Piąty Wymiar (2009)

piaty wymiar

Melissa George urzekła mnie swoją urodą podczas oglądania jednego z moich ulubionych seriali, czyli  „Agentki o Stu Twarzach”. Oczywiście wcześniej też widziałem parę filmów z jej udziałem, jednak dopiero po „Agentce” zacząłem zwracać na nią większą uwagę. Nie jest może jakąś wybitną aktorką dramatyczną, ale ma coś takiego słodkiego w buzi, że oczu oderwać nie mogę czasami. Poszedłem więc do kina na ostatnio goszczący u nas film „Piąty Wymiar” z nią w roli głównej, aby oddać jej taki mały, osobisty hołd. Bo przecież mogłem ten film zdobyć w sposoby inne niż powiedzmy oficjalne, ale nie. I nie żałuję wydanych 14 zł, bo to całkiem udany film był. Może nie do końca horror i też nie thriller jak głoszą kategorie przy opisach, a paranormalny film grozy, dreszczowiec? W każdym razie bardziej zbliżone do fantastyki, co mnie osobiście nie przeszkadzało. I jeszcze na wstępie ostrzegę, że żeby dobrze odebrać ten film, to najlepiej nic o nim nie wiedzieć przed oglądaniem. Nie jest to jakieś wybitne dzieło,  a formułę akurat ma taką, że wystarczy tylko lekka sugestia żeby zrozumieć o co chodzi już na wstępie i zepsuć sobie cały seans. Jednak jest to produkcja na tyle ciekawa, że warto poświęcić jej te półtorej godziny. I chociaż postaram się nie spoilerować, to nic nie obiecuję, więc dalej czytacie na własną odpowiedzialność i nie mówcie, że nie ostrzegalem.

Jess nie jest szczęśliwa w życiu. Jest kelnerką  i samotną matką, a do tego jej dziecko ma autyzm. Aby odetchnąć postanawia wziąć udział w małym rejsie, na który zaprosił ją chłopak przychodzący co jakiś czas do restauracji, w której pracuje by ją podrywać, a przy okazji zjeść. Jess jednak od początku wyprawy ma złe przeczucia i jak się okazuje dosyć słusznie. Pojawia się tajemnicza burza, łódka się wywraca i jedna z dziewczyn ginie. Sytuacja jest beznadziejna. Na horyzoncie pojawia się jednak nadzieja – statek pasażerski. Bohaterka wraz ze znajomymi dostaje się bez większego trudu na pokład. Ten jednak jest opustoszały, a uczucie niepokoju wzrasta kiedy Jess mówi, że to wszystko wydaje jej się dziwnie znajome. Uczucie deja vu podąża za nią krok w krok. Dlaczego? Co Jess ma wspólnego z opustoszałym statkiem pasażerskim?

Tak z grubsza prezentuje się początek filmu. Dalej oczywiście następuje bieganie po statku, ale nie martwcie się. Nie jest to kolejny film z cyklu „zaraz coś wyskoczy zza rogu i rozłupie ci głowę”. Twórca filmu (scenarzysta i reżyser w jednej osobie) miał świetny pomysł i skupił się na jego rozwijaniu, a nie na usilnych próbach nastraszenia widza przy każdej nadarzającej się okazji. Bohaterka stara się rozwiązać zagadkę, a my ruszamy w ślad za nią. Więc jak mówiłem, nie jest to konwencjonalny horror. Ba, można nawet spokojnie stwierdzić, że jest mało straszny. Dla jednych będzie to zdecydowany minus. Dla mnie akurat nie. Zwłaszcza, że fabuła mnie wciągnęła. Podobnie jak w „Incepcji” (chociaż to zdecydowanie inny poziom i klimat) mamy wielopoziomową konstrukcję. Jeśli się człowiek za bardzo nie skupi na szukaniu dziury w całym, to ani się nie pogubi, ani nie będą razić go dość oczywiste głupoty i niedopatrzenia w paru miejscach. Te jednak spokojnie dałoby się poprawić, więc w tym miejscu zdecydowany minus i przestroga dla twórcy. Można było bardziej zamotać  widzem, odwracając uwagę od niedociągnięć dodając kolejny poziom. Wtedy skupić by się trzeba było mocniej, chociaż wtedy twórca miałby szansę zepsuć coś jeszcze bardziej. Albo wręcz przeciwnie uprościć. Efekt z grubsza dostalibyśmy ten sam, a może parę niejasności zostałoby wykluczonych w przedbiegach.

Moją uwagę zwróciły jeszcze dwie rzeczy. Zdecydowanie pozytywnym aspektem jest muzyka w filmie, a szczególnie wątek przewodni z początku i końca filmu. Chociaż w końcówce ja widziałbym najchętniej Dead Reckoning Clinta Mansella. Natomiast zdecydowanie niepozytywnie wypadają efekty komputerowa. A to dlatego, że model nadpływającego statku, momentami też woda czy ptaki są stworzone chyba w tej samej technologii, która wykorzystywana jest we wszystkich produkcjach Syfy Channel, a kto oglądał np. Megashark vs Giant Octopus, ten wie jakie to jest słabe. Krótko mówiąc, nie można mieć wszystkiego.

Więc jeśli nie będzie za dużo oczekiwać to z pewnością się nie zawiedziecie. Zaskakujący pomysł, ładna Melissa George i parę dobrych scen umiliły mi dzisiejszy wieczór. Niestety aby być uczciwym, z powodu paru niedociągnięć i ekhm…  efektów specjalnych, więcej niż 7/10 dać nie mogę.

OCENA: 7/10

imdb: 6.8/10 (ponad 10.000 glosow)

3 Comments

  1. sylwia
    6 stycznia 2011

    Te ‚efekty specjalne’ były tak rażące, że aż zastanawiałam się czy nie zrobili tego celowo (o ile można coś takiego zrobić celowo). W ogóle zdjęcia ‚zewnętrzne’ na pokładzie, na tle wody/nieba były kręcone w specyficznym stylu, jakby z lekką aberracją chromatyczną, zauważyłeś?

    Odpowiedz
    1. Iscariote
      6 stycznia 2011

      Zauważyłem, ale nie wiedziałem, że to ma taką nazwę 😛 Trudne słowa nie są moją specjalnością.
      Co do efektów, to wydaje mi się, że tutaj po prostu chodziło o koszta, stąd taka niska jakość.

      Odpowiedz
  2. Phiceinef
    31 stycznia 2011

    Dzieki za ciekawy blog

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *