Rubber (2010)

O nie, Tomasz znowu ogląda jakieś głupie, bezsensowne filmy, których normalny człowiek nie jest w stanie obejrzeć. I znając życie pewnie mu się spodoba, da mu absurdalnie wysoką ocenę i będzie wychwalać go jakby to było niewiadomo jakie dzieło kinematografii… I z przykrością stwierdzić muszę, że jeśli ktoś tak pomyślał po przeczytaniu tytułu posta, to dobrze mnie zna. „Opona” Quentina Dupieux faktycznie mnie urzekła pod paroma względami. Myślę jednak, że każdy recenzujący filmy osobnik miałby problem z ocenieniem tego „czegoś”. Bo ani to dobre, ani złe. Z jednej strony ma wszystko, czego potrzeba by stworzyć świetną produkcję, z drugiej strony wygląda na kicz do potęgi. I dlatego właśnie tak bardzo mi się podobało.

Fabułę „Opony” można właściwie by zmieścić w jednym zdaniu. Mamy ożywioną oponę (tak, oponę), która jeździ i zabija. Przynajmniej tak można stwierdzić po obejrzeniu trailera. Jest to jednak stwierdzenie bardzo krzywdzące film ponieważ fabuła jest bardziej skomplikowana niż by się zdawało. Ma konstrukcję ramową, gdzie dostajemy dwie, a nawet i trzy historie wplecione w siebie i wbrew pozorom wątek zabójczej opony nie jest wątkiem przewodnim, a jedynie impulsem napędzającym akcję. Można to zresztą stwierdzić już po pierwszych minutach filmu, kiedy to pokrętne przesłanie filmu powiedziane jest wprost widzom. Dosłownie. I nie chcąc psuć elementu zaskoczenia pozostawię ten temat otwarty do późniejszej dyskusji.

Skupmy się jednak na tym, co w tym tytule mnie urzekło. Wielopoziomowość fabuły z pewnością tak. Nie jest to może poziom skomplikowania i rozmachu jak w Incepcji Nolana jednak Dupieux sprawnie lawiruje między swoimi wizjami. Co więcej nie tylko koncepcyjnie jest sprawnie, ale i od strony realizatorskiej. Chociaż momentami poklatkowość rzuca się w oczy, to ożywiona opona wygląda całkiem realistycznie. Odpowiada za to głównie doskonałe kadrowanie i przejścia kamery, których pozazdrościć mógłby niejeden wysokobudżetowy thriller. „Opona” jest jednym z nielicznych filmów, które wprawiły mnie w zadumę właśnie poprzez samo kadrowanie i pracę kamery. Wszyscy z pewnością kojarzą genialną scenę hitchcockowską z prysznicem. Właśnie taki efekt osiągnięto w „Oponie”. Dlatego też wszelkie mieszane uczucia są w pełni na miejscu. Bo skoro ktoś tak dobrze operuje kamerą, wie co powinno się wydarzyć, jak i kiedy, to czemu ten ktoś kręci film o morderczej oponie?

Nie da się jednak pisać o tym filmie i nie wspomnieć o wierzchniej warstwie absurdu i kiczu, którego wszyscy się spodziewają po tym tytule. Owszem, jest tego sporo , jednak nie na tyle by móc nazwać ten film parodią horroru klasy B. Trudno jednak brać na poważnie film z oponą radośnie śmigającą przez pustynię do radosnych dźwięków, nieważne jak bardzo poważnie byłoby to nakręcone. Więc jak sensownie ocenić taką mieszaninę porządnego rzemiosła filmowego z kiczem i absurdem? Ciężki orzech do zgryzienia. Dlatego też właśnie tak wysoko oceniam ten tytuł. Bo czasem film nie musi mieć sensu by być dobrym filmem. Nie musi też być skrajnie surrealistyczny. Wystarczy, że będzie sprawną produkcją z oponą w tle.

Nie jestem w 100% pewien, ale wątpię żeby ten tytuł pojawił się w naszych kinach. A szkoda. Bo ja z przyjemnością wydałbym pieniądze na przekór wszystkim drogim i jakże „sensownym” produkcjom i na przekór tym, którzy wzgardzą tym tytułem tylko dlatego „bo jest o żywej oponie, więc nie ma prawa być dobrym”.

Btw. Plakaty do tego filmu też są przewrotne.

MOJA OCENA: 8/10

ocena na imdb: 6.3/10 przy 1600 głosów.

O nie, Tomasz znowu ogląda jakieś głupie, bezsensowne filmy, których normalny człowiek nie jest w stanie obejrzeć. I znając życie pewnie mu się spodoba, da mu absurdalnie wysoką ocenę i będzie wychwalać go jakby to było niewiadomo jakie dzieło kinematografii… I z przykrością stwierdzić muszę, że jeśli ktoś tak pomyślał po przeczytaniu tytułu posta, to dobrze mnie zna. „Opona” Quentina Dupieux faktycznie mnie urzekła pod paroma względami. Myślę jednak, że każdy recenzujący filmy osobnik miałby problem z ocenieniem tego „czegoś”. Bo ani to dobre, ani złe. Z jednej strony ma wszystko, czego potrzeba by stworzyć świetną produkcję, z drugiej strony wygląda na kicz do potęgi. I dlatego właśnie tak bardzo mi się podobało.

Fabułę „Opony” można właściwie by zmieścić w jednym zdaniu. Mamy ożywioną oponę (tak, oponę), która jeździ i zabija. Przynajmniej tak można stwierdzić po obejrzeniu trailera. Jest to jednak stwierdzenie bardzo krzywdzące film ponieważ fabuła jest bardziej skomplikowana niż by się zdawało. Ma konstrukcję ramową, gdzie dostajemy dwie, a nawet i trzy historie wplecione w siebie i wbrew pozorom wątek zabójczej opony nie jest wątkiem przewodnim, a jedynie impulsem napędzającym akcję. Można to zresztą stwierdzić już po pierwszych minutach filmu, kiedy to pokrętne przesłanie filmu powiedziane jest wprost widzom. Dosłownie. I nie chcąc psuć elementu zaskoczenia pozostawię ten temat otwarty do późniejszej dyskusji.

Skupmy się jednak na tym, co w tym tytule mnie urzekło. Wielopoziomowość fabuły z pewnością tak. Nie jest to może poziom skomplikowania i rozmachu jak w Incepcji Nolana jednak Dupieux sprawnie lawiruje między swoimi wizjami. Co więcej nie tylko koncepcyjnie jest sprawnie, ale i od strony realizatorskiej. Chociaż momentami poklatkowość rzuca się w oczy, to ożywiona opona wygląda całkiem realistycznie. Odpowiada za to głównie doskonałe kadrowanie i przejścia kamery, których pozazdrościć mógłby niejeden wysokobudżetowy thriller. „Opona” jest jednym z nielicznych filmów, które wprawiły mnie w zadumę właśnie poprzez samo kadrowanie i pracę kamery. Wszyscy z pewnością kojarzą genialną scenę hitchcockowską z prysznicem. Właśnie taki efekt osiągnięto w „Oponie”. Dlatego też wszelkie mieszane uczucia są w pełni na miejscu. Bo skoro ktoś tak dobrze operuje kamerą, wie co powinno się wydarzyć, jak i kiedy, to czemu ten ktoś kręci film o morderczej oponie?

Nie da się jednak pisać o tym filmie i nie wspomnieć o wierzchniej warstwie absurdu i kiczu, którego wszyscy się spodziewają po tym tytule. Owszem, jest tego sporo , jednak nie na tyle by móc nazwać ten film parodią horroru klasy B. Trudno jednak brać na poważnie film z oponą radośnie śmigającą przez pustynię do radosnych dźwięków, nieważne jak bardzo poważnie byłoby to nakręcone. Więc jak sensownie ocenić taką mieszaninę porządnego rzemiosła filmowego z kiczem i absurdem? Ciężki orzech do zgryzienia. Dlatego też właśnie tak wysoko oceniam ten tytuł. Bo czasem film nie musi mieć sensu by być dobrym filmem. Nie musi też być skrajnie surrealistyczny. Wystarczy, że będzie sprawną produkcją z oponą w tle.

Nie jestem w 100% pewien, ale wątpię żeby ten tytuł pojawił się w naszych kinach. A szkoda. Bo ja z przyjemnością wydałbym pieniądze na przekór wszystkim drogim i jakże „sensownym” produkcją i na przekór tym, którzy wzgardzą tym tytułem tylko dlatego „bo jest o żywej oponie, więc nie ma prawa być dobrym”.

Btw. Plakaty do tego filmu też są przewrotne.

MOJA OCENA: 8/10

ocena na imdb: 6.3/10 przy 1600 głosów.

2 Comments

  1. Dariusz Woźniak
    23 marca 2011

    w ostatnim zdaniu napisałeś „sensownym” produkcją zamiast „sensownym” produkcjom

    Odpowiedz
  2. Iscariote
    23 marca 2011

    @Dariusz Woźniak taaa, cały ja ;] poprawione, dzięki

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *