Mroczny zakątek – Gillian Flynn

Słyszę hasło „Gillian Flynn” i mój mózg od razu wędruje w stronę tytułu „Zaginiona Dziewczyna”. Jeden z tych dziwnych przypadków, kiedy to nie książka zrobiła lepsze wrażenie, a film na jej podstawie. David Fincher w 2014 roku zaprezentował nam adaptację powieści z Benem Affleckiem i Rosamund Pike w rolach głównych. Film który ja wrzucam do wąskiej kategorii filmów „dowodzących”. Dowodzi, że Fincher poniżej poziomu „bardzo dobry” zejść nie potrafi. Dowodzi, że Affleck chłopca z Armageddonu ma już dawno za sobą (chociaż uśmiech wciąż ten sam), a Rosamund Pike to więcej niż śliczna buzia i była dziewczyna Bonda. Zakres takiego „dowodzenia” można by rozszerzyć o jeszcze jedną tezę / stwierdzenie – Gillian Flynn potrafi stworzyć wciągającą intrygę. Continue reading

Grobowiec z ciszy – Tove Alsterdal

Książka trafiła do mnie już kilka miesięcy temu, ale teraz dopiero, wraz z pierwszymi śniegami tej zimy, (których niestety za dużo nie ma) udało mi się ją przeczytać. I jakby na to nie patrzeć, zima jest najlepszym okresem na czytanie tego typu lektury. Kiedy właśnie chłód, śnieg, wietrzna pogoda, wcześnie zapadający za oknem zmrok współgrają z krajobrazem miejsc, w których przebywają bohaterowie powieści. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, kto kocha zimę i daleką północ. W Szwecji mnie jeszcze nie było, w moich wojażach zawitałem na moment do Finlandii. Domyślam się jednak, że styl życia na dalekiej północy w obu tych krajach jest bardzo podobny. Po tym krótkim wstępie można pomyśleć, że jestem fanem szwedzkich kryminałów. Nic bardziej mylnego. Nagły wysyp tytułów z tego gatunku, czy nawet produktów „szwedzkopodonych” na rynek Polski zraził mnie do tematu. Jak widzi się na księgarnianej półce dwadzieścia podobnych okładek i tytułów, to ciężko uwierzyć, że wszystkie są dobre. Więc moja styczność z tematem ograniczała się do trylogii Larsonna i serialu o Kurcie Wallanderze z Kennethem Branagh w roli głównej. Obie pozycje gorąco polecam. Teraz do szufladki „szwedzki kryminał” mogę dołożyć „Grobowiec…”. Tylko pozostaje pytanie, czy to faktycznie kryminał. Continue reading

Ostatni dzień lata – Joyce Maynard

Wrzesień puka nam do drzwi, nie ma więc chyba lepszego momentu, na przeczytanie książki o takim tytule. „Ostatni dzień lata” Joyce Maynard, to książka w sam raz dla osób, które chciałyby przeżyć krótką, lecz poruszającą przygodę bez wychodzenia spod koca, a przy okazji oczekują od literatury czegoś więcej niż prostych, wypróbowanych setki razy, mających wzbudzić emocje chwytów. Można by pomyśleć, że ciężko pisać oryginalnie o poruszanych przez Maynard tematach, ale o dziwo wychodzi lepiej niż się spodziewałem.Continue reading

U progu zaglady – Martin ZeLenay

Nie będę ukrywać, pisanie recenzji książek, które są kolejnymi tomami cyklu, a utrzymują poziom poprzednich części jest problematyczne. Nie lubię się powtarzać, więc w przypadku drugiego tomu przygód Franka Sheparda powinienem odesłać was do recenzji tomu pierwszego, polecić tom drugi i na tym zamknąć sprawę, książkę odstawić na półkę. Niestety to pewnie nie zadowoli większości z was. Co zatem oferuje nam „U progu zagłady” autorstwa tajemniczego Martina Zelenay?Continue reading

Troje – Sarah Lotz

Wakacje trwają już od jakiegoś czasu, w końcu mogę zabrać się za nadrabianie sporych zaległości książkowych. Na pierwszy ogień idzie „Troje” Sary Lotz – książka, która towarzyszyła mi przez ostatni miesiąc dosłownie wszędzie. Trochę jej współczuję, pewnie każdy jest w stanie wyobrazić sobie jak wygląda książka po miesiącu miętoszenia jej w łapkach i trzymania w torbie. Możemy chwilę ubolewać nad jej stanem, a później postawić pytanie, jak sprawdziła się w roli kompana i czy warto polecić ją na wakacyjną lekturę do smażenia się w słońcu. Od razu odpowiem. Nie. Mimo że okładka kusi nas czernią, blurp intryguje, to muszę jednak ostrzec. Nie jest to lekka i przyjemna lektura, a bardziej eksperyment literacki mogący wcale nie przypaść do gustu czytelnikowi, który tak jak ja spodziewał się thrillera z elementami fantastycznymi, tudzież czegoś z pogranicza horroru. Zarys fabuły wygląda, bowiem następująco. W pewien słoneczny czwartek w światowych mediach pojawia się informacja, że cztery samoloty pasażerskie należące do różnych linii lotniczych rozbijają się w różnych zakątkach świata. Z katastrof przeżywa trójka dzieci. Wybucha panika i ludzie zaczynają  zadawać pytania, na które nikt nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Czy był to zamach terrorystyczny, przypadek, czy może ingerencja obcych? Fanatycy religijni wysnuwają teorię, że ocalałe dzieci, to wybrańcy boga, jeźdźcy apokalipsy, omen, zwiastun nadciągającej zagłady. Jeśli tak, to gdzie jest czwarte dziecko? Rozpoczynają się poszukiwania. W międzyczasie wokół ocalałych dzieci i ich rodzin zaczynają dziać się rzeczy nadzwyczaj dziwne i niepokojące. Rozwikłania tajemnicy podejmuje się zdeterminowana dziennikarka. Continue reading

Norwegian Wood – Haruki Murakami

Wydanie kieszonkowe, kupione jakiś czas temu za dychę w Biedronce. Kto nie kupił, przegapił, niech żałuje. Z dwóch powodów. Raz, że Murakami. Dwa, że Norwegian Wood. Książka jak najbardziej urzekająca.

Główny bohater Watanabe rozpoczyna dorosłe życie. Chcąc odciąć się od tragedii z dzieciństwa, śmierci przyjaciela, wyrusza do Tokio i zamieszkuje w akademiku. Los jednak sprawia, że spotyka tam byłą dziewczynę zmarłego kumpla i jak to w życiu… wszystko się komplikuje. Zaczyna spędzać z Naoko sporo czasu. Wkrótce tworzą coś, co ciężko nazwać związkiem, ale z pewnością na facebooku zasługiwałoby na status „to skomplikowane”. Jednocześnie Watanabe spotyka Midori. Dziewczynę również z problemami, jednak w przeciwieństwie do Naoko próbującą „żyć normalnie”. Ale co właściwie znaczą te dwa słowa?

Jak to u Murakamiego, poważne tematy w lekkiej, pierwszoosobowej narracji. Chociaż jest wiele radosnych i zabawnych fragmentów, jak opowiadania o współlokatorze Watanabego, czy spotkania z pozytywną Midori, która mimo tłumionego smutku stara się tchnąć radość w głównego bohatera, to jest to powieść niezwykle smutna. Praktycznie każdy z bohaterów spotkał się w przeszłości ze śmiercią kogoś bliskiego. Oczywiście na każdym z nich taka tragedia odcisnęła ogromne piętno. Dodajmy do tego miłosny trójkąt, a to nigdy nie wychodzi żadnej ze stron na dobre i dostajemy naprawdę smutny obraz życia przeciętnego Japończyka. Chociaż tak po prawdzie tragizm tej historii jest jak najbardziej uniwersalny. Jedyna różnica, to japońskie tło kulturowe, które sprawia, że chociaż jest smutno, to jednak pięknie. Przynajmniej dla mnie, ale ja uwielbiam japońską kulturę.Continue reading

Światło – M. John Harrison

Nie rozumiem. Nie rozumiem tej książki, nie rozumiem wysokich ocen od czytelników. Czyżby to był jeden z tych przypadków, kiedy czytasz coś i nie rozumiesz, a więc dochodzisz do wniosku, że to musi być coś bardzo mądrego, a zatem dobrego, w wyniku czego wystawiasz wysoką ocenę, bo przecież inaczej nie wypada? A może po prostu za głupi jestem i nie dostrzegam głębszego sensu tej książki? Chyba nie, skoro bez problemu połykam Wattsa i Dukaja. A jeśli mamy umieścić „Światło” w podgatunkowej szufladce  science-fiction, to pewnie obok książek tych dwóch autorów by je wciśnięto. I może także obok „Mona Lizy Turbo” Williama Gibsona, ponieważ znajduje się w niej kilka bardzo podobnych motywów. A i struktura książki – trzy przeplatające się ze sobą historie, jest mniej więcej taka sama. Tyle tylko, że w trakcie czytania po wielokroć pytałem się w myślach „po co” i „czy te wątki w końcu się połączą”… Odpowiedzi na pytanie pierwsze nie otrzymałem. Odpowiedź na pytanie drugie… Według autora książki pewnie się łączą. Dla mnie takie łączenie wątków zepsuło książkę i zrobiło ją jeszcze bardziej niezrozumiałą. Ale może o to w tym wszystkim chodziło? Mam świetny pomysł na książkę, ale nie wiem jak to zrealizować. Stworzę więc dzieło szalone, trudne do zrozumienia, pełne dziwacznych odniesień, wizji, chorych snów, a czytelnik sam sobie dopowie resztę. To ja jako czytelnik podziękuję za taką możliwość. Continue reading

Bogowie są śmiertelni – Grzegorz Drukarczyk

Wydawnictwo Almaz postanowiło uraczyć miłośników literatury fantastycznej nową formą wydawniczą. Nową przynajmniej u nas. Jest to bookazin, czyli coś pomiędzy książką w wydaniu kieszonkowym, a standardowym formatem, w wiotkiej, magazynowej okładce. Rzecz w czytaniu niezwykle wygodna, a niezawalająca torby, czy plecaka. I co ważne, ok 10 zł tańsza od standardowo wydanej książki. Tak wydana literatura science-fiction do kupienia w prawie każdym kiosku to ogromny powód do radości. Na pierwszy ogień poszło nasze rodzime sci-fi, powieść Grzegorza Drukarczyka, który ostatnią książkę napisał w… 1992 roku! Więc jest to niezwykły powrót po latach na scenę i to od razu z przytupem. „Bogowie są śmiertelni” nie jest bowiem książką prostą w odbiorze. Tak jak w większości przypadków jestem w stanie bez problemu stwierdzić, czy książka jednoznacznie podobała mi się, czy też nie, tak z książką pana Grzegorza mam ogromny problem. Ale jeśli po lekturze nie odstawiam książki po prostu na półkę by o niej zapomnieć, a myślę intensywnie nad tym co właśnie przeczytałem, to w takim przypadku spełniła ona swoją rolę w stu procentach. I rzec ze spokojem mogę, że jestem zadowolonym Tomaszem. Continue reading

Igrzyska Śmierci – Suzanne Collins

Od niedawna w kinach spory sukces finansowy osiąga ekranizacja tej książki. Kolejna po Harrym Potterze przygodówka dla młodzieży i kolejna po Zmierzchu porcja młodzieżowego romansu na ekranie kin. Już teraz pewne jest, że kontynuacja również zostanie sfilmowana. Czemu zatem nie przejść się do kina i na własne oczy nie przekonać, czy szał na tym punkcie jest usprawiedliwiony? Otóż zasada jest jedna i niepodważalna. Książka przed filmem. I przeczytałem. W dwie godziny. Nie dlatego, że jest tak wciągająca, bo nie jest. Nie jest też tak świetnie napisana. Ani ja jakoś super szybko nie czytam. Jest po prostu krótka i całą historię w niej zawartą dałoby się upchnąć w jedno dłuższe opowiadanie. 352 strony co prawda, jednak dużą czcionką, z dużymi odstępami. Wzrok mknie bez żadnych przeszkód nawet jak w książce niespecjalnie dużo się dzieje. Już sama forma wydania sugeruje nam target powieści, nie ma co się oszukiwać. Ani dawać okłamywać opisowi z okładki, że to książka dla „dorosłej młodzieży”, która wie że na świecie są takie rzeczy jak cierpienie, niesprawiedliwość… Trochę to wszystko nad wyrost i chociaż nie wiem jak bym się starał to oceniać, to płytko tu bardzo. Ale powtarzając za TYM obrazkiem… to książka dla dwunastolatków, kto by się tym przejmował. Continue reading

Cylinder van Troffa – Janusz Zajdel

Moje drugie spotkanie z tym zacnym, polskim autorem. Człowiekiem, od którego nazwiska wzięła się nazwa najważniejszej nagrody w świecie naszej rodzimej fantastyki. Wstyd mi trochę, że dopiero teraz zabrałem się za jego książki, ale wiadomo jak to jest. Ileś tam set innych kultowych autorów i ich fani też mogą mieć pretensje na zasadzie „ale jak to jeszcze tego nie widziałeś/nie czytałeś”. Skoro są ludzie, którzy nie widzieli Gwiezdnych Wojen, czy Titanica, to moje sumienie jest spokojne. W każdym razie moje pierwsze spotkanie z panem Januszem było bardzo owocne. „Limes Inferior” okazało się książką bardzo dobrą, poruszającą tematy socjoligiczne i  zawierającą kilka rozwiązań, do których technologicznie już nam wcale niedaleko. W końcu już ponoć teraz naładowaną pieniąchami, naszą łódzką migawką można płacić w wybranych sklepach. Nie zdziwi mnie jeśli niedługo karta do bankomatu będzie zarówno biletem miesięcznym jak i dowodem tożsamości, a może nawet karnetem na basen. I przyznać muszę, że z reguły na takie innowacje patrzę przychylnie. Chociaż w „Limes Inferior” ma to raczej destruktywny wpływ na społeczeństwo. Natomiast „Cylinder van Troffa” jeszcze bardziej drąży ten temat spoglądając dużo dalej w przyszłość i jak dla mnie jest świetnym dopowiedzeniem motywów z „Limes”. Chociaż chronologicznie, została napisana wcześniej. Continue reading