Saga „Zmierzch”: Przed świtem. Część 1 (2011)

W ramach postanowienia, że będę pisać prawie o wszystkim co moje oczy widziały dzisiaj będzie o Zmierzchu. Wiem, wygląda to trochę niepoważnie obok wpisu o książce Zajdla, ale nie martwcie się. Będzie bez żartów. Można oczywiście się pośmiać i tak też robiłem za pierwszym razem, drugim razem… nawet za trzecim, ale powiedzmy sobie szczerze, ile można? Owszem, z byle czego arcydzieła się nie zrobi i większość zarzutów jakie można mieć do tego cyklu należy kierować do autorki tych jakże popularnych książek (których nie czytałem, więc staram się nie oceniać), a nie do filmowców. Zbyt dużo trzeba by było pozmieniać w całym cyklu aby było to zjadliwe dla ogółu. Target jednak jest jaki jest, sprzedało się to dobrze. I to nie tylko zasługa nastolatek utożsamiających się z główną bohaterką. Ja też się do tego przyczyniłem, bo byłem w kinie. I to nie raz. Na pierwszym „Zmirzchu” z ciekawości, na drugim dla pośmiania się w towarzystwie. Domyślam się, że sporo ludzi tak zrobiło. Więc nie ma za bardzo co narzekać i mieć pretensje, że to jest aż tak popularne i maglowane w kółko. W końcu powstało multum książek i seriali wampiryczno, zmierzcho odtwórczych. Normalna kolej rzeczy, trzeba to przełknąć i już. Na szczęście została jeszcze jedna część i koniec… do czasu aż świat nastolatków znajdzie sobie nową idolkę i nowy temat do hype’owania/ hate’owania.

Zabieg marketingowy, czyli podzielenie ostatniej części książki na dwa filmy kinowe jest w pełni usprawiedliwiony. Pieniądze. W przypadku Harry’ego Pottera działało, tutaj też działa. Efektem tego jest jednak rozciągnięcie akcji. I podobnie jak wydarzyło to się w Harrym Potterze, pierwszy film to szamotanina bez sensu przez większość czasu i na sam koniec trochę akcji, przedsmak tego co wydarzy się w części kolejnej. Czyli mamy Bellę i Edwarda przygotowujących się do ślubu. Wszystko do bólu słodko i idealnie. Rozterki narzeczonej wampira i dojrzewającej kobiety oraz wampir, który po raz kolejny wyznaje Belli, że jest potworem, zabijał ludzi i nie jest pewien czy to się uda. Nie rozumiem czemu w każdej części muszą to powtarzać, ale to robią. Do ślubu dochodzi, później mamy miesiąc miodowy, podczas którego również nic ciekawego się nie dzieje. Bella ma problemy jak podejść do swojego pierwszego razu, ale wszystko tak ładnie się układa i jest tak idealnie, że nie zdziwiłbym się gdyby po premierze przez Amerykę przebiegła fala utraty dziewictw. Później mamy trochę dramatu, znowu bezsensowna szamotanina i na koniec całkiem zgrabnie wyreżyserowana końcówka z idealnie dobranym momentem końcowym. Jest mocny suspens. Ostatnio w kinie spotkałem się z takim przy drugiej części Piratów z Karaibów. Tam jednak przez cały seans byłem wbity w fotel i nie spodziewałem się, że tak nagle utną mi film i zobaczę napisy końcowe. W przypadku „Przed świtem” wszystkiego się spodziewałem, nawet tego oczekiwałem, więc niespecjalnie mnie to zaskoczyło. Przyznać jednak muszę, że zachęca to do sięgnięca po następną część.

Pomijając fakt, że film przez większość czasu jest przeraźliwie nudny i przewidywalny, to cała filmowa saga „Zmierzchu” boryka się z jednym sporym problemem. Aktorstwem. Jest to dla mnie mocno dziwne, bo przez trzy poprzednie części powinni się czegoś nauczyć i postarać się ze swoich postaci wyciągnąć jak najwięcej, czemu zatem tego nie robią? Może po prostu się nie da. W każdym razie potencjał zmarnowany, bo przecież Pattinson złym aktorem nie jest. Wystarczy obejrzeć świetny film „Twój na zawsze”, aby oderwać od tego aktora jego wampiryczny wizerunek. Z Kristen Stewart jest trochę gorzej, bo ona zawsze wygląda na taką neurotyczną, widocznie taki typ urody. Ale nawet jeśli, to czemu w Zmierzchu doprowadza to do skali absurdu? Lautnera natomiast szkoda komentować.

I druga sprawa, która mnie zaskoczyła… rozumiem skupianie się na motywie romansu, bo przecież to jest to na czym zależy większości publiki, ale w tym filmie wcale nie ma drugiego planu. Reszta postaci jest bardzo trzecio, czwarto planowa i z niezrozumiałych dla mnie przyczyn są wcale niewyeksponowane. A przecież mamy całą plejadę wampirów, znajomych Belli, wilkołaków i innych postaci, na których rozwinięciu ten film zyskałby naprawdę wiele. Niestety jest jak jest.

Na plus dla tej części Zmierzchu: soundtrack, widoki, efekty specjalne czyli wilki, charakteryzacja i dobrze wybrana scena końcowa. Oceniam na 3/10, chociaż gdybym uparł się na bycie bardziej obiektywnym, to musiałbym postawić ocenę w okolicach 4,5. Ale na szczęście na moim blogu nie muszę być obiektywny.

OCENA: 3/10

3 Comments

  1. Nyx
    15 marca 2012

    „i jest tak idealnie, że nie zdziwiłbym się gdyby po premierze przez Amerykę przebiegła fala utraty dziewictw” – hahaha, padłam! 😉

    Pattinsona jako aktora nawet cenię, ale to samo jest ze Steward. Oglądałeś z nią jeszcze jakiś film? Sądzę, że w „The Runaways” zagrała dobrze 😉

    Odpowiedz
  2. Iscariote
    15 marca 2012

    Kilka filmów z nią widziałem. Ale akurat tego, o którym wspominasz nie. Ale mam w planach, bo właśnie już któryś raz z rzędu słyszę, że wyjątkowo dobrze tam gra. Kiedyś w końcu i dotrę do niego. :]

    Odpowiedz
  3. Ania
    30 października 2012

    auć 😉 16 wybieram się na enemef ze zmierzchem więc fani są wszędzie, niezależnie od wieku 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *