Stoker (2013)

Dawno nic nie publikowałem, warto jednak żebym wspomniał o Stokerze. Niestety przejdzie on przez kina bez echa (o ile już nie przeszedł), a jest to rzecz, pod wieloma względami warta zobaczenia. Wiele osób omija koreańskie kino szerokim łukiem, bo stereotypowo rzecz ujmując „wszyscy azjaci wyglądają tak samo” co widza potrafi skonfundować i ciężko widzowi utożsamiać się z koreańskim protagonistą nawet jeśli film tyczy się spraw dość uniwersalnych, o charakterze ponadkulturowym. Stoker daje malkontentom okazję do zmiany tego nastawienia poprzez próbę oprawienia amerykańskiego filmu w typową dla koreańskich filmów poetycką stylistykę obrazów i niedomówień.

Początkowo można było mieć wątpliwości, czy taki projekt się uda. Zaczęło się od scenariusza napisanego przez Wentwortha Millera, który zasłynął z tego, że w jednym serialu udało mu się dwukrotnie, w dość komiksowy sposób, uciec z więzienia. Jak wiemy, Hollywood daje szansę każdemu, scenariusz więc powstał, a o reżyserię poproszono Park Chan-Wooka, twórcę kultowej już w pewnych kręgach trylogii zemsty. Ten z kolei na wyprawę za ocean zabrał swojego wiernego operatora Chung Chung-hoona i zaczęli kręcić. I jak się okazuje Miller poradził sobie wcale nie najgorzej jak na pierwszy raz, chociaż są pewne fabularne niedociągnięcia, a Park, stary wyrobnik zrobił to co robi najlepiej. Przy produkcji Stokera zaangażowane zostało jeszcze jedno duże nazwisko. Clint Mansell, głównie kojarzony z wyeksploatowanym już motywem do Requiem dla Snu, chociaż przeze mnie uwielbiany z innego powodu, zajął się oprawą muzyczną przy tym oryginalnym projekcie.

Główna bohaterka, 18 letnia India Stoker (grana przez prawie 24 letnią Mię Wasikowską) straciła w wypadku ojca i już nic nigdy nie będzie takie samo. W dniu pogrzebu pojawia się zaginiony wujek Charlie, inteligentny i charyzmatyczny gość, na którym momentalnie skupia się uwaga wszystkich, jakby momentalnie zapomnieli o jego starszym, zmarłym bracie. Jedyna osoba, która zachowuje w miarę trzeźwe spojrzenie na sytuacje to Mia, która obserwuje jak dopiero co poznany obcy mężczyzna wkupuje się uśmieszkami w życie rodziny Stokerów i nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie planował zaprzestać. Kim jest, gdzie był i jakie są jego prawdziwe motywy? Takie pytania stawia przed nami fabuła. Rozwiązanie tej zagadki okazuje się jednak niespecjalnie zaskakujące i odpowiednio wyjaśnione, co pozostawiło u mnie spory niedosyt. Jednak fabuła w Stokerze to tylko pretekst do pokazania zupełnie innej historii. Jakiej? To już każdy musi sobie sam zinterpretować, bo w tym leży piękno obrazów i niedopowiedzeń. Każdy dostrzega zupełnie coś innego. Dla mnie była to walka Indii z dojrzewaniem i próba konfrontacji ze światem, (bo nie ukrywajmy, domostwo Stokerów jest mocno przerysowane, a sami Stokerowie mentalnie zatrzymali się w latach 70tych, chociaż film dzieje się współcześnie) a jedynym mężczyzną Indii do tej pory był jej ojciec, więc w momencie śmierci ojca staje się ona wyzwolona i zaczyna szukać, sama nie wie do końca czego. Ktoś inny może ten film interpretować z perspektywy Charliego, a jeszcze ktoś inny może spojrzeć na rodzinę Stokerów jako całość (wieloznaczność tytułu). A ktoś jeszcze inny może sobie po prostu patrzeć na ładnie ułożone kadry i wzdychać „och jakie to piękne”.

Prawda niestety jest taka, że „koreańskość” Stokera jest jego zaletą, a także klątwą. Zauważyłem, że Amerykanie uwielbiają filmy gdzie jest treść, nie ma formy, albo odwrotnie. W Stokerze natomiast forma sama w sobie jest treścią i co więcej koresponduje z treścią scenariusza. A to już jest zbyt skomplikowana kombinacja. A szkoda. Mam nadzieję, że będzie jednak chociaż grupka ludzi, którzy po seansie Stokera sięgną po inne filmy Park Chan-Wooka, a może nawet trochę dalej zagłębią się w koreańskie kino.

Dystrybutorzy Stokera powinni atakować zewsząd potencjalnych widzów, że to nowy film twórcy Oldboya, a tymczasem okazuje się, że dla dystrybutorów to po prostu „Stoker”, film o dziwnej dziewczynce i jej pokręconym wujku. Tak jakby już na starcie go przekreślili. Szkoda.

OCENA: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *