Skyfall (2012)

Bonda z Craigem albo kocha się, albo nienawidzi. Ja należę do gatunku wyznawców współczesnego kina akcji, więc jestem jak najbardziej za. Przy czym podkreślić trzeba, że jestem świadom, że Casino Royale jest najgorszym filmem bondowskim w dziejach. Z jednej prostej przyczyny. Nie ma tam Bonda takiego jakiego znaliśmy i uwielbialiśmy.  Co wcale nie przeszkadza mi postawić go w mojej pierwszej dziesiątce filmów sensacyjnych nakręconych po 2000 roku. To tak jak z mówieniem, że „Dom w głębi lasu” jest filmem słabym bo jako horror nie jest straszny. I co z tego? Dobry film, to nadal dobry film. Nie mniej w semantykę się nie zagłębiamy, a w Skyfall. Podczas gdy Campbell postanowił wywrócić uniwersum Bonda prezentując własną, alternatywną wizję przygód najsłynniejszego brytyjskiego agenta, Mendes postanawia wrócić na stare śmieci łącząc klasykę z nowoczesnością. Moim zdaniem wychodzi mu to idealnie. O Quantum of Solace nie ma co wspominać, bo Marc Forster niestety nic nie wniósł do uniwersum.

Więc o co chodzi z tym całym hypem na Skyfall? Z mojego punktu widzenia wygląda to następująco:

  • Skyfall jest tradycyjną, wysokobudżetową rozpierduchą bez CGI i green screena. Kiedy widzimy pościg motocyklowy po dachach istambulskich domostw (btw. jestem przekonany, że to ta sama miejscówka co w Uprowadzonej 2), to faktycznie ktoś tam jeździł motocyklem. Kiedy widzimy spadające na Bonda metro, to faktycznie mamy do czynienia z metrem, a nie komputerowo wygenerowanym modelem.
  • Każde ujęcie w Skyfall jest doskonałe. Czy to w scenach akcji, czy przy widoczkach. Dodatkowo mamy do czynienia ze świetnym montażem i ciężko jest tu do czegokolwiek się przyczepić.
  • Craig w garniturze wygląda dobrze, a Javier Bardem w roli złowieszczego Raoula Silvy wygląda zarazem przerażająco groteskowo i pociągająco niczym Joker w Dark Knight. Do postaci granej przez Ledgera naturalnie mu brakuje, bo Joker dodatkowo przerażał. Silva za to potrafi bardziej rozśmieszyć niż przerazić.
  • Niesamowita ilość smaczków i nawiązań do klasycznych Bondów, które odradzają w nas wiarę, że kolejna część Bonda będzie Bondem idealnym. Są na to duże szanse. O ile Mendes znów będzie reżyserować.
  • Piosenka Adele. Wiem, jest trochę monotonna, ale hipnotyzuje, a w połączeniu z wizualizacją ze Skyfall jest piękna. Po prostu.
  • Ben Whishaw jako Q, najlepiej zagrana postać, która niestety otrzymała za mało czasu antenowego. Jak zwykle zresztą w filmach z Bondem.

Natomiast jest  też naturalnie do czego się przyczepić. Jak każdy film z Bondem i ten jest momentami do bólu absurdalny i przegięty. Szczególnie końcowe akcje związane z tytułowym Skyfall. Ale kto by wymagał od filmów sensacyjnych realizmu? Realizm otrzymaliśmy w Uprowadzonej i pewnie jeszcze długo żaden film nie spowoduje u mnie takiego poziomu zadowolenia. Nie mniej Skyfall ustawił współczesnemu kinu akcji poprzeczkę bardzo wysoko. Zarówno pod względem realizacji jak i wypośrodkowania poziomu nierealności do poziomu autoironii (takim Niezniszczalnym 2 na ten przykład nie udało się to wcale, a zamysł mieli podobny). Na koniec pozostaje tylko żal, że dziewczyny Bonda nie bardzo zapadły po Skyfall w pamięć.

OCENA: 9/10 

1 Comment

  1. Ania
    5 listopada 2012

    marudzisz, zwięźle i na temat, i to się liczy 😉

    a co do filmu, zupełnie zapomniałam o Q! Faktycznie cudownie zagrana postać, możliwe, że w przyszłości dostanie troszkę więcej czasu

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *