Przypadek Harolda Cricka (2006)

Ten film był moją prywatną nemezis od kiedy się pojawił i szczerze go nienawidziłem, chociaż nawet go nie widziałem. A wszystko przez to, że oryginalny tytuł brzmi „Stranger Than Fiction”. Kiedyś, jakiś miliard lat temu na kanale Puls obejrzałem film o takim właśnie tytule. To był jeden jedyny raz kiedy w ogóle udało mi się o nim usłyszeć. Nie zna go prawie nikt, nigdzie nie jest emitowany, a jeśli wpiszecie w Google hasło „Stranger Than Fiction”, to w 97% wyników wyskakuje właśnie film z Willem Ferrellem z 2006 roku. Film, którego szukam, to świetna thrillero czarna komedia pomyłek. Obraz wyreżyserowany przez Erica Brossa, człowieka który nie poszczycił się żadnym innym wybitnym dziełem. Chyba że ktoś zna i lubi „Krwiożercze wampiry”, horror z Lucy Lawless (Xena). Można go kupić za jakieś grosze na dvd w marketach, ale nie polecam specjalnie. Ale nie o tym miałem pisać. W końcu mnie i mojej nemezis udało się spotkać. I tak jak komedyjki z Ferrellem uważam za dość denne, a sam Ferrell średnio mnie rusza, pomijając film „Ostrza Chwały”, które może nie są specjalnie wybitne, ale akurat z taką parodią łyżew mógłbym się zgodzić, a do tego sceny na lodzie są zaskakująco nieźle nakręcone. I jak się okazuje „Przypadek Harolda Cricka”, będzie od dziś moim drugim filmem Ferrella, który polubię… Bo jak się okazuje wcale nie jest to prosta komedyjka. Ha, to nawet nie jest komedyjka. Ale w sumie o czym ja myślałem? Przecież od Marca Forstera, reżysera takich filmów jak Stay, czy Marzyciel, nie mogłem spodziewać się byle czego.

Film opowiada historię poborcy podatkowego (cholernie niewdzięczny zawód), którego życie jest poukładane co do liczby, co do przecinka. A przez to przeraźliwie nudne, depresyjne wręcz. Zatem początek filmu to chwyt prawie identyczny co w naszym „Dniu Świra”. Możemy czuć się dumni, że byliśmy cztery lata przed Amerykanami z takim typem bohatera. Ale w przeciwieństwie do Miauczyńskiego, życie Harolda Cricka zmienia się i to mocno, kiedy zaczyna słyszeć głos. Głos narratorki, która niedość że wie wszystko o Cricku, to jeszcze przewiduje jego rychłą śmierć. Crick staje przed pytaniem, czy słuchać głosu, czy jednak może się leczyć? W wątku równoległym poznajemy pisarkę, graną przez Emmę Thompson, która cierpi na brak weny. Nie wie bowiem, jak uśmiercić głównego bohatera jej najnowszej powieści… powieści o Haroldzie Cricku.

Nie jest to film wybitnie skomplikowany, ma zgoła dwa wątki. Cricka, który w obliczu nadciągającej śmierci zaczyna się zmieniać, zakochuje się itp. Nie jest to wątek niezwykle oryginalny, ale dobrze poprowadzony, ogląda się go przyjemnie, a duet Ferrell i Maggie Gyllenhaal bardzo udanie się dopełnia. I drugi wątek, wątek pisarki. Emma Thompson zagrała tu niezwykle wybitnie. Aż dziw, że dostała tylko jedną nominację do nagrody za tę rolę i to też do niespecjalnie prestiżowej, bo Saturna. A za np. niespecjalnie wyróżniającą się rolę w „Love Actually” dostała nominację do Złotego Globa. Kolejny przykład na to, jak bardzo niemiarodajne są te nagrody. W każdym razie pisarka Emmy jest niezwykle zniszczona swoim nałogiem, swoim brakiem weny i ciągłym gonieniem ze strony wydawcy. Postać niezwykle tragiczna, ale cały ten film jest hołdem oddanym właśnie greckiej tragedii. I szkoda tylko, że na końcu nie dzieje się tak, jak sugerują bohaterowie bo wtedy byłby to film niezwykle wybitny, a tak to końcówka troszkę go spłyca. Ale i tak podobała mi się taka historia w historii, w trochę komediowym sosie.

Więc póki co Haroldzie Cricku masz spokój z mojej strony, ale wiedz, że do tematu tej nieszczęsnej kradzieży tytułu i powolnego wypierania poszukiwanego przeze mnie filmu z globalnej świadomości jeszcze powrócę. Więc strzeż się!

OCENA: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *