TRON: Dziedzictwo (2010)

tron-legacy-poster

No i w końcu obejrzałem TRON: Dziedzictwo. Dwa tygodnie po premierze, ale co tam. Pierwszy wniosek po seansie jaki miałem? Warto wydać te 23 zł na bilet do IMAXA niż iść do normalnego kina. Ekran duży, fotel wygodny, 3D jakieś takie lepsze. Dźwięk nie dał rady bo za dużo basu, ale nie ma ideałów. I to w sumie wnioski jakie mam po każdym filmie widzianym w IMAX. Potem miałem dopiero wnioski na temat filmu. I chyba miałem zbyt duże oczekiwania. Nie, „zbyt duże” to złe określenie. Oczekiwałem niezłego widowiska w 3D i to otrzymałem. Zapomniałem tylko, że trochę sensu i fabuły też by się przydało. Dwa lata temu z pewnością nie zwróciłbym uwagi i pewnie niesamowicie by mi się podobało od początku do końca. Teraz jednak film mi się dłużył, momentami irytował, a to psuło zdecydowanie odbiór świetnego i oszołamiającego wizualnie świata Sieci. W każdym razie mam nauczkę, że jeśli film jest produkcji Disneya, jest od lat 12 i nie jest to animacja, to powinienem podchodzić do tego z rezerwą. Ale nie myślcie, że nie podobał mi się wcale. Jest parę rzeczy, dla których warto go obejrzeć (Trzynastka w lateksie jest jedną z nich :P).

Dziedzictwo nie jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego TRONu. Między filmami minęło mniej więcej tyle lat co w rzeczywistości. Kevin Flynn znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Kilkanaście lat później, jego syn Sam odkrywa świat Sieci, nad którym pracował jego ojciec. Dostaje się do środka dość przypadkowo, ale skoro już tam jest, to logicznym zdaje się odnaleźć ojca i wrócić z nim do świata realnego. Oczywiście Sama czeka po drodze wiele niebezpieczeństw, bla bla bla, ale znajdzie sojuszniczkę w swej podróży przez świat Sieci, bla bla bla, a przy okazji uratuje też świat realny, bla bla bla, a na końcu odnajdzie też miłość życia. Standard do bólu, gdzie poczynania bohaterów mają w sobie tyle logiki, co poczynania bohaterów ostatniego Harry Pottera. No tyle tylko, że tutaj oprawa audiowizualna bardzo dużo wynagradza. Z Avatarem, co prawda konkurować nie może, bo jak się okazuje większość pomieszczeń, a także stroje każdej z postaci były jak najbardziej prawdziwe, a nie generowane komputerowo, ale sama koncepcja, design ma szanse na stanie się nowym symbolem w świecie popkultury. Bo pierwszy TRON zdecydowanie się zestarzał i pokolenie lat 90, w tym ja, nie do końca może ogarniać czym kiedyś dla kina była ta kiczowato dzisiaj wyglądająca bajeczka o człowieku uwięzionym w komputerze. Dlatego odświeżenie tematu stanowczo się przydało.

Przydało się, bo oglądając TRON: Dziedzictwo możemy porównać dzisiaj i wczoraj. Spojrzeć jak bardzo przez lata zmieniła się kinematografia. Co kiedyś oglądały masy, a co dziś. Jak bardzo zmieniły się efekty komputerowe, podejście do produkcji, aktorstwo, jak bardzo zestarzał się Jeff Bridges przez te 28 lat i jak bardzo wy się zestarzeliście (chociaż nie wiem, czy ktoś w tak dostojnym wieku będzie wchodzić na tego bloga). Ale to już zostawię do waszych osobistych przemyśleń i sami wyciągnijcie potem wnioski.

Kolejna ważna sprawa z TRON: Dziedzictwo, to wykorzystanie CGI odmłodzonego Jeffa Bridgesa, czyli tak naprawdę taki pierwszy poważny wgląd w to, co nieubłaganie się do nas zbliża. Bo już gdzieś tam czytałem, że Geroge Lucas wykupuje prawa do twarzy, czy ich obrazów, różnych aktorów żeby móc je wykorzystywać w filmach po ich śmierci. Technologia ta póki co doskonała nie jest. Ba, nawet daleko jej do doskonałości, bo w „Dziedzictwie” efekt ten raził strasznie i jakościowo praktycznie się od Beowulfa Zemeckisa nie różnił. A to w końcu trzy lata różnicy. I teraz pytanie. Jeśli dopracują tą technologię, a tak stanie się z pewnością, bo Japończycy ciągle pracują nad komputerowymi obrazami, to co się stanie z żywym aktorstwem? Więc ja, póki tego nie dopracują, jestem przeciwnikiem CGI w filmach. A w przyszłości się zobaczy.

Ciężko mi wystawić ocenę. Z jednej strony bajka i za dużo od niej wymagać nie powinienem. Do tego ścieżka dźwiękowa od Daft Punk (ich cameo w filmie było świetne) i stroje postaci… a z drugiej strony czułem lekki zawód.

OCENA: 6,5 – 7 /10

imdb: 7.4/10 przy ponad 27000 głosów

2 Comments

  1. Julia Roberts
    12 stycznia 2011

    Jeśli chodzi o soundtrack to jest chyba tylko jeden utwór (Derezzed) brzmiący stricte jak Daft Punk. Są świetnymi muzykami elektronicznymi, ale powiedzmy sobie szczerze – z muzyką klasyczną do odegrania przez orkiestrę radzą sobie średnio. Niemniej jednak dobrze się tej hybrydy dźwiękowej słucha.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *