Widziałem diabła (2010)

Widziałem diabła

Kino koreańskie usilnie stara się przebić do świata zewnętrznego, jednak przedrzeć się przez masę amerykańskich blockbusterów i innych filmideł jest ciężko nie tylko azjatyckim produkcjom. Ale czasem pojawiają się perełki, które bez większych problemów osiągają rozgłos na skalę światową. Tak stało się z Kim Ki-dukiem, który urzekł swoimi ubogimi w słowa, a jednak pełnymi przekazu filmami, zapełniając pewną dziurę współczesnej kinematografii. Tak też stało się z „Oldboyem”, który wiele też zawdzięcza promocji Tarantino na świece. I po „trylogii zemsty” było długo, długo nic, aż do teraz. Ji-woon Kim, twórca puszczanego u nas w kinach nawet filmu „Dobry, zły i zakręcony” stworzył thriller, który ja spokojnie mogę nazwać jednym z najlepszych filmów roku 2010 i uplasować go w pierwszej dziesiątce. Film ten spokojnie przebić się powinien, a póki co cisza o nim w eterze. Szkoda, że pewnie tylko garstce ludzi będzie dane go obejrzeć, ale mam nadzieję, że dzięki mnie ta „garstka” będzie o kilka osób większa.

Soo-hyeon Kim  to kochający mąż i oddany pracownik nieokreślonej agencji rządowej. Żona Kima ma właśnie urodziny i wracała do domu, jednak złapała kapcia. Drobna z niej osóbka i w sprawach aut niedoświadczona zadzwoniła więc po pomoc drogową. Oczekiwanie na pomoc umila rozmową z mężem, który jako że pracuje, przyjechać po nią nie może. W tle prószy śnieg, wszystko wydaje się być takie trywialne i sielankowe wręcz. Do czasu. Do auta podchodzi bowiem tajemniczy człowiek, który oferuje pomoc przy zmianie koła. I już wiemy, że żony Kima długo na ekranie nie pooglądamy.

Film właściwie składa się z dwóch części. Pierwsza dotyczy samego Kima i jego wendetty. Szybko odnajduje mordercę żony, jednak z powodu braku dowodów policja nic nie może zrobić. A nawet jeśli to kara ofiarowana przez wymiary prawa jest stanowczo za niska. Sam więc postanawia w dość oryginalny sposób zemścić się na oprawcy. Ten zaś z początku nieświadomy o co chodzi  popada w paranoję. I tu zaczyna się druga część filmu, gdy paranoja mordercy przeradza się w desperację. Ofiarami do tej pory były przypadkowe kobiety, nic do nich prywatnie nie miał, nie było to osobiste. Po prostu skrzywiona psychika kazała mu to robić by czuć, że żyje. Teraz jednak pojawił się ktoś na tyle niebezpieczny i natarczywy, że jedyne wyjście to zabić. W tym celu musi stać się jeszcze lepszym łowcą niż był dotychczas. Zaczyna się pojedynek.

Mamy więc dwóch bohaterów i dwie przemiany. Spokojnego i prawego Kima, który z powodu okoliczności zaczyna przeradzać się w żądną krwi bestię. Na ile to emocje, a na ile wyrachowanie, ciężko stwierdzić. Niepokoju całej sytuacji dodaje jego prawie do końca stoicki wyraz twarzy (a może po prostu jest aktorem jednej miny?). Drugi zaś bohater to z początku bestia właśnie, jednak nawet potwora da się zamienić w potulnego pieska. Jednak czy aby na pewno? W końcu zaszczute zwierzę staje się jeszcze bardziej niebezpieczne.

Film jest świetnie skonstruowany, postacie dobrze zagrane. Wszystko dopełniają żywe zdjęcia i muzyka. Akcja wciąga w wir wydarzeń i trzyma w napięciu aż do ostatniej sceny filmu, co moim zdaniem w 2010 roku rzadko się zdarzało, przynajmniej mi. No i film jest dość brutalny. To trzeba podkreślić. Autor nie bawi się z widzem. Krew to krew, obcięte członki to obcięte członki, a jak coś powinno boleć, to wygląda na cholernie bolące. I dobrze. Bo takie rzeczy dzieją się na świecie i nie ma co bawić się w poetyckie obrazki, które niby coś tam brutalnego pokazują, a tak naprawdę nic nie pokazują, tylko po to żeby film był dozwolony od lat 16, a nie 18. Krążą nawet plotki, że film w Korei został zakazany. Nie doszukałem się potwierdzenia tej informacji, ale kto wie? Nie zdziwiłbym się bardzo.

W każdym razie jeśli jesteście fanami porządnych thrillerów pokroju „Siedem” i jesteście w stanie przełknąć, że na ekranie biegają azjaci, to „Widziałem Diabła” jest filmem, zdecydowanie dla was do obejrzenia w najbliższym czasie. Tomasz poleca.

OCENA: 9/10

imdb: 8.0/10 przy 1113 głosach

2 Comments

  1. Piotr
    16 lutego 2011

    Jeden z najlepszych filmów tego gatunku jaki widziałam. Mimo że trwa 2,5 godziny, to nie czuje się upływającego czasu. Film straszny, ale dla ludzi, którzy nie mają litości dla zwyrodnialców może być chorą satysfakcją. Świetnie wyreżyserowany i zagrany. A swoją drogą można współczuć aktorowi, który musiał zagrać mordercę.

    Odpowiedz
  2. Piotr
    16 lutego 2011

    Jeden z najlepszych filmów tego gatunku jakie widziałem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *