Prasa, Internet i komiksy

W 2003 roku BBC wydało na świat mini-serial pt. „Stan Gry”. Osiągnął on tak duży sukces, że zaledwie sześć lat później ambitny reżyser, Kevin Macdonald (twórca chociażby świetnie przyjętego z powodu roli Foresta Whitakera „Ostatniego Króla Szkocji”) postanowił przenieść go na duży ekran. Wyczyn nie lada, z sześciogodzinnej intrygi stworzyć taką na dwie godziny i to jeszcze tak by zachować cały sens i nie zgubić widza gdzieś po drodze. Sceptycyzm w tym momencie byłby jak najbardziej usprawiedliwiony. Jednak udało się to w stopniu przekraczającym wszelkie oczekiwania. Macdonaldowski „Stan Gry” był jednym z najlepszych filmów jakie można było w 2009 roku zobaczyć na ekranach kin. Nie tylko wciągał sprawnie przeprowadzoną intrygą polityczną i świetną grą aktorską Russela Crowe, czy Helen Mirren, lecz także dodatkow poruszał temat prasy w XXI wieku tworząc jakby odrębną powieść w powieści. Serialowy pierwowzór skupiał się jedynie na intrydze, tamtejsza Della była zwykłą reporterką. Sześć lat później u boku Crowe’a nie staje zwykła dziennikarka. To już blogerka, co jest parokrotnie podkreślane. Wierny tradycyjnemu dziennikarstwu Cal zostaje poproszony, by wziąć pod swoje skrzydła młodą dziennikarkę z internetowego wydania gazety. Zderzenie dwóch medialnych światów i początkowa niechęć głównego bohatera do dziewczyny ma uzmysłowić widzowi, że ewolucja prasy jest nieunikniona i dzieje się właśnie tu, teraz, w domu każdego z nas. I nikt nie ma pewności, czy to wszystko idzie w dobrą stronę.

O „Stanie Gry” przypomniałem sobie kilka dni temu, kiedy  to dowiedziałem się, że „Przekrój” zmienia swoją cenę i objętość. Jest tańszy i cieńszy, jednak jest go więcej w Internecie! Sześć razy więcej, jak głoszą reklamy. I zaczęło mnie to zastanawiać. W końcu nie jest to eksperyment, a decyzja podjęta na podstawie kalkulacji wydawcy. Nie znam za dobrze realiów wydawniczych, jednak wydaje mi się, że zmniejszenie objętości pisma oznacza, że sprzedaż spadła i teraz podejmowane są próby ratunku. Wyciągam więc następujący wniosek, ludzie nie kupują gazet. Uogólniam, bo jestem przekonany, że „Przekrój” to tylko początek tej medialnej rewolucji i za nim pójdą inne tytuły prasowe. Nie za miesiąc, czy dwa… może za rok, może za pięć lat, ale z pewnością tak. Wszystko wraz z ekspansją Internetu w domach. Bo po co wychodzić do kiosku, skoro to wszystko można przeczytać bez ruszania się z domu na ekranie domowego komputera, iPada, czy telefonu nawet. Nie trzeba  się wysilać schodzeniem po schodach i marszem wzdłuż ulicy, a do tego jest taniej albo nawet za darmo! No i można sobie wybrać co chcemy czytać.  Gdzie się podziała dziennikarska misja? Wyobraźmy sobie świat za sto lat, kiedy książka na półce będzie oznaką snobizmu, natomiast e-book będzie codziennością. Jaką wartość będzie miało napisanie książki, skoro w erze e-booków każdy będzie mógł w domu napisać co tylko chce, wrzucić to w pdfa i sprzedawać w Internecie za 50 eurocentów od pobrania, a wydawanie czegokolwiek w wersji papierowej będzie nieopłacalne? Ceny wszystkiego idą w górę, stąd też sukces internetowych mikropłatności, dzięki którym w parę sekund masz co chcesz, a twój portfel nawet nie poczuł, że coś się stało. W końcu „wirtualne” pieniądze prościej wydawać.

Taka przyszłość nam się szykuje, a ja obserwuję i mam wrażenie jakby nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, albo co gorsza, nie przejmował się tym. Przykładem niech będzie to czym komiksowa blogsfera żyła ostatnimi tygodniami, czyli komiksowe wydanie katowickiej Gazety Wyborczej. Akcja polegała na promocji Katowic jako miasta wspierającego szeroko pojętą kulturę, zatem i komiks. Wszystko w ramach ESK. Gazeta udostępniła jeden numer polskim twórcom, aby teksty przygotowane na ten dzień mogli przerobić na komiksy . I w takiej zmienionej formie numer się ukazał, a wszyscy którzy chcieli gazetę w formie „tradycyjnej” odsyłani byli na stronę internetową. Komiks jednak według mnie nie sprawdził się jako medium przekazu informacji . To co otrzymali ślązacy, było jedynie luźnymi interpretacjami pełnowartościowych tekstów. Nad jakością tych komiksów jako samodzielnych tworów nie będę się rozwodzić w tym momencie. Zastanawia mnie tylko dlaczego ktoś chcący promować kulturę, chwalący się sporymi osiągnięciami w tej kwestii, skąpi na nią pieniędzy? Bo o ile ciekawiej i dojrzalej wyglądałoby to, gdyby wydano gazetę w dwóch wersjach, normalnej i komiksowej. Wybrano jednak drogę na skróty. Opcję tańszą, łatwiejszą i szybszą – Internetową. I nie jest to moim zdaniem żaden sukces. Komiksiarze cieszą się, bo w końcu ktoś ich dostrzegł. I to „w końcu” pojawia się za każdym razem gdy tylko pojawi się słowo „komiks” w mediach. Miasto i gazeta cieszą się, bo promowali kulturę dając możliwość wykazania się twórcom, chociaż tak naprawdę wciskali komiks ludziom na siłę bardziej jako „gratis”, czy próbkę niczym naskakujące na nas hostessy w marketach. Próbkę, którą potem wyrzucamy do kosza, gdy tylko się oddalimy.

Owszem, Internet ma swoje plusy, jednak, jak niedawno pisał w jednym ze swoich newsweekowych felietonów Szymon Hołownia, we wszystkim potrzeba umiaru i to jest coś czego brakuje. Może warto by było przekalkulować jeszcze raz ilość plusów, skonfrontować ją z ilością minusów i zastanowić się, czy aby na pewno te wszystkie mamiące nas , internetowe wygody są tego warte. Bo chyba nie chcemy przecież potem wyglądać jak w „Wall-E”, gdzie ludzkość zamienia się w otyłą, bezmózgą masę mogącą dostać wszystko z poziomu lewitującego fotela? I o to pytam ja, przerażony tym co się dzieje, a mimo wszystko publikujący na blogu Tomasz hipokryta.

4 Comments

  1. Mirzka
    31 marca 2011

    Panikujecie, panie Tomaszu.

    Masa może i będzie otyła, ale czy na pewno bezmózga? Przecież nie ma żadnego dowodu na to, że ilość czytanych gazet/książek przekłada się na inteligencję. Już prędzej inteligencja przesunie się z jednostki na zbiorowość, tak jak za starych, dobrych czasów pierwszych ognisk i koła. Pfff, umiar. Od połowy XV w. druk jakoś nie miał umiaru wypierając przy tym zacne tradycje przekazu ustnego.

    Ja tam popieram przejście do cyfryzacji, choćby ze względu na drzewa. Razi mnie natomiast cena. 2,46 zł za artykuł na gazecie.pl? Kpina. Dokładam drugie tyle i mam cały magazyn. Dziennikarz to zawód, który niestety odchodzi do lamusa. Przykro mi, ale pewnie bednarzom i kowalom też było przykro.

    „State of the play” – świetny film. Serialu nie widziałam.

    Odpowiedz
  2. Kuru
    8 kwietnia 2011

    A ja się zgodzę z ‚panem Tomaszem’.

    wystarczyć spojrzeć na Amerykę, jej rozwój i grubych niezbyt inteligentnych Amerykanów. Niestety maszyna już ruszyła i raczej już nie da się tego procesu zatrzymać, a skutki można już zobaczyć u najmłodszych pokoleń.

    Jednak myślę, że zawsze znajdą się ludzie, którzy będą woleć oryginalną formę od elektronicznej i w nich pokładam swoją nadzieje 🙂 Ja sama chyba nigdy nie przekonam się do e-booków, tak samo jak nie mogę się przekonać do wysyłania e-maili zamiast tradycyjnych listów.

    Oczywiście internet ma swoje zalety jednak jest ich mniej niż wad. Tym bardziej, że ludzkość potrafiła się bez tego obyć aż do teraz.

    A jeśli chodzi o drzewa… tak czy siak zostaną ścięte żeby wybudować nowe domu, drogi i supermarkety…

    Odpowiedz
  3. Misiael
    10 kwietnia 2011

    @Kuru
    Grubi, niezbyt inteligentni Amerykanie vs. konsumujący mamucie mięso przy ognisku Polacy. Miłego ulegania stereotypom życzę.

    Odpowiedz
  4. Mirzka
    16 kwietnia 2011

    @Kuru Oczywiście, że znajdą się ludzie, którzy będą woleli mieć papier, tak samo jak winyle, kasety VHS czy magnetofonowe. Nie widzę tylko żadnego sensu w drukowaniu gazet, skoro publicystyka i tak przeniosła się do internetu. Spójrz na siebie, mówisz, że nie jesteś przekonana do maili, ale zostawiasz komentarze na blogu zamiast słać listy do gazety, prawda? Papier zostawmy książkom i komiksom. Nie ma sensu marnować go na coś, co przeczyta się raz, a później i tak wyrzuci do kosza.

    Udowodnij, że internet ma więcej wad niż zalet. Na każdy argument odpowiem Ci kontrargumentem.

    Proszę Cię, na ścięcie choćby jednego drzewa trzeba mieć pozwolenie. Nie jesteśmy już krajem szybkiej rewolucji przemysłowej, teraz przeważnie buduje się na nieużytkach, bo jest to bardziej opłacalne.

    Co do Amerykanów – całkowicie zgadzam się Misiaelem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *