Mystery Train (1989)

Postanowiłem być miłym dla Jarmuscha, bo dwa dni temu skończył równą sześćdziesiątkę. A i szczęśliwie się złożyło, że jedną z kategorii Projektu Kino były właśnie jego filmy. Szczęśliwie dla niego, bo ja niestety fanem nie jestem. Na Broken Flowers zasypiałem, Limits of Control mimo genialnej Tildy Swinton dostało ode mnie 5/10. Mystery Train jest trzecim filmem Jarmuscha, jaki wpada mi w ręce. Jeszcze jedno spotkanie miałem z nim przy okazji serialu Bored to Death, gdzie Jarmusch gra samego siebie. Ciężko jednak mi określić na ile Jarmusch z Bored to Death to sam Jarmusch, a na ile karykatura. W każdym razie mój prosty umysł przyswaja ostatnio tylko wysokobudżetowe produkcje z robotami i pochodne, więc jeśli urażę jakiegoś zagorzałego fana swoją oceną, to mam nadzieję, że będzie w stanie mi to wybaczyć. Zawsze kiedy staram się być miłym, to wychodzi mi to na opak.

W Mystery Train Jarmusch postanowił wykorzystać formułę, którą bardzo lubię. Różne historie, które z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak tworzą wspólną całość. Tu mamy do czynienia z trzema segmentami. Wszystkie się dzieją w Memphis, mieście zniszczonym, właściwie bezwartościowym i prawie wymarłym, żyjącym jedynie dzięki legendzie Elvisa, który wychował się w okolicy. Para Japończyków przyjeżdża pociągiem w celach turystycznych, kobieta po stracie męża, która zmuszona jest zostać w Memphis przez przypadek i na koniec biedny i nieporadny Steve Buscemi, który musi ratować członka rodziny przed popełnieniem jakiegoś głupstwa. Wszystkie historie zazębiają się w obskurnym hotelu. Czy jest to ciekawe? Nie. Czy ma to sens? Trochę. Jak to u Jarmuscha bywa, nie wiemy dokładnie co autor miał na myśli. W moim odczuciu Mystery Train jest o braku celu. Tytułowy pociąg to metafora życia i niewiadomych, które na nas czekają. Tylko jakie zaskoczenia czekają ludzi bez celu, prześlizgujących się przez życie niczym cienie? Japończyk robi zdjęcia ścianom, bo przecież ważne rzeczy zapamięta, a wystroju wnętrz obskurnego pokoju niekoniecznie. Po chwili zastanowienia robi też zdjęcie swojej dziewczynie. Mystery Train w swoim wydźwięku jest mocno depresyjne. Uczucie to pogłębia obraz zniszczonego, prawie opuszczonego miasta, które lata swojej świetności ma już dawno za sobą, a widoku na jakiekolwiek perspektywy brak.

Przez moment miałem uczucie jakbym oglądał film w klimatach post apokalipsy. Przez Stany Zjednoczone jedzie pociąg bez celu. Jedną ze stacji jest Memphis, już dawno opuszczone przez ludzi, którzy mieli w sobie chociaż trochę rozsądku… zostali tylko szaleńcy i zombie… Patrząc w ten sposób, dzieło Jarmuscha zaczyna zyskiwać. Ale mocno wątpię, żeby o to chodziło. Pod względem operatorskim bardzo porządna robota, aktorsko bez większych rewelacji. Nawet mój ulubiony Steve Buscemi jakoś specjalnie nie wybija się na pierwszy plan, ale ciężko by było, skoro cechą łączącą wszystkich bohaterów jest ich nijakość i bezbarwność. Jeśli czujesz, że nie wiesz w która stronę idzie Twoje życie, to obejrzyj Mystery Train. Jeśli znajdziesz jakieś analogie do własnych doświadczeń, to nie jest z Tobą dobrze i najlepiej rusz się z domu i zacznij ogarniać. Niestety Jim, ja ostatnio czuję się całkiem ogarnięty.

OCENA: 5/10

2 Comments

  1. Blacque M.
    25 stycznia 2013

    depresyjny film na depresyjną pogodę ;p efekt post apokaliptycznego miasta może raczej pogłębiać efekt smutku i nicości, co prawda oceniłam ten film na ‚nieco’ wyżej ale to już bardziej zależy od tego kto co lubi 🙂

    Odpowiedz
    1. Iscariote
      26 stycznia 2013

      No ja niby jestem mocno depresyjnym człowiekiem, a mimo wszystko nie kupiło mnie to 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *