Łatwo być Bogiem – Robert J. Szmidt

Ciężko mi teraz przytoczyć autora, co do którego miałbym tak rozbieżne uczucia, jak do Roberta J. Szmidta. Z jednej strony twórca kilku książek i krótszych form, które bardzo sobie cenię, a z drugiej strony autor „Samotności Anioła Zagłady”, przez którą ledwie przebrnąłem i w efekcie daleki byłem od pochwał. Cóż, każdemu może zdarzyć się wpadka, prawda? Może jednak jestem zwolennikiem pisarzy, którzy walą na jedno kopyto? Trzydziesta książka w dorobku i co z tego, że każda podobna! Wiem, przesadzam i upraszczam. Z „Łatwo Być bogiem”, czyli pierwszym tomem cyklu sci-fi pt. „Pola Dawno Zapomnianych Bitew” mam sytuację dość specyficzną, ale obrazującą moją dotychczasową historię z autorem. Od pierwszych stron otrzymałem od autora dokładnie to, czego chciałem, by później poczuć ogromne rozczarowanie, a na koniec zakochać się na nowo, Na tyle, że z chęcią przeczytam kolejny tom. Nie zdarza się to często. Z reguły albo cała książka nie przypada mi do gustu, albo stwierdzam, że jest dobrze. „Łatwo być Bogiem” w jakiś tajemniczy i niepojęty dla mnie sposób balansuje na krawędzi.

„Łatwo być Bogiem” zostało wydane przez Rebis w cyklu „Horyzonty Zdarzeń”, którego forma wzbudza we mnie bardzo pozytywne emocje. Nieduży format, przyjemny papier (nie to białe draństwo, co tylko czeka by ciachnąć cię w palucha), okładka to miękka tekturka ze skrzydełkami, nazwiska autorów wytłoczone, co jest miłym akcentem. Sama okładka utrzymana w kosmicznej stylistyce. Patrzysz i nie masz wątpliwości. To jest twoje wakacyjne czytadło sci-fi na plażę, w góry, do pociągu itp. I z takim dokładnie nastawieniem zabrałem się do lektury. Jak szczęśliwy byłem kiedy okazało się, że ta książka to nasz polski odpowiednik Prometeusza, tylko że znacznie lepszy! Połączony z awanturniczym klimatem Guardians of the Galaxy! A później okazuje się, że to tylko pierwsza część. Sto stron prologu o załodze statku, który zajmuje się eksploracją wrakowisk po wielkich kosmicznych bitwach. Oczywiście natrafiają w końcu na coś, co nigdy nie powinno być odnalezione i kolokwialnie rzecz ujmując „dzieją się rzeczy”, które sprawiły, że cieszyłem się jak dzieciak, odkrywający po raz pierwszy science-fiction. Niestety wątek kolapsarowca szybko zostaje zamknięty, rozpoczyna się część druga. Zupełnie inna lokalizacja, inny bohater, inne wątki i już nie jest tak różowo.

Motywem przewodnim „Łatwo jest Bogiem” jest gdybanie. Co by było gdybyśmy natrafili w końcu na obcą cywilizację. Co by było gdyby okazała się być mniej rozwinięta od naszej? Oczywiście staralibyśmy bawić się w bogów. Początkowo tylko obserwowalibyśmy, aż w końcu ktoś stwierdziłby „dobrze, pora zainterweniować” widząc dowolny kataklizm na planecie. Ciężko jest przecież patrzeć jak masowo giną żywe, a ponadto inteligentne istoty. Nie ma co się oszukiwać, szanse na świat bez wojen są nikłe, ale jako „ci mądrzejsi” możemy starać się wyperswadować to naszym braciom z odległych galaktyk.  Oczywiście takie działania stają się powodem wewnętrznych przepychanek w organizacji, która projekt ma kontrolować. Zadanie „wyprostowania” sytuacji i uchronienia nowej cywilizacji przed zagładą spada na Henryana Święckiego, człowieka którego ciężko mi jednoznacznie określić, przez co również ciężko mi było go polubić. Co za tym idzie, ciężko było mi polubić większość książki. Są fragmenty, które dzieją się „na dole” – na nowo odkrytej planecie i opisują wydarzenia z punktu widzenia tubylców. Dla mnie osobiście najsłabsza część książki. Nie dlatego, że obca cywilizacja była zbyt obca. Może wręcz przeciwnie, była zbyt ludzka?

Na szczęście ostatnie strony wywracają sytuację do góry nogami i sugerują powrót wątków z prologu, co rozbudza we mnie nadzieje. Bardzo chciałbym żeby „Łatwo być Bogiem” wróciło właśnie na ten tor. Szkoda tylko, że wtedy będzie to oznaczać, że historia planety Xan4 to tylko rozbudowane opowiadanie, którego jedynym celem jest zapoznanie nas z głównym bohaterem i innymi postaciami na planszy.

Zatem jeśli planujecie się zabrać za „Łatwo Być Bogiem”, to miejcie na uwadze, że to tylko wstęp do czegoś większego (oby) i nie wiadomo, w którym kierunku historia się potoczy. Tak jak ja możecie poczuć się lekko zawiedzeni. Natomiast, jeśli lubicie książki o pierwszym kontakcie i galaktycznej ekspansji i chłoniecie je w dowolnych ilościach, za tę cenę możecie brać w ciemno. Naprawdę przyjemnie trzyma się w ręku. Czyta się również mimo kilku wyżej wspomnianych wad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *