Norwegian Wood – Haruki Murakami

Wydanie kieszonkowe, kupione jakiś czas temu za dychę w Biedronce. Kto nie kupił, przegapił, niech żałuje. Z dwóch powodów. Raz, że Murakami. Dwa, że Norwegian Wood. Książka jak najbardziej urzekająca.

Główny bohater Watanabe rozpoczyna dorosłe życie. Chcąc odciąć się od tragedii z dzieciństwa, śmierci przyjaciela, wyrusza do Tokio i zamieszkuje w akademiku. Los jednak sprawia, że spotyka tam byłą dziewczynę zmarłego kumpla i jak to w życiu… wszystko się komplikuje. Zaczyna spędzać z Naoko sporo czasu. Wkrótce tworzą coś, co ciężko nazwać związkiem, ale z pewnością na facebooku zasługiwałoby na status „to skomplikowane”. Jednocześnie Watanabe spotyka Midori. Dziewczynę również z problemami, jednak w przeciwieństwie do Naoko próbującą „żyć normalnie”. Ale co właściwie znaczą te dwa słowa?

Jak to u Murakamiego, poważne tematy w lekkiej, pierwszoosobowej narracji. Chociaż jest wiele radosnych i zabawnych fragmentów, jak opowiadania o współlokatorze Watanabego, czy spotkania z pozytywną Midori, która mimo tłumionego smutku stara się tchnąć radość w głównego bohatera, to jest to powieść niezwykle smutna. Praktycznie każdy z bohaterów spotkał się w przeszłości ze śmiercią kogoś bliskiego. Oczywiście na każdym z nich taka tragedia odcisnęła ogromne piętno. Dodajmy do tego miłosny trójkąt, a to nigdy nie wychodzi żadnej ze stron na dobre i dostajemy naprawdę smutny obraz życia przeciętnego Japończyka. Chociaż tak po prawdzie tragizm tej historii jest jak najbardziej uniwersalny. Jedyna różnica, to japońskie tło kulturowe, które sprawia, że chociaż jest smutno, to jednak pięknie. Przynajmniej dla mnie, ale ja uwielbiam japońską kulturę.

Japońskie tło kulturowe widać przykładowo w opisach scen erotycznych. Jak wiadomo, Japończycy są raczej otwarci w tych sprawach, toteż erotyzm i dojrzewanie bohaterów jest bardzo ważnym wątkiem „Norwegian Wood”. Jednak zaznaczyć trzeba, że nie jest to obsceniczne, gorszące. Ot, naturalny aspekt ludzkiego życia. Bardzo umiejętnie zaprezentowany. Jednak Japonia nie jest stuprocentowo japońska. Kto nie trawi Azjatów nie musi od razu uciekać. Jest w „Norwegian Wood” pełno zachodnich wpływów. Szczególnie podkreślone jest znaczenie muzyki w życiu bohaterów. Stąd też tytuł książki, „Norwegian Wood”. A i główny bohater w przeciwieństwie do rówieśników, nie czyta literatury japońskiej, a lubuje się w książkach pokroju „Wielkiego Gatsby’ego”.

Mnie się bardzo podobało. O wiele bardziej, niż wcześniej czytane przeze mnie „Przygoda z owcą”, „Sputnik Sweetheart” i „Kafka nad morzem”.

OCENA: 8/10

1 Comment

  1. Nyx
    4 września 2012

    Muzyczne wpływy i erotyka mnie w tej książce najbardziej urzekły. No, zaraz po wyzierającej z każdego słowa nostalgii (albo melancholii). Ta książka była jakaś taka… zmysłowa, jakby spowolniona… Bardzo mi się podobała. Tak bardzo, że nawet nie napisałam recenzji 😀 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *