Interstellar (2014)

Niestety należę do nielicznej grupy, która patrzy na Interstellar krytycznie. To nie jest zły film. Wręcz przeciwnie, to dobry film, ale sprzedany przez Nolana, jako coś znacznie lepszego, niż w rzeczywistości jest. I niestety większość to kupiła (ocena 9,3 w pierwszym tygodniu na IMDb). Wielka epopeja o szukaniu nowego miejsca dla ludzkości we wszechświecie, wariacje na temat 2001: Odysei Kosmicznej, pierwszy film, który pokazuje kosmos takim, jakim jest naprawdę (czyli zobrazowanym na tyle, na ile pozwala nam nasza obecna wiedza). I wszystko byłoby pięknie, gdyby Interstellar skupiło się na jednym zadaniu. Po dodaniu do tego bohaterów, fabuły, twistu (bo przecież jest obowiązkowy plot twist, który ma sprawić, że szczęka Ci opadnie i będziesz ją zbierać przez 10 minut z kinowej podłogi), filozoficznych przemyśleń, otrzymujemy trzygodzinny mix, któremu brakuje spójności, przez co ciężko uwierzyć w to, co dzieje się na ekranie. W każdym razie mnie było ciężko uwierzyć, bo przez większą część seansu zadawałem sobie pytania: „ale jak? po co? dlaczego?”. A później przyszedł twist. Continue reading

Tym razem bez krewetek – Elizjum (2013)

Podziwiam twórcę „Dystryktu 9”, że potrafił drugi raz nakręcić to samo. Zmieniło się miasto, zmienił się główny zły, ale cel do którego dążą bohaterowie, stylistyka i główne przesłanie mające na celu uwypuklenie problemów współczesnego świata, o których mało się mówi publicznie pozostało to samo. A przynajmniej takie było zamierzenie, bo krytyka polityki USA i prezentacja problemów trzeciego świata zostają przysłonięte przez pędzącą fabułę pełną akcji i nie do końca spektakularnych wybuchów. A szkoda bo wystarczyło trochę bardziej pójść w dramat, pogłębić relację między bohaterami (chociaż wtedy posiadanie Matta Damona w obsadzie mogłoby być sporym problemem) i byłoby bardzo porządne kino science-fiction, ale nie.Continue reading

Stoker (2013)

Dawno nic nie publikowałem, warto jednak żebym wspomniał o Stokerze. Niestety przejdzie on przez kina bez echa (o ile już nie przeszedł), a jest to rzecz, pod wieloma względami warta zobaczenia. Wiele osób omija koreańskie kino szerokim łukiem, bo stereotypowo rzecz ujmując „wszyscy azjaci wyglądają tak samo” co widza potrafi skonfundować i ciężko widzowi utożsamiać się z koreańskim protagonistą nawet jeśli film tyczy się spraw dość uniwersalnych, o charakterze ponadkulturowym. Stoker daje malkontentom okazję do zmiany tego nastawienia poprzez próbę oprawienia amerykańskiego filmu w typową dla koreańskich filmów poetycką stylistykę obrazów i niedomówień.Continue reading

Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna (2003)

Ostatni film z Projektu Kino. Kategoria zaproponowana przeze mnie, czyli dramat koreański. Proponując miałem w głowie parę pomysłów na bardziej intrygujące tytuły, ale padło jednak na mojego ulubionego Kim Ki-duka i z racji tytułu, chyba najlepiej kojarzony jego film. Jestem przekonany, że istniejące obecnie już tylko w blogowym hadesie blogpostowe wcielenie mojego bloga zawierało notkę o „Wiośnie, lecie…” i możliwe, że ktoś pamięta jak bardzo zachwycałem się wtedy twórczością „mistrza słowa niewypowiedzianego”. Nie bez powodu Kim jest tak nazywany, a ja w pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Chociaż „Pusty Dom” uważam za lepszy przykład. Łatwo zatem się domyśleć, że w kwestii kina koreańskiego za bardzo obiektywny nie jestem. Oglądam sporo, Kima wręcz wielbię, więc już wiadomo jaką ocenę wystawię.Continue reading

Mystery Train (1989)

Postanowiłem być miłym dla Jarmuscha, bo dwa dni temu skończył równą sześćdziesiątkę. A i szczęśliwie się złożyło, że jedną z kategorii Projektu Kino były właśnie jego filmy. Szczęśliwie dla niego, bo ja niestety fanem nie jestem. Na Broken Flowers zasypiałem, Limits of Control mimo genialnej Tildy Swinton dostało ode mnie 5/10. Mystery Train jest trzecim filmem Jarmuscha, jaki wpada mi w ręce. Jeszcze jedno spotkanie miałem z nim przy okazji serialu Bored to Death, gdzie Jarmusch gra samego siebie. Ciężko jednak mi określić na ile Jarmusch z Bored to Death to sam Jarmusch, a na ile karykatura. W każdym razie mój prosty umysł przyswaja ostatnio tylko wysokobudżetowe produkcje z robotami i pochodne, więc jeśli urażę jakiegoś zagorzałego fana swoją oceną, to mam nadzieję, że będzie w stanie mi to wybaczyć. Zawsze kiedy staram się być miłym, to wychodzi mi to na opak.Continue reading

Troll Hunter (2010)

Projekt Kino, kategoria: Skandynawia przed kamerą. Jeśli nad tym się zastanowić to gatunek jakim jest mocumentary (film stylizowany na dokument tudzież czyjąś prywatną taśmę odnalezioną gdzieś w lesie ala ta z Blair Witch Project) idealnie nadaje się do zaprezentowania charakterystyki danego miejsca, czy zjawiska. Łowca Trolli sprawdza się pod tym względem bardzo dobrze. Widokówki z norweskich gór i lasów naprawdę robią wrażenie. Oglądamy materiał filmowy nagrany przez studentów, którzy planowali stworzyć program o kłusowniku zabijającym niedźwiedzie. Okazało się jednak, że kłusownik poluje na coś o wiele większego i groźniejszego. Poluje na trolle – postacie z norweskich baśni, które bardziej przypominają te z Władcy Pierścieni, niż z bajek dla dzieci.Continue reading

Winter’s Bone (2010)

Kolejna produkcja wybrana poprzez uczestników Projektu Kino. Z tego wyboru w ogóle nie jestem zadowolony. A nawet jestem mocno zdziwiony, że blogerzy filmowi wybrali w tej kategorii właśnie ten film. Kategoria to: Zwycięzcy Festiwalu w Sundance po 2000 roku. Owszem, film wygrał w Sundance w 2010 roku, więc wszystko pasuje. Jednakże Winter’s Bone w 2011 narobiło sporo zamieszania przy okazji nominacji do Oscarów. Dziwi mnie zatem, że większość nie obejrzała go już wtedy. To po pierwsze. A po drugie, jeśli ktoś się pokusił o przejrzenie całej listy nagrodzonych w Sundance po 2000 roku, to pojawia się tam o wiele więcej intrygujących, a mniej znanych tytułów. Chociażby Happythankyoumoreplease w reżyserii Josha Radnora (Ted Mosby z serialu Jak Poznałem Waszą Matkę) z tego samego roku, który zdobył wówczas nagrodę publiczności. Oklepany film wybraliście. Ot, tyle powiem. Ale nie martwcie się, bo ta odrobinka jadu z mojej strony wynika pewnie z mojego zdecydowanego nietrawienia filmu pani Debry Granik. Przy okazji wspominanych Oscarów robiłem do Winter’s Bone dwa podejścia. Za każdym razem zasypiałem po 20 minutach. Później próbowałem przy okazji rodzinnego seansu ogarnąć całość, ogarnąłem jakieś 30 minut plus / minus 5 późniejszych urywków. Teraz zmotywowany Projektem Kino obejrzałem w końcu od deski do deski i nadal nie wiem o co wtedy było tyle hałasu i właściwie teraz też…Continue reading

Citizen X (1995)

Pierwszy film w ramach Projektu Kino. Kategoria: Seryjni Mordercy. Obstawiałem za tym tytułem i jestem niezwykle zadowolony, że został wybrany. Głównie z trzech powodów. Opiera się na autentycznej historii śledztwa, gra w nim Donald Sutherland i dzieje się na terenach byłego Związku Radzieckiego. Prawda, że jest to dość intrygujący koktajl? A dalej robi się jeszcze ciekawiej. „8 lat, 52 ofiary, 1 zabójca” rzecze podpis z plakatu. Jest to krótka, acz zatrważająca statystyka i co gorsze, jak najbardziej prawdziwa. Zapewne najlepiej kojarzony filmowy, a także autentyczny, seryjny morderca, czyli Zodiac zabił 37 osób, choć w krótszym okresie czasu. Ciężko mi uciec od porównywania obydwu tytułów. Pierwsze co rzuca się w oczy to przytłaczający klimat obydwu spraw i trudy długiego, żmudnego śledztwa w obu przypadkach. A także jak bardzo okrutnie oddziałuje to na psychikę śledczych. Chociaż po głębszym namyśle stwierdzam, że Citizen X wraz z koreańską Zagadką Zbrodni posiadają o wiele więcej wspólnego mianownika. Nazwijmy go „regułami gry”. Z jednej strony mamy biurokrację i potęgę Związku Radzieckiego, z drugiej strony małomiasteczkową koreańską policję… i nagle okazuje się, że różnic pomiędzy tymi dwoma nie ma wcale. Tu poklepać, tam przyklepać, a jak nie podziała to znaleźć na szybko kozła ofiarnego.Continue reading

Uprowadzona 2 (2012)

Na Uprowadzoną 2 czekałem z niecierpliwością mimo powszechnie znanej zasadzie, że każda kolejna część jakiegokolwiek filmu nie dorówna pierwszej, najlepszej. Harry Potter co prawda łamie tę konwencję, ale jest to wyjątek od reguły. A na Władcę Pierścieni należy patrzeć jak na całość, więc też odpada. Skoro już zaczynam notkę od takiego tematu i w tym tonie, to łatwo można się domyśleć, że Uprowadzona 2 niestety stała się ofiarą klątwy sequela. Oczywiście trailer był świetny, zapowiadało się dobrze, to i naturalnie duża ilość widzów i fanów jedynki (jak ja) poszła do kina się rozczarować. Co na to producenci? Mamy świetne wyniki, udało nam się powtórzyć sukces pierwszej części, nie ma co się zastanawiać, piszemy scenariusz trójki. Grający głównego bohatera Liam Neeson wyśmiał ten pomysł stwierdzając, że nikt nie jest na tyle głupi żeby uwierzyć, że trzeci raz uprowadzają tę samą osobę. Scenarzyści jednak twierdzą, że mają genialny pomysł i schematu nie powielą, a nawet widza zaskoczą. Owszem, historia opowiedziana przez Bessona w części drugiej trzyma się przysłowiowej kupy i jest logiczną kontynuacją wydarzeń z części pierwszej. Nielogiczne za to są podejmowane później przez bohaterów działania. A mimo to skuteczne. To za co kocham Uprowadzoną, czyli ekscytujące widowisko popisowej przemocy, a jednak zawierające nutkę wiarygodności zostało zrównanie z ziemią. Jest niestety boleśnie przeciętnie. Ze średniej oceny 5/10 jedynie sympatia do wykreowanego przez Liama Neesona bohatera winduję ocenę o oczko w górę.

Cały czas nie mogę zrozumieć jak to się dzieje, że producenci w większości przypadków przekazują serię w ręce kogoś nowego. Pewnie kwestia honorarium i terminu, ale nie wypada to dobrze na rzecz zaprezentowanej później jakości. Podczas gdy reżyserem pierwszej części był Pierre Morel, który wcześniej dał światu moim zdaniem bardzo dobry film sensacyjny „Pozdrowienia z Paryża” z powalającym swoim humorem Travoltą, a za zdjęcia odpowiedzialny był doskonały wyrobnik Abramowicz, zgadnijcie moi drodzy kto dostaje szansę wykazania się przy kręceniu drugiej części uprowadzonej… Reżyseria: Olivier Megaton (tak, nam w kinie też skojarzyło się w dość oczywisty sposób), który na swoim koncie ma najgorszego Transportera, czyli trzeciego i Colombianę, która przeszła przez kina bez echa. Za kamerą stanął również człowiek od Colombiany. Zdecydowanie nie był to przepis na sukces.

Różnice między częściami? W Uprowadzonej 2 więcej czasu antenowego dostaje rodzina głównego bohatera. Zarówno jeśli chodzi o sprawy stricte rodzinne jak i akcję. Z jednej strony dobrze, bo jest to jakieś urozmaicenie, nawet zaskoczenie. Jednak poziom gry aktorskiej utrzymany jest na poziomie mocno przeciętnym. Twórcy próbują też nawiązać do najlepszych scen z części pierwszej. Mianowicie rozmowa telefoniczna i leżenie na podłodze. Wychodzi to słabo, tym bardziej nie zaskakuje, bo już to przecież widzieliśmy. Film zrobiony od linijki z dużą ilością ładnych widoczków. Ba, nawet dubstep leci podczas napisów końcowych, bo przecież trzeba wpasować się w trend.

Jeśli komuś spodobała się Uprowadzona, to sequel może obejrzeć bez większego bólu jednak ostrzegam, że wraz z końcem nie uniknie się uczucia lekkiego rozczarowania. A jak ktoś ma złośliwą naturę to i do hejtowania sporo rzeczy się znajdzie. Dla każdego coś miłego.

OCENA: 6/10