Superman: Earth One

Komiks wydany w 2010 roku, w Stanach. Więc żadna nowość, sam przeczytałem go mniej więcej w okolicach daty wydania. Wspominam o nim jednak teraz, bo nadarzyła się okazja do przeczytania go po polsku. Nie, niestety żaden polski wydawca nie podjął się wydania tego tytułu, chociaż ja akurat uważam, że sprzedałby się nieźle. Jedna z grup translacyjnych wzięła go na warsztat i im możemy za niego dziękować. Tudzież karcić, zależy jaki kto ma stosunek do takiej formy udostępniania niedostępnych u nas komiksów. Ale wspomnieć myślę warto, bo tytuły spod znaku DC i Supermana nie są u nas zbyt dobrze spopularyzowane.

Superman był pierwszym superbohaterem, z jakim się spotkałem. Pamietam, że jako brzdąc oglądałem puszczane z VHSu odcinki bajki z lat 40stych i już wtedy mnie przeraźliwie nudziły. Później były filmy z Christopherem Reevem, które są dla mnie kultowe i chętnie do nich wracam. Szkoda tylko, że telewizja jakoś nie odbiera moich wyraźnych sygnałów myślowych z tą ogromną chęcią obejrzenia właśnie tych tytułów. Później długo, długo nic i osoba z Supermanem nieobeznana miała okazję zapoznać się z bohaterem za sprawą filmu Bryana Singera, który zamiast zwalczać szablon tylko go uwydatnił. W ten sposób jego film bardziej zakrawa o pastisz niż pretenduje do miana kontynujacji swoich poprzedników. Ah i jest jeszcze serial Smallville. Nie oglądałem dużo, więc nie wiem jak to się ma do komiksu… ale jest mało superbohaterski, prawda? Więc jak to jest, że facet, który kojarzony jest z byciem pierwszym superbohaterem i ma wszystkie najlepsze supermoce (standardowy zestaw, bo w sumie bohaterów z takimi mocami jest sporo i nie wszyscy są z Supermanem spokrewnieni) jest najbardziej lalusiowaty i  kiczowaty w swojej prawości? Na szczęście Superman: Earth One stara się przełamać ten stereotyp zaczynając historię od początku. Na świeżo. Nie wiem jak to jest, że DC ma czas na nagłe rebooty wszystkich serii (The New 52), a na porządny projekt trzeba czekać i czekać. Earth One bowiem ma być cyklem rebootów najważniejszych superbohaterów z uniwersum DC, odświeżając ich i uwspółcześniając. Jednak odstępy pomiędzy numerami są ogromne. W tym roku ma się pojawić Batman: Earth One… dwa lata po Supermanie… a sam Superman ma zapowiedzianą kontynuację w bliżej nieokreślonym terminie. Bardzo mnie to zastanawia, ale w politykę wydawniczą wielkich koncernów nie ma co wnikać. Przecież ona nie ma przekładać się na jakość, a ilość sprzedanych egzemplarzy i pieniąchy, dużo pieniąchów.

Scenariusz Superman: Earth One to dzieło klasyka, Straczynskiego. Fantastom znanego dzięki serialowi Babilon 5, który wciąż mam w planach. Historia, przyjmijmy takie założenie, nowego Supermana może kojarzyć się z tym co znamy z serialu Smallville. Bo o to mamy Clarka Kenta, który ukończył studia i wyrusza do Metropolis aby znaleźć pracę, odkryć siebie, a przy okazji zastanowić się, czy chce być superbohaterem. Późniejsze wydarzenia oczywiście sprowadzą go na ścieżkę, którą wszyscy znamy. To co ciekawe, to brak próby ukrycia prawdziwego pochodzenia Clarka, ani tajemnicy kryjącej się za unicestwieniem jego rodzimej planety. Dostajemy to praktycznie natychmiast na talerzu.  Kiedy pierwszy raz czytałem ten komiks byłem niezwykle uradowany, że w końcu jest historia o Supermanie, która mnie nie nudzi, nie odpycha, a wręcz przyciąga i sprawia, że chciałbym więcej. Teraz przeczytałem ją ponownie i niestety doszedłem do smutnej konkluzji… Jest to rzecz dobra, jednak nie wybitna i jeśli miałbym porównywać to ambicją historii, sposobem jej poprowadzenia, a nawet graficznie to Earth One przypomina mi to, co Marvel wydaje w swoich seriach raz na miesiąc! Historia bardzo przypomina mi Spider-mana z cyklu Ultimate. I przyznam, że z chęcią poczytałbym takiego Supermana jako odskocznie od universum Marvela, ale jeden zeszyt na dwa, trzy lata? No moje drogie DC, owszem jest to 130 stron, jednak trochę to przesada. W ten sposób sprowadziliście ten tytuł do miana zwykłej ciekawostki. Trochę szkoda.

I o co chodzi z głupim uśmieszkiem Clarka Kenta? Nie rozumiem…

OCENA: 7/10

2 Comments

  1. Nyx
    30 marca 2012

    Łeeee, Superman! Najgorszy po Hulku superbohater moim zdaniem. Moje uprzedzenie wynika chyba z tego, że filmy (nowego nie oglądałam) w ogóle mi się nie podobały. Jak byłam maluteńka, to Superman był dla mnie jeszcze jakcięmogę, ale jak podrosłam i miałam jakieś 8-9 lat, to już na jego widok miałam odruchy wymiotne.

    X-Men all the way! 😉

    Odpowiedz
  2. Iscariote
    31 marca 2012

    A oglądałaś Hulka z Nortonem? 😀 Po niej przekonałem się do tego zielonego bezmózga.

    Nie ogarniam jak mogą się te stare filmy nie podobać o_O

    Wolverine! 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *