Lód – Jacek Dukaj

Udało się, teraz mogę śmiało powiedzieć, że należę do elity fantastów, którym udało się przebrnąć przez to monumentalne dzieło. Dukaj Lodem zgarnął chyba już wszystkie możliwe nagrody, a mimo to, co jest zaskakujące z początku, ale jak się zacznie czytać, to już zdecydowanie nie, tylko nieliczni mają przeczytany Lód na swoim koncie. W tym większość to recenzenci, jurorzy i smakosze gardzący wszechotaczającą nas pulpą. Chociaż i tak mam wątpliwości, czy faktycznie przebrnęli przez historię Gierosławskiego, czy tylko tak mówią. Jest to książka niezaprzeczalnie niezwykła, ale sam w trakcie czytania musiałem się odmóżdżać rzeczami o wiele łatwiejszymi w odbiorze. Do tej pory miałem tak tylko z inną knigą, a mianowicie z komiksem „From Hell” Alana Moore’a. A ten miał stron porównywalną ilość, ale przynajmniej obrazki.

Czemu tak? Otóż Jacek Dukaj, który sam o sobie mówi, że jest wielbicielem formy wielkiej, skomplikowanej i do bólu dopracowanej stworzył dokładnie coś takiego. Formę można porównać trochę do twórczości Folletta, jednak u Dukaja jest to doprowadzone chyba aż do granic możliwości, więc Follett, chociaż go uwielbiam i z niecierpliwością czekam na drugi tom trylogii Stulecie, może schować się w przedbiegach.
O czym jest Lód? Jest to alternatywna historia świata, gdzie nie dochodzi do I wojny światowej, bo nagle w Azji pojawia się tytułowy Lód. W sposób praktyczny jak i metafizyczny wszystko zamarza. W tym historia trwa w dziwnym maraźmie, a przywódcy i politycy kombinują jak ten fakt wykorzystać. Lód bowiem zamieszkują Lute, które da się dostrzec i chociaż żyją w innej czasoprzestrzeni i za nic mają naszą fizykę, to w ślimaczym tempie prowadzą ekspansję w kierunku Europy, a wszystko co się z nimi spotka zamarza. W tym świecie przychodzi żyć Gierosławskiemu, którego ojciec ginie gdzieś na wygnaniu w Irkucku i tyle o nim słychać. Do czasu aż pojawia się plotka jakoby ojciec Gierosławskiego stał się Ojcem Mrozem, jedynym człowiekiem, który jest w stanie z Lutymi rozmawiać i podróżuje razem z nimi. Nic więc dziwnego, że główny bohater wpada w wir wydarzeń mający na celu odnalezienie jego ojca gdzieś w najzimniejszym zakątku Syberii.

Brzmi świetnie i takie jest, bo Dukaj o rys historyczny postarał się bardzo, a i jako ciekawostki wstawił do powieści prawdziwe miejsca , postaci i społeczności. Mamy więc szalonego doktora Teslę, który pracuje nad ujarzmieniem mocy Lodu, a może i samej śmierci, czy mamy także Piłsudskiego, który nigdy się nie spełnił i teraz prowadzi partyzantkę, z nadzieją że może kiedyś zostanie dyktatorem Polski.  Problem jednak jest jeden. Książka ma stron 1050 drobnym maczkiem, z tego ok 75% nijak nie posuwa fabuły do przodu. Dialogów też mało… a jak są to raczej w formie przeplatanych monologów, więc właściwie forma szkatułkowa to tam co kilkanaście stron się pojawia. Do tego perfekcjonista Dukaj uznał, że skoro większość ma się dziać w Rosji, to książkę napisał stylizując język na odpowiednie czasy i miejsce. Więc czyta się to niezwykle ciężko. Plus główny bohater, który jest matematykiem filozofem i ma nieskończenie wiele z reguły niewiele wnoszących dla samej akcji przemyśleń.

Ale i tak jest to książka niezwykła i intelektualna potyczka czytelnika z autorem. Więc nie dziwię się tych wszystkich nagród, bo książek takich jak ta pisze się niezwykle mało. Polecam zatem jeśli ktoś jeszcze nie miał styczności i boi się, że nie podoła. Spróbować warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *