Porównanie: słuchawki typu Clip-On

Dzisiaj zupełnie coś z innej beczki jak widać. Kilka przemyśleń na temat słuchawek typu Clip-On, które już zdążyłem wypróbować i mam nadzieję, że może ten wpis pomoże komuś dokonać w przyszłości przemyślanego zakupu.
Co to ten Clip-On i czemu akurat ten model sobie upatrzyłem? Prosta sprawa. Zwykłe tzw. pchełki mają to do siebie, że wypadają dość często z uszu. Przynajmniej moich i nie zdarzyło mi się jeszcze żeby było inaczej. Do tego po prostu nie lubię mieć tego wetkniętego w ucho, a i telewizje śniadaniowe alarmują, że to niezdrowe i można ogłuchnąć. Druga rzecz, że sporo biegam, więc słuchawki muszą dobrze trzymać się uszu i nie spadać. Mógłbym wybrać wyjście pośrednie między Clip-On, a pchełkami czyli tzw. ślimaczki, ale moim zdaniem Clip-On są wygodniejsze i design bardziej do mnie przemawia.

Poniżej trzy modele, które do tej pory wypróbowałem. W jakieś techniczne zawiłości nie będę się zagłębiać, raczej kilka praktycznych informacji, które dla mnie, jako przeciętnego użytkownika miałyby największe znaczenie.

Thomson HED71N

Od tych słuchawek zaczynałem. Czemu? Bo były najtańsze. Marka Thomson należy do niemieckiego koncernu Hama. Nazwę z pewnością kojarzy większość bywalców Media Marktów, czy Saturnów, bo produkują 1/3 asortymentu kabelków i tym podobnych produktów w tych sklepach. Pierwsze co się rzuca w oczy to pozłacana końcówka, co jest rzadkością przy tanich słuchawkach. Do tego ciekawy design, moim zdaniem prezentują się naprawdę dobrze. Ale są grube. Po założeniu sporo odstają od uszu. Dlatego też zausznik mocno je dociska do ucha. Z jednej strony dobrze, bo nie ma luzów i raczej ciężko żeby same się odgięły od uszu. Jednak jak widać zauszniki mają walcowaty kształt, co może być niewygodne i przy dłuższym noszeniu ucho zaczynało mnie boleć. Nie mniej byłem z nich całkiem zadowolony. Ponad rok służyły mi dobrze. Początkowo biegałem z telefonem przypiętym do ramienia. Nie wiem jak ludzie mogą tak biegać, ale dla mnie było to niewygodne i nie bardzo wiedziałem co zrobić z kablem. Dlatego zacząłem biegać z telefonem w ręku, a kabel owijałem wokół dłoni. Po roku owijka przy mini jacku zaczęła pękać aż pojawił się nagi kabel. Nawet kilka miesięcy tak wytrzymały, z bebechami na wierzchu, ale w końcu przyszła na nie pora. Nie mniej byłem z nich bardzo zadowolony. Stosunek jakości wykonania do ceny jest bardzo dobry. Jakości dźwięku można by się przyczepić, bo przy głośniejszym słuchaniu pojawiają się już wyraźne szumy, ale jeśli ktoś nie jest typowym audiofilem to nie powinno być z tym problemu.

CENA: 25-35 zł 

 Koss KSC/21

 

Te wytrzymały jedynie trzy miesiące. Koss to (i tu zaskoczenie) również marka należąca do koncernu Hama, jednak są to słuchaweczki z trochę wyższej półki cenowej niż Thomsony. Nieznacznie ale jednak. Ciężko je zdobyć, w sumie pozostaje chyba jedynie allegro. Kiedy do mnie przyszły i wziąłem je do rąk to miałem mocne obawy, że zostałem oszukany i to jakaś chińska podróbka. Są niesamowicie lekkie i miałem wrażenie, że plastik pęknie przy trochę mocniejszym ściśnięciu między palcami. Ale nie, okazało się, że dają radę. Jakość dźwięku lepsza niż w Thomsonach. Bez problemu odczuwalne basy. Jednak pierwszy poważny problem z tymi słuchawkami jest taki, że zauszniki są bardzo luźne. Nie mają żadnej blokady, można je wygiąć o 180 stopni. Bardzo mnie to denerwowało ostatnimi dniami, kiedy opatulony w szalik po uszy przekręcałem głowę i nagle okazywało się, że słuchawka odstaje luzem. Nie powinno tak być. Do tego zauszniki nie dociskają do ucha tak dobrze jak powinny więc nie da się w pełni korzystać z ich możliwości dźwiękowych. Tych już nie owijałem wokół dłoni, telefon po prostu trzymałem w kieszeni. Mimo to po zaledwie trzech miesiącach użytkowania kabelek przy mini jacku przestał stykać. Nawet ciężko stwierdzić czemu, bo owijka jest nienaruszona. Więc osobiście nie jestem z nich zadowolony. Chociaż prezentują się całkiem przyzwoicie.

CENA: 35 – 45 zł 

Creative EP-550

Najnowszy nabytek. Jak zauważyliście pewnie, każde nowe słuchawki, które kupuję są droższe od poprzednich. Creative to znana marka, fuszerki raczej nie robią, uznałem więc że warto zainwestować. I póki co jestem z nich najbardziej zadowolony. Są bardzo cieniutkie, nie odstają tak od uszu, a zauszniki są połączeniem rozwiązań z dwóch wcześniejszych modeli. Są przez to bardzo wygodne, a jednocześnie dobrze dociskają do uszu. Jakość dźwięku jak to w produktach tej marki, bardzo dobra. Chociaż zauważyłem, że są ciche jeśli odtwarzacz ustawiony jest na np. połowę głośności, w porównaniu z innymi słuchawkami. Dopiero im później jest spory skok w głośności i robią się naprawdę głośne, ale nie polecam tak słuchać. Prosty, ale ładny design, czarne kółko z jasną informacją – Creative. Jak dla mnie na plus. Pozłacany mini jack, u mnie jednak nie jest taki mały jak na obrazku, mój jest złamany. Ale jak dla mnie nie robi to różnicy. Mam nadzieję, że tutaj kabelek wytrzyma dłużej.

CENA: 45-60 zł 

Mam nadzieję, że przyda się komuś ten wpis. A jeśli ktoś zna jakiś niezawodny sposób na uchronienie kabelka przy mini jacku od urywania się po dość szybkim czasie, to chętnie przygarnę.

 

1 Comment

  1. O to mi właśnie chodziło
    18 sierpnia 2013

    O to mi właśnie chodziło!
    Dobra robota, creative’y kupione.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *