mnie zawiodła. Żadnego gazu, po prostu próżnia.
-Dobra ekipa! Ja, Bart i Katherina ubieramy się i za dwadzieścia minut widzimy się przy śluzie. Roboty nic nie wykryły i wygląda na to, że jest całkowicie pusta ale i tak trzeba tam wejść. Mathiew w tym czasie wpuści nam do środka powietrze. Zobaczymy co się stanie. Pewnie nic i wejdziemy – rzucił kapitan, więc ochoczo poszedłem po kombinezon.
Już wracając do śluzy zastanawiałem się czemu nikt nigdy, nawet na filmach, nie pomyślał żeby razem z robotami wysyłać zwierzęta. Psa, kota, chomika. A co jeśli jakieś obce urządzenie działa tylko w obecności żywego organizmu, a kupa blachy z sensorami mu zwisa i powiewa?
Weszliśmy więc i nic się nie stało. Nie pojawiło się światło, nie usłyszeliśmy żadnego głosu, nic na nas nie zaatakowało. Czujniki światła w kombinezonach zareagowały po chwili i lampy na ramionach zaczęły dawać trochę światła. Kula od środka była biała i gładka. I przeraźliwie pusta.
-Dziwne, wycięty przez nas fragment polimeru z obu stron był całkowicie czarny, czemu zatem wnętrze jest białe? – zauważyła Katherina – Pobiorę próbkę.
Kapitan kiwnął głową, a sam zszedł na dno kuli, ja zaś postanowiłem okrążyć całość z cichą nadzieją, że może jednak coś znajdę. Chwilę później usłyszeliśmy Katherinę.
-Ch.. chłopaki? Chodźcie tu, coś się dzieje.
Odwróciłem się i zobaczyłem, że biała farba, którą zdrapywała wirowała dookoła niej. Z każdą sekundą przybywało coraz więcej białego proszku, a i prędkość wirowania się zwiększała. Katherina wyciągnęła rękę próbując wydostać się z małego tornada, ale nie dało rady. Proszek zgrzytał o rękawicę kombinezonu i nie chciał ustąpić. Zacząłem biec w jej stronę, ale prawie od razu okazało się to bezcelowe. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy wir momentalnie zacieśnił się. Było tylko „puf” i po Katherinie została bladoróżowa mgiełka. Chwilę później po kapitanie także.
Spojrzałem na śluzę. Niestety nie biegam tak szybko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *