U progu zaglady – Martin ZeLenay

Nie będę ukrywać, pisanie recenzji książek, które są kolejnymi tomami cyklu, a utrzymują poziom poprzednich części jest problematyczne. Nie lubię się powtarzać, więc w przypadku drugiego tomu przygód Franka Sheparda powinienem odesłać was do recenzji tomu pierwszego, polecić tom drugi i na tym zamknąć sprawę, książkę odstawić na półkę. Niestety to pewnie nie zadowoli większości z was. Co zatem oferuje nam „U progu zagłady” autorstwa tajemniczego Martina Zelenay?

Po wydarzeniach z poprzedniej części Frank postanawia odpocząć i spędzić zaległy urlop na Krecie.  Jednak to, czego większość z nas oczekiwałaby od udanych wakacji, czyli możliwości poleżenia do góry brzuchem na plaży, Franka męczy. Z radością przyjmuje więc do wiadomości, że skoro już jest na Krecie, to agencja dla której pracuje wykorzysta go jako łącznika. I tak od przypadku, do przypadku wpada na trop terrorystów chcących zdetonować bombę atomową w centrum Rzymu i zmieść Watykan z powierzchni Ziemi. Jak widać, intryga jest dużo mniej skomplikowana niż w poprzedniej części, ale za to z rozmachem. Mniej tu mozolnej wywiadowczej pracy, obserwacji, wyciągania wniosków, więcej radosnego kopania tyłków bandytom, więcej zbiegów okoliczności i zwrotów akcji. I chociaż początek był dość mozolny, bo autor wprowadza kilka wątków, dziejących się jednocześnie w różnych częściach świata (stąd też wspomniany rozmach) i zanim zacznie się faktycznie coś dziać okazuje się, że minęło już pięćdziesiąt stron. Ale warto, bo jest to wprowadzenie, do kilku różnych smaczków, które pojawiają się dalej.

I właśnie te „smaczki” sprawiły, że to była tak zaskakująco satysfakcjonująca lektura. W recenzji poprzedniej części wspominałem Dana Browna. Wspomnę go raz jeszcze, z innego powodu. W jaki sposób Dan buduje swoje historie? Bierze jakiś bardzo kluczowy artefakt, historyczne miejsce i obudowuje swoją historię wokół nich, wplątując dodatkowo jeszcze inne miejsca z podręczników historii, czy z lekcji architektury. Przez co całkiem skutecznie tworzy iluzję, że to nie fikcja, a później jego książki kładą podwaliny pod różnorakie teorie spiskowe. Zelenay w „U progu zagłady” stosuje bardzo podobny chwyt, tylko zamiast artefaktów mamy postacie historyczne i wydarzenia polityczne z historii współczesnej. Tak więc wspominane są wydarzenia z życia papieża Polaka, a także jego dwóch następców, akcja książki dzieje się bowiem w czasie abdykacji Papieża Benedykta XVI. Kilkakrotnie pada też nawet nazwisko Kukliński. Nie powiem więcej, bo nie chce psuć zabawy czytającym.

Kolejną silną stroną są ciekawe postacie drugo i trzecioplanowe. Chociaż mam wrażenie, że zarówno żona Sheparda jak i córka zgłupiały od ostatniej części, to na szczęście Frank spotyka na swojej drodze osoby, które to rekompensują. Zaczynając od szalonej staruszki, pani psycholog, która lubi sobie wypić, zapalić, zakląć i sprawić, że nawet prezydent USA będzie bał się przebywać w jej towarzystwie, po brytyjskiego agenta specjalnego, cytującego non stop Szekspira, co jest momentami bardzo zabawne.

Zelenay nie ogranicza się jeśli chodzi o krytykę współczesnego stylu życia, czy polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. I sam stwierdza głosem jednej z postaci, że zakończenie całego wątku z zamachem jest ciut deus ex machina, bo właściwie znikąd nie wynika, ale nie przeszkadza mi to. Trzeba umieć zachować dystans, a „U progu zagłady” nie aspiruje do bycia czymś więcej niż faktycznie jest.
Przyjemna lektura na poziomie poprzedniej części, w sam raz na końcówkę wakacji, jaka nam została.

Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu ZNAK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *