Ostatni dzień lata – Joyce Maynard

Wrzesień puka nam do drzwi, nie ma więc chyba lepszego momentu, na przeczytanie książki o takim tytule. „Ostatni dzień lata” Joyce Maynard, to książka w sam raz dla osób, które chciałyby przeżyć krótką, lecz poruszającą przygodę bez wychodzenia spod koca, a przy okazji oczekują od literatury czegoś więcej niż prostych, wypróbowanych setki razy, mających wzbudzić emocje chwytów. Można by pomyśleć, że ciężko pisać oryginalnie o poruszanych przez Maynard tematach, ale o dziwo wychodzi lepiej niż się spodziewałem.Continue reading

U progu zaglady – Martin ZeLenay

Nie będę ukrywać, pisanie recenzji książek, które są kolejnymi tomami cyklu, a utrzymują poziom poprzednich części jest problematyczne. Nie lubię się powtarzać, więc w przypadku drugiego tomu przygód Franka Sheparda powinienem odesłać was do recenzji tomu pierwszego, polecić tom drugi i na tym zamknąć sprawę, książkę odstawić na półkę. Niestety to pewnie nie zadowoli większości z was. Co zatem oferuje nam „U progu zagłady” autorstwa tajemniczego Martina Zelenay?Continue reading

Troje – Sarah Lotz

Wakacje trwają już od jakiegoś czasu, w końcu mogę zabrać się za nadrabianie sporych zaległości książkowych. Na pierwszy ogień idzie „Troje” Sary Lotz – książka, która towarzyszyła mi przez ostatni miesiąc dosłownie wszędzie. Trochę jej współczuję, pewnie każdy jest w stanie wyobrazić sobie jak wygląda książka po miesiącu miętoszenia jej w łapkach i trzymania w torbie. Możemy chwilę ubolewać nad jej stanem, a później postawić pytanie, jak sprawdziła się w roli kompana i czy warto polecić ją na wakacyjną lekturę do smażenia się w słońcu. Od razu odpowiem. Nie. Mimo że okładka kusi nas czernią, blurp intryguje, to muszę jednak ostrzec. Nie jest to lekka i przyjemna lektura, a bardziej eksperyment literacki mogący wcale nie przypaść do gustu czytelnikowi, który tak jak ja spodziewał się thrillera z elementami fantastycznymi, tudzież czegoś z pogranicza horroru. Zarys fabuły wygląda, bowiem następująco. W pewien słoneczny czwartek w światowych mediach pojawia się informacja, że cztery samoloty pasażerskie należące do różnych linii lotniczych rozbijają się w różnych zakątkach świata. Z katastrof przeżywa trójka dzieci. Wybucha panika i ludzie zaczynają  zadawać pytania, na które nikt nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Czy był to zamach terrorystyczny, przypadek, czy może ingerencja obcych? Fanatycy religijni wysnuwają teorię, że ocalałe dzieci, to wybrańcy boga, jeźdźcy apokalipsy, omen, zwiastun nadciągającej zagłady. Jeśli tak, to gdzie jest czwarte dziecko? Rozpoczynają się poszukiwania. W międzyczasie wokół ocalałych dzieci i ich rodzin zaczynają dziać się rzeczy nadzwyczaj dziwne i niepokojące. Rozwikłania tajemnicy podejmuje się zdeterminowana dziennikarka. Continue reading

Tajny Raport Millingtona – Martin ZeLenay

„Tajny Raport Millingtona” jest pozycją niezwykle mnie intrygującą, bynajmniej ze względu na fabułę. Intryga oczywiście jest wciągająca, a zagadka jak najbardziej satysfakcjonująca, jednak książka Martina ZeLenay złapała mnie za kołnierz znacznie wcześniej. Jak informuje nas okładka, autor jest najważniejszym dla amerykańskiego wywiadu Polakiem od czasów Kuklińskiego. Można spekulować, czy to prawda, czy tylko sprytny chwyt marketingowy wydawcy, tak jak to było w przypadku „Inferno” Dana Browna, którego tłumacze pracowali w wynajętym bunkrze z dala od prasy. Szybkie wyszukiwanie na Amazon.com nie daje nam wiele. „Drugi raport Millingtona”, bo tak w oryginale nazywa się książka, co swoją drogą w odniesieniu do fabuły ma więcej sensu niż polski tytuł, został opublikowany w 2010 roku przez wydawnictwo iUniverse zajmujące się selfpublishingiem. Recenzji brak, a notka biograficzna nie udziela żadnych konkretniejszych informacji poza zainteresowaniami autora. Polak, historyk pracujący dla amerykańskiego wywiadu i piszący literackie hity? Chcę w to wierzyć, bo „Raport” okazuje się być bardzo sensowną pozycją.Continue reading

Tym razem bez krewetek – Elizjum (2013)

Podziwiam twórcę „Dystryktu 9”, że potrafił drugi raz nakręcić to samo. Zmieniło się miasto, zmienił się główny zły, ale cel do którego dążą bohaterowie, stylistyka i główne przesłanie mające na celu uwypuklenie problemów współczesnego świata, o których mało się mówi publicznie pozostało to samo. A przynajmniej takie było zamierzenie, bo krytyka polityki USA i prezentacja problemów trzeciego świata zostają przysłonięte przez pędzącą fabułę pełną akcji i nie do końca spektakularnych wybuchów. A szkoda bo wystarczyło trochę bardziej pójść w dramat, pogłębić relację między bohaterami (chociaż wtedy posiadanie Matta Damona w obsadzie mogłoby być sporym problemem) i byłoby bardzo porządne kino science-fiction, ale nie.Continue reading

Podcast: Arrow sezon 1


Dzisiaj dla odmiany zamiast recenzji podcast. 50 minut radosnej rozmowy z Pawłem (Runek) i Justyną (Nyx) o pierwszym sezonie Arrow.
Dużo, dużo spojlerów, więc nie mówić, że nie ostrzegałem.
Ładnie wyszło, więc możecie się spodziewać większej ilości takich gadanin.

Stoker (2013)

Dawno nic nie publikowałem, warto jednak żebym wspomniał o Stokerze. Niestety przejdzie on przez kina bez echa (o ile już nie przeszedł), a jest to rzecz, pod wieloma względami warta zobaczenia. Wiele osób omija koreańskie kino szerokim łukiem, bo stereotypowo rzecz ujmując „wszyscy azjaci wyglądają tak samo” co widza potrafi skonfundować i ciężko widzowi utożsamiać się z koreańskim protagonistą nawet jeśli film tyczy się spraw dość uniwersalnych, o charakterze ponadkulturowym. Stoker daje malkontentom okazję do zmiany tego nastawienia poprzez próbę oprawienia amerykańskiego filmu w typową dla koreańskich filmów poetycką stylistykę obrazów i niedomówień.Continue reading

Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna (2003)

Ostatni film z Projektu Kino. Kategoria zaproponowana przeze mnie, czyli dramat koreański. Proponując miałem w głowie parę pomysłów na bardziej intrygujące tytuły, ale padło jednak na mojego ulubionego Kim Ki-duka i z racji tytułu, chyba najlepiej kojarzony jego film. Jestem przekonany, że istniejące obecnie już tylko w blogowym hadesie blogpostowe wcielenie mojego bloga zawierało notkę o „Wiośnie, lecie…” i możliwe, że ktoś pamięta jak bardzo zachwycałem się wtedy twórczością „mistrza słowa niewypowiedzianego”. Nie bez powodu Kim jest tak nazywany, a ja w pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Chociaż „Pusty Dom” uważam za lepszy przykład. Łatwo zatem się domyśleć, że w kwestii kina koreańskiego za bardzo obiektywny nie jestem. Oglądam sporo, Kima wręcz wielbię, więc już wiadomo jaką ocenę wystawię.Continue reading

Mystery Train (1989)

Postanowiłem być miłym dla Jarmuscha, bo dwa dni temu skończył równą sześćdziesiątkę. A i szczęśliwie się złożyło, że jedną z kategorii Projektu Kino były właśnie jego filmy. Szczęśliwie dla niego, bo ja niestety fanem nie jestem. Na Broken Flowers zasypiałem, Limits of Control mimo genialnej Tildy Swinton dostało ode mnie 5/10. Mystery Train jest trzecim filmem Jarmuscha, jaki wpada mi w ręce. Jeszcze jedno spotkanie miałem z nim przy okazji serialu Bored to Death, gdzie Jarmusch gra samego siebie. Ciężko jednak mi określić na ile Jarmusch z Bored to Death to sam Jarmusch, a na ile karykatura. W każdym razie mój prosty umysł przyswaja ostatnio tylko wysokobudżetowe produkcje z robotami i pochodne, więc jeśli urażę jakiegoś zagorzałego fana swoją oceną, to mam nadzieję, że będzie w stanie mi to wybaczyć. Zawsze kiedy staram się być miłym, to wychodzi mi to na opak.Continue reading