Toy Story

Niesprawiedliwe było to, że nie miał mamy.
Niesprawiedliwe było to, że nie miał zabawek.
A także to, że ojciec nie robił mu kanapek do szkoły, w kolorowym pudełku, tak jak robią to rodzice innym dzieciom.
Jak to jest, że wszyscy mają lepiej od niego? Chłopiec tego nie rozumiał. I w sumie nawet nie starał się zrozumieć. W jego mniemaniu to było niesprawiedliwe i już. Niedługo skończą się wakacje, pójdzie do szkoły i znowu wszyscy będą mieli fajne plecaki, piórniki, zabawkowe Transformersy, a on to co zwykle, czyli właściwie nic.
A przecież nawet tata ma swój pistolet, którym bawi się co wieczór, kiedy myśli, że chłopiec śpi. Ale chłopiec doskonale wie o jego istnieniu, w pudełku po butach, w kuchennej szafce za talerzami.
Czyżby tata bał się, że chłopiec będzie zazdrościć i też będzie taki chcieć? Dlatego go schował? Mama odeszła, bo przed nią też ukrywał rzeczy? Bardzo możliwe. Tylko czemu tak to wygląda? To bardzo niesprawiedliwe…

Dziecięca frustracja osiągnęła pewnego wieczoru kres. No bo przecież ile można czekać, aż coś się zmieni. Chłopiec postanowił pobawić się ojcowskim pistoletem.
Był ciężki, nawet bardzo. Ale przecież tata jest większy. To normalne. Chłopiec natomiast nie spodziewał się tego co się stanie kiedy naciśnie spust.
Zapiszczało mu w uszach, głowa zaczęła boleć, a zaraz potem plecy i tyłek. Po paru chwilach zauważył, że uderzył plecami w stojące za nim krzesło. Spojrzał przed siebie i zobaczył tatę. Leżał na podłodze trzymając się za brzuch. Zasnął? Dziwne.
Chłopiec podszedł bliżej. Nagle spod ręki taty zaczęło wypływać coś czerwonego. Krew? Ale czemu? Przesiąkła przez białą podkoszulkę, spłynęła na podłogę i zaczęło podążać gdzieś w kąt. Chłopiec nie wiedział co się dzieję, więc dla bezpieczeństwa odsunął się. Czerwona ciecz zaczęła zbierać się w kulę w kącie pokoju. Kiedy kula miała już około metr średnicy, zaczęła formować się w osobę. Trochę niewyraźną i przelewającą się, ale osobę.
-No i co chłopcze? Zabawiłeś się? Chciałbyś więcej? – głos dochodzący od dziwnej postaci był przyjemny. Uspokajał. Uciszył szum pozostały po wystrzale.
Chłopiec czekał co stanie się dalej. Nie bał się. Może postać obudzi tatę?
-Obudzi się, obudzi. Nie martw się chłopcze. Ale póki śpi… nie chciałbyś więcej zabawek? -chłopiec skinął głową. Oczywiście że by chciał. – A jakie zabawki byś chciał? Może takie jak ma twój kolega Marcin?
Marcin miał dużo zabawek, sporo elektronicznych. Chłopiec bardzo mu zazdrościł i zrobiłby praktycznie wszystko żeby mieć takie na własność.
-Wszystko? – zamruczał głos. Postać podniosła dłoń i zaczęła rysować palcem pozostawiając w powietrzu stróżkę krwi. W ten sposób powstały drzwi, po których drugiej stronie chłopiec zobaczył pokój Marcina. Był tam co prawda raz, ale był pewien, że to jego pokój
-No dobrze, no to chodźmy do Marcina… ale, ale… nie zapomnij pistoletu.
Chłopiec czuł, że czerwona postać będzie dla niego bardziej sprawiedliwa niż ojciec, który nic mu nie dawał. Zaufał jej więc.
Wziął pistolet i przeszedł do pokoju Marcina. Krwawa postać przelała się za nim, wsysając za sobą drzwi.

W kuchni pozostał tylko trup na posadzce.
Chwilę później, gdzieś na drugim końcu miasta rozległ się kolejny strzał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *