Texhnolyze

Żyjemy w takich czasach, że ludzkość może praktycznie wszystko. Jedyne co ją ogranicza, to polityka i fundusze. No i prawa fizyki, których jeszcze nie obeszliśmy, ale właściwie pozostawia to tylko podróże międzygwiezdne, w czasie i teleportację. Chociaż pewności co do nich mieć nie można, bo cholera wie co tacy Amerykanie sobie po kryjomu tworzą. I jest dziedzina nauki, o której cicho jest ostatnio w mediach, jednak wiem, że prężnie się rozwija i już niedługo będzie mieć duży wpływ na nasze życia. Biomechanika. Jakieś dwa lata temu głośno było o mechanicznej ręce BeBionic, niedawno wymyślili jak ją przyczepić do człowieka, więc historyczny moment kiedy ucięte kończyny będzie można zastąpić mechanicznymi jest tuż tuż. Jednak zawsze co nowe, budzi wiele niepokoju. Bo ile będzie człowieka w człowieku jak wymienimy mu wszystkie cztery kończyny? A jak wymienimy całe ciało i zostawimy tylko mózg? Najwięcej takich pytań w swojej twórczości zadają Japończycy, bo kto jak nie oni są najbliżej tego wszystkiego? Przykładem dzieła kultowego już, zadającego przytoczone przeze mnie parę linijek wyżej pytanie, jest „Ghost In the Shell”. Manga Shirow Masamune, a także późniejsza ekranizacja w reżyserii Mamoru Oshii, która właściwie wypromowała ten tytuł na zachodzie. Ale jest jeszcze jeden tytuł, nie wszystkim znany, jednak w moim mniemaniu równie dobry. Podchodzący do tej tematyki od innej trochę strony, mniej filozoficznej. Texhnolyze.

Jest to anime ciężkie, nie ma co ukrywać. Mnie samemu nie udało się przez nie przebrnąć za pierwszym razem i dopiero teraz, czyli jakieś dwa lata później, obejrzałem i doceniłem. Cała akcja ma miejsce w mieście Lux, mieście dość niezwykłym, bo nie zaznasz tam widoku nieba. Umiejscowione jest głęboko pod ziemią, w jedynym miejscu, gdzie można wydobywać Ruffię, pierwiastek wykorzystywany przy budowie zaawansowanych protez. Miasto jest podzielone między trzy frakcje, każda mająca inne poglądy. Mamy więc zwolenników protez dążących do jak najszybszej ewolucji człowieka, konserwatystów uważających wszelką ingerencję w ludzkie ciało za grzech, a także grupę starająca się w miarę utrzymać ład, porządek i równowagę sił w mieście. Oczywiście nie wszystko zawsze idzie gładko, a wszystko zaczyna się gdy główny bohater, młody chłopak i bokser podpada swoim „przełożonym” i przez to traci rękę i nogę. Na szczęście, albo i nieszczęście dla niego znajduje go piękna pani doktor, która postanawia mu pomóc. Za darmo… ale przecież wiemy, że nie ma nic za darmo.

Największym problemem tego tytułu, jest pierwsze parę odcinków. Całość ma bardzo ciężki, przytłaczający klimat. Zarówno wizualnie jak i poprzez sposób prowadzenia fabuły. Początek zatem zniechęca, tym bardziej, że nie dostajemy żadnego wprowadzenia w świat, ani w historię postaci. Historia zaczyna się w momencie kiedy chłopak traci kończyny, więc nie wiadomo kim jest i jak trafił do tego miejsca. I jeszcze długo potem tego się nie dowiadujemy. Zostajemy także zarzuceni dużą ilością bohaterów drugoplanowych, aby zaraz potem przekonać się, że tak naprawdę to anime ma bohatera zbiorowego. Mieszkańców miasta, którzy symbolizują po prostu ludzkość. Więc jak Ghost In the Shell skupia się na kwestiach psychologicznych i filozoficznych, tak Texhnolyze idzie o krok dalej ukazując podziały społeczne, gospodarkę, politykę, która przeistacza się po prostu w mafię. Daje nam to przerażająca i smutną wizję człowieczeństwa za kilkadziesiąt lat. A konsekwentnie poprowadzona od początku do końca fabuła daje wrażenie realności problemu, więc oglądając miałem odczucie, że ten pesymistyczny scenariusz miałby szansę się sprawdzić. 

Bohaterowie są wyraziści i różnorodni. Na pierwszy plan wysuwają się Oonishi, lider jednego z ugrupowań i pani doktor – blond włosa piękność z ukrytymi motywami. W wersji z angielskim dubbingiem głosu użycza jej Victoria Harwood, aktorka podkładająca głos Integrze z Hellsinga. Moim zdaniem najlepszy brytyjski głos kobiecy w tym biznesie i chociażby dla niej warto zapoznać się z tym tytułem. Wizualnie jest bardzo ciekawie, zwłaszcza jeśli się lubi mocniejsze (bo krwawe też), cyberpunkowe, trochę matrixowe klimaty. Wszystko oprawione dopasowaną elektroniczną muzyką, w tym również Juno Reactor. Wszystko to właśnie sprawia, że jest to anime wyśmienite, a mimo wszystko szalenie niepopularne. Tytuł z pewnością nie dla każdego, ale mój iscariote’owy znaczek jakości otrzymuje i polecam.

MOJA OCENA: 9/10

ocena na anidb:  7,72/10

1 Comment

  1. Mirzka
    6 kwietnia 2011

    CZEMU MI O TYM NIE NAPISAŁEŚ? :O

    ‚Inhumane and beautiful’ – motto mojego życia. Nie mogę doczekać się cyborgizacji, zwłaszcza, że przedkładam piękno metalu nad brzydotę gnijącego ciała.
    Anime do obczajenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *