Orfeusz po japońsku

Makoto Shinkai jest artystą niezwykle cenionym w świecie japońskiej animacji. I teraz pewnie według wielu zabluźnię, ale dla mnie jest przeceniany. Owszem, ciężko nie zgodzić się, że na tle innych anime, te autorstwa Shinkaia wybijają się głębią, poważnym podejściem, trochę bardziej dorosłą wizją romansu, a do tego są prześliczne graficznie i w tym względzie dopracowane do ostatniej kreseczki. Jednak nie mogę się zgodzić jakoby to był geniusz. Podobnie jak już kiedyś pisałem o Sapkowskim. Cały „geniusz” Shinkaia polega na tym, że po prostu trafił w odpowiednim czasie w niszę. I jak widać po jego najnowszym filmie, Hoshi wo Ou Kodomo (Children who Chase Lost Voices from Deep Below),  ta nisza już mu niewystarcza. Co niestety nie wyszło panu Shinkaiowi na dobre. 

Jest to historia młodej Asuny, która po śmierci ojca, stara się przeżyć najlepiej jak potrafi i przydać się ciężko pracującej matce. Jednak samą cieżką pracą człowiek nie żyje, więc Asuna na pobliskim wzgórzu ma kryjówkę pełną swoich skarbów. To jest jej miejsce. Tam też trzyma domowej roboty radio kryształkowe, z wmontowanym tam kamykiem, który kiedyś dał jej ojciec. Asuna biega tam po szkole i słucha dziwnych dźwięków łapanych przez to radio. I wszystko by się sobie spokojnie tak kręciło, gdyby nie potwór. Pojawia się pewnego dnia na drodze głównej bohaterki i chce ją zjeść. Ratuje ją oczywiście tajemniczy, charyzmatyczny ktoś, z którym Asuna się zaprzyjaźnia. Chłopak ten wyjawia jej, że pochodzi z innej krainy, a później sprawa się mocno komplikuje itp. itd. więc Asuna do tejże krainy wyrusza.

Całość tak naprawdę jest wariacją na temat mitu o Orfeuszu, który zszedł do Hadeus po swoją Eurydykę, więc zaskoczeń żadnych za bardzo nie ma. Mit ubrany nie jest jednak tak, jak do tej pory zdążył przyzwyczaić nas Shinkai, do swojego stylu, a w styl… Studia Ghibli. Jeszcze zanim w USA Hoshi wo Ou Kodomo wyszło na BD widziałem na facebooku reklamę tego tytułu z dopiskiem, że Shinkai jest nowym Miyazakim. Pytanie tylko, czy potrzeba nam nowego Miyazakiego i jeśli tak, to czy Shinkai się nadaje? Oczywiście warsztatowo i wizualnie tak. Oglądając nie mogłem uciec od wrażenia, że jest to właśnie film tego studia, więc ktoś nie interesujący się bardziej tematem może pozostać przez to zmylony. Stylizacją momentami mocno to przypomina „Opowieści z Ziemiomorza” w ich adaptacji. Więc pod względem wizualnym naprawdę porządna, piękna robota. Zachwycające tła, wspaniała animacja postaci i detali. Ale niestety pod względem fabularnym miałem wrażenie jakbym oglądał najnudniejszy film Ghibli w życiu. Rozumiem zamysł nawiązania do twórczości geniusza Miyazakiego, jednak nie jestem fanem takich zabiegów i uważam, że skoro Shinkai miał pomysł na siebie i swoje filmy to jednak powinien przy nich zostać. Albo zatrudnić się w Ghibli i zostawić pisanie ich scenarzystom.

Niestety Hoshi wo Ou Kodomo na tle ostatniego dzieła Ghibli, czyli Karigurashi no Arietty (adaptacja powieści o Pożyczalskich) wypada mocno przeciętnie, więc moja ocena sprowadza się głównie do oceny za aspekty wizualne.

OCENA: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *