Pan Lodowego Ogrodu t.4

Najbardziej oczekiwana książka roku 2012? Dla mnie tak i pewnie dla wielu fanów fantastyki również. Niestety Pan Lodowego Ogrodu poza tym kręgiem nie zostanie doceniony, bo jest to czysto rozrywkowa literatura z domieszką szalonych, artystycznych wizji zaczerpniętych ze sztuki i popkultury, przez którą da się przejść bez wytężania zwojów mózgowych. Sztuka połączenia gustu fantastów z wysublimowanym gustem krytyków literackich udała się do tej pory jedynie Jackowi Dukajowi, bo stworzył dzieło, przez które ciężko przebrnąć zarówno fantastom jak i szanowanym krytykom. I pewnie nikt szybko tego sukcesu nie powtórzy.

Trzeci tom Pana Lodowego Ogrodu kończy się cliffhangerem, którego najlepszy amerykański serial mógłby pozazdrościć, a George R. R. Martin stwierdziłby, że do ideału brakuje tylko, żeby ktoś popisowo zginął. Tom czwarty od razu wrzuca nas w wir akcji i trzyma w napięciu przez pierwsze kilkadziesiąt stron (książka ma ponad 800 stron, więc ładne tomiszcze), by później już zwolnić i pozwolić czytelnikowi na poukładanie wszystkich klocków, które tak skrzętnie zbieraliśmy czytając poprzednie tomy, na swoich miejscach. Naturalnie można mieć do autora o to pretensje, że akcja zwalnia zamiast lecieć na łeb, na szyję i trzymać w napięciu przez całe 800 stron, ale tak między bogiem, a prawdą… nie spodziewaliśmy się tego? Wielkiego planowania, zazębiania wszystkich wątków, odnajdywania postaci zagubionych gdzieś tam w trakcie wędrówki Filara? Może nie jestem z tego zadowolony, ale było to nieuniknione, konieczne wręcz. Szkoda tylko, że ma to także wpływ na charakter narracji. Wielostronicowe narzekania Vuko i jego kombinowanie jak koń pod górkę, które były znakiem rozpoznawczym Pana Lodowego Ogrodu, chowają się na dalszy plan, a na pierwszy wychodzi Filar i to co było w poprzednich tomach pierwszoosobową narracją Filara miesza się z trzecioosobową narracją o Vuko. Wszystko oglądamy z dystansu i nie da się uciec wrażeniu, że Vuko z głównego bohatera stał się tylko jednym z wielu bohaterów wielkiego widowiska przygotowanego przez Grzędowicza. Naturalnie po przeczytaniu całości zabieg ten staje się zrozumiały, nie mniej mały niedosyt pozostaje. Samo rozwiązanie fabularne kończące książkę, też mogłoby bardziej zaskakiwać niż wywoływać uśmiech na twarzy, ale i tak jestem bardziej niż zadowolony. Żadna inna książka przeze mnie przeczytana w tym roku, nie sprawiła mi tyle przyjemności co finał Pana Lodowego Ogrodu.

A porównując tom czwarty do reszty? No cóż, zdecydowanie bardziej jestem fanem wcześniejszych rozwiązań stosowanych przez autora, a i pierwszy tom zaskoczył mnie zupełnie nieznaną wówczas jakością i pomysłowością. A było to bagatela 7 lat temu! Długo. Chociaż z drugiej strony taki Ken Follett potrafi jeden tom przez 8 lat pisać…  Nie mniej, jeśli ktoś spyta się mnie kiedyś o najlepszy polski cykl fantastyczny, to bez namysłu odpowiem: Pan Lodowego Ogrodu! Teraz tylko czekać aż HBO nabędzie prawa do ekranizacji i zrobi z tego serial lepszy od Gry o Tron.

OCENA: 8/10

Ps. Dodatkowo jestem zachwycony akcją promocyjną zorganizowaną przez wydawnictwo z okazji premiery. W ten sposób zdobyłem przepiękny, unikatowy plakat, a książkę nabyłem 5 zł taniej. Same plusy!

2 Comments

  1. Runek
    31 grudnia 2012

    Właśnie skończyłem czytać PLO4 i niniejszym udenie rzam w nerd rejdż. Autor nie rozumie słowa „subatomowy” i nie wie co to jest orbita geostacjonarna. Poza tym nie rozumiem jak to możliwe, że ani żaden z naukowców (chyba że już po opuszczeniu stacji) ani Vuko nie domyślili się czym jest tamtejsza magia. Ale czytało się przyjemnie.

    Odpowiedz
    1. Iscariote
      31 grudnia 2012

      Ciężkie pytanie zadałeś, ale chyba trochę mogło im to zająć. Zwróć uwagę, że tylko Vuko jako posiadac z cyfrala wizualizował sobie te drobinki i mógł je widzieć. Jak to robiła reszta? Nie jest powiedziane. Chociaż w Lodowym Ogrodzie używali technik wysysających „magię”… więc ciężko się nie zgodzić, że jest to pewnie niedociągnięcie. Albo po prostu spore uproszczenie 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *